Tekst

piątek, 22 kwietnia 2016

3.12 Męski punkt widzenia

Nie chciałem tego. Naprawdę.
Wiem,że to brzmi jak najbanalniejsze kłamstwo na świecie,ale to prawda.
W oczach Kingi błyszczała wściekłość a mimo to przemówiła spokojnie,jakby wypruły się z niej wszelkie emocje.
Rafaelu,możesz mi do kurwy nędzy powiedzieć,co tu się dzieje?
Skoro klęła musiała być w gorszym stanie niż mi się wydawało. I miała do tego pełne prawo.
To może ja już pójdę – obwieściła wesoło Emeline uśmiechając się do mnie. Miałem ochotę ją udusić. W tej chwili nienawidziłem jej bardziej niż wszystkich doznanych na korcie porażek.
Kinga zmierzyła ją spojrzeniem tak zimnym,że aż zadygotałem. Warknęła po polsku coś,żeby już nigdy w życiu nie pokazywała jej się na oczy. Kiedy trzasnęły drzwi,oczy mojej żony zalśniły od łez. Zaraz zaraz,skąd ona się w ogóle tutaj wzięła?
Jak ci się udało dotrzeć wcześniej? – spytałem zdając sobie sprawę jak idiotyczne to było pytanie.
Stała nieruchomo połykając łzy. Taka smutna i piękna. Długie falowane włosy spływały kaskadą na odkryte w pudrowo-różowej bokserce ramiona. Pod koszulką rysowały się kształtne piersi,a na seksownych szerokich biodrach opięte były białe szorty. Zawsze miała problemy z zaakceptowaniem tych części ciała,chociaż ja je uwielbiałem.
Jak mogłeś? – wykrztusiła słabo zrzucając maskę silnej kobiety,którą nałożyła przy Emeline.
Wytłumaczę ci to. Wytłumaczę ci wszystko – odparłem błagalnie modląc się w duchu by chciała posłuchać.
Pokręciła głową.
Tu nie ma nic do tłumaczenia. Widziałam wszystko. –Głos zaczął coraz bardziej jej się załamywać. Odwróciła się na pięcie i wybiegła na zewnątrz. Szybko ruszyłem za nią. Gdy byłem przy ogrodzeniu,krzyknęła:
Zostaw mnie!Chcę być sama!
I wybiegła w ciemną noc.
W pierwszym odruchu chciałem biec za nią mimo to,złapać w ramiona i trzymać dopóki się nie uspokoi. Nie mogłem znieść bólu na jej twarzy. Po chwili zniknęła mi z oczu. Kopnąłem ze złością furtkę i zawróciłem do domu.
Chwyciłem z barku nieotwieraną butelkę Jacka Danielsa i nalałem prawie do pełna,po czym dodałem kilka kostek lodu.
Usiadłem na sofie i od razu pociągnąłem potężny łyk. Alkohol drapał w gardło,był ostry i paskudny,ale nie miałem co ze sobą zrobić. W ogóle nie lubię pić,ale co mogłem teraz zrobić?
Tylko czekać.
Bałem się o nią;jest ciemno i o tej porze na ulicach kręcą się dziwni ludzie. Wszyscy ją tu znali,podobnie jak i mnie. Nie przeżyję,jeśli coś jej się stanie.
Gdzie mogła pójść? Emeline mieszka nad moją matką i Maribel,więc tam na pewno nie pójdzie. Nie miała też na miejscu żadnych przyjaciółek,nad czym ubolewałem sam spotykając się z kumplami. Więc może niedługo wróci?
W duchu przyznałem żonie rację. Jeśli przemyśli wszystko na spokojnie,na pewno spojrzy na to co się stało z innej perspektywy. Albo zrozumie,że właściwie nic się nie stało,bo to nie ja zacząłem.
Kinga wysłała mi wiadomość przed południem i powiedziała,że nie będzie miała czasu dzisiaj ze mną porozmawiać. Pomyślałem,że pewnie Spencer nie daje jej żyć i sam nabrałem ochoty na trening. Poodbijałem trochę z Tonim,porozciągałem mięśnie,poćwiczyłem na siłowni i wróciłem do domu. Akurat kiedy zacząłem przygotowywać kolację,zadzwonił telefon.
Rafael? – chlipnęła do słuchawki Emeline.
Co się stało? – zmarszczyłem brwi słysząc ton jej głosu.
Mam...mam pewien problem i... – przerwała wciągając gwałtownie powietrze. – Moglibyśmy porozmawiać?
Och,jasne – odparłem bez zastanowienia. Dopiero potem zdałem sobie sprawę,że popełniłem błąd.
Naprawdę?Merci! – Jej głos od razu zrobił się weselszy – Przyjadę za piętnaście minut. Do zobaczenia!
Odłożyłem telefon i oparłem ręce na blacie. Nieświadomie zaprosiłem niemalże obcą kobietę do domu na wieczór. Co więcej,była to Emeline,o którą chorobliwie jest zazdrosna moja żona. Nieźle się wpakowałem,ale podejmowanie decyzji to nie jest moja mocna strona.
Zjadłem na szybko pa mb oli-kromkę chleba z solą i oliwą oraz parę oliwek i czekałem. Cały niespokojny.
W końcu zadzwoniła do drzwi. Przywitała mnie uśmiechem i w ogóle nie przypominała zrozpaczonej niewiasty potrzebującej wsparcia. W dłoniach trzymała butelkę.
Wino? – spytałem podejrzliwie. Coraz mniej zaczynało mi się to podobać.
Nie wiesz,że smutki najlepiej wylewa się przy lampce wina? – odpowiedziała niewinnie.
Zdjęła delikatny czerwony sweterek i uświadomiłem sobie,że ma na sobie małą czarną sięgającą połowy uda a na stopach czerwone szpilki,w których dorównywała mi wzrostem. I oczywiście odsłonięte nogi.
Hm...wejdź proszę.
Czułem się zakłopotany będąc ubranym w szare treningowe szorty i biały T-shirt z Nike. Emeline postawiła wino na stoliku obok sofy i usiadła niepewnie. Oczekiwała na mój ruch. Z czystej przyzwoitości wyciągnąłem dwa kieliszki i odkorkowałem wino.
To...o czym chciałaś porozmawiać? – spytałem gdy zapanowała niezręczna cisza.
Och tak. – zmarszczyła brwi. A raczej powinna to zrobić,bo jej brwi były zasłonięte przez prostą grzywkę. Jak na komendę znowu posmutniała. Gdy spojrzałem w jej oczy,były szkliste.
Bo widzisz... – zaczęła obracając w dłoniach kieliszek z winem. – Od pewnego czasu spotykam się z Fernando.
Skinąłem głową. To było do przewidzenia,chociaż oficjalnie nikt o tym nie wiedział.
To chyba dobrze,co?
Też tak myślałam na początku! – wyrzuciła hamując łzy,które teraz zasłaniały całe je brązowe oczy. – Ale teraz widzę,że to bez sensu.
Fernando to dość...ciężka osobowość – stwierdziłem ostrożnie. Nie wiem,czy wiedziała jak przepada za kobietami.
A żebyś wiedział – warknęła. Teraz smutkowi ustępowała złość i ze zdumieniem uświadomiłem sobie,że są z Kingą do siebie podobne. Nie fizycznie,ale obie mają silną osobowość,chociaż pozornie na to nie wygląda.
Pojechałam do niego do Madrytu na wakacje... – urwała najwyraźniej czekając na moją reakcję,ale gdy jej nie otrzymała ciągnęła: – Wtedy było cudownie,ale teraz coś zaczęło się psuć.
Upiła łyk wina i zapatrzyła się w przestrzeń. Przypomniałem sobie rozmowę z Kingą w Paryżu. Emeline zachowywała się wtedy bardzo dziwnie i byłem ciekaw czy to też miało związek z Verdasco.
Teraz czy wcześniej też?
Popatrzyła na mnie ze zdumieniem i zamrugała oczami.
No,czy wcześniej,podczas French Open też mieliście jakieś kłopoty? Byłaś taka...nieobecna.
Zacisnęła usta i przybrała kamienny wyraz twarzy,a jej oczy zrobiły się zimne jak dwie bryły lodu.
Nie. Wtedy to nie miało nic wspólnego z nim.
Chciałem dowiedzieć się więcej,ale jej spojrzenie i wyraz twarzy zniechęciły mnie do tego a jednocześnie zaintrygowały jeszcze bardziej. Czyżby Kinga miała rację z jej wadliwą przeszłością?
Napiłem się wina,czekając,aż Emeline uzna,że może kontynuować. Nie miałem ochoty narażać się na kolejny wybuch z jej strony.
Pojechałam do niego przedwczoraj. Chciałam mu zrobić niespodziankę,myślałam,że się ucieszy. Gdy przyjechałam okazało się,że znalazł sobie nową panienkę.
Po jej policzku spłynęła pojedyncza łza. Otarła ją szybko i pociągnęła kolejny łyk wina.
Fernando ma słabość do kobiet – przyznałem w końcu. – Odkąd pamiętam.
To nie zmienia faktu,że boli.
Wierzę ci – uśmiechnąłem się lekko. Odwdzięczyła się tym samym.
Porozmawialiśmy chwilę na neutralne tematy. O tym,jak właściwie podoba jej się na Majorce,jak jej się pracuje itp. Wina ubywało,a ona była w coraz lepszym humorze.
W pewnym momencie oparła głowę na zagłówku i westchnęła zadzierając noga na nogę. Z całych sił starałem się powstrzymać przed spoglądaniem na jej odsłonięte prawie do samych majtek długie nogi,ale było to trudne. Kingi nie było już prawie dwa tygodnie i...no,zwyczajnie potrzebowałem kobiety. Zdecydowanie odzwyczaiłem się od życia singla. Mimo to,gdy patrzyłem na jej ewidentnie uwodzicielską pozę nie poczułem nic. Oczywiście była piękną kobietą,ale mnie nie pociągała. Nie miała tego czegoś,co ma Kinga. Nawet nie umiem powiedzieć co,nie chodzi nawet o typ urody-Kinga z wyglądu w niczym nie przypomina typowej Słowianki,bliżej jej jest do rodowitej Hiszpanki i może właśnie dlatego od razu zwróciłem na nią uwagę. Teoretycznie jest cudzoziemką,ale praktycznie pasuje do Majorki idealnie. Temperament ma jednak bezsprzecznie słowiański.
Już mi lepiej,wiesz? – stwierdziła Emeline mrużąc oczy. W pokoju zapalona była tylko duża stojąca lampa w rogu i na jej twarz padał lekki półmrok.
Cieszę się.
Oblizała wargi i przysunęła się bliżej.
Fernando nie może się z tobą równać – wyszeptała przesuwając ręką po moim torsie. Wciągnąłem powietrze. Czułem się jak w potrzasku.
Hm... – mruknąłem tylko czerwieniąc się. A może to przez wino?
Potraktowała to jak zachętę i usadowiła mi się na kolanach. Zanim zdążyłem ją odepchnąć,poczułem jej wargi na swoich. Był to delikatny,ale jakże wymowny pocałunek. I wtedy nagle rozległ się niespodziewany huk.
Pokręciłem głową i pociągnąłem ze szklanki kolejny długi łyk. Zaczynało kręcić mi się w głowie. Spojrzałem na dwa kieliszki-jeden do końca opróżniony przeze mnie i drugi,zaznaczony czerwonym śladem ust na krawędzi oraz otwartą butelkę z winem. Poczułem wzrost ciśnienia w żyłach i czym prędzej złapałem za butelkę,wylałem wino do zlewu,a butelkę cisnąłem do kosza. Kieliszki wylądowały w zlewie. Zmyłem z nich odrażający ślad ust-niczym krew na rękach mordercy.
Nie wiem ile jeszcze wypiłem,zanim zasnąłem na kanapie. Wiem natomiast,że pijąc myślałem tylko o tym,co będzie,jeśli Ona nie wróci na noc...

*

Obudziło mnie jaskrawe światło słońca wpadające wprost przez okno ujawniające każdą drobinkę kurzu,każdą niedoskonałość świata. I odbijające promienie od pustej butelki Jacka Danielsa.
Cholera,ale boli mnie głowa!Czemu wczoraj wypiłem tak dużo? Przecież zwykle mi się to nie zdarza.
Wstałem i ruszyłem do kuchni poszukać jakichś tabletek na ból głowy. Znalazłem dwie i popiłem szklanką wody. Obok zlewu stały dwa kieliszki. Co one tu...
Kinga!
Prawie rzuciłem szklankę z powrotem na blat i czym prędzej ruszyłem na górę. Sypialnia,sypialnia,sypialnia...
Łóżko było puste. Stało tak,jak je zaścieliłem. Nawet jej nie było.
Miałem ochotę krzyczeć. Skończyło się na jęknięciu i schowaniu twarzy w dłoniach. Dla pewności przeszukałem każdy kąt domu. Nawet półki w garderobie. Chciałem mieć pewność,że szukałem wszędzie. Za każdym razem odpowiadała głucha cisza.
Telefon,gdzie jest mój telefon?
Zbiegłem z powrotem na dół i z bijącym sercem wybrałem numer żony. Proszę,odbierz...
Próbowałem kilkanaście razy,ale za każdym razem włączała się automatyczna sekretarka. Zadzwoniłem więc po kolei do matki i Maribel. Żadna z nich jednak nic nie wiedziała. Co więcej,były zaczynały się martwić podobnie jak ja. Może Toni coś wie...
Spojrzałem na stojący obok telewizora cyfrowy zegar i uświadomiłem sobie,że pół godziny temu miałem być na treningu. Nawet nie chcę myśleć,co zrobi Toni kiedy mnie zobaczy,ale nie mogłem teraz ot tak po prostu pójść sobie na trening. Poszedłem na górę wziąć chłodny prysznic i przebrać się,a potem zabiorę się za poszukiwania. Czułem,jakby w moje serce wbił się kolec uwierający przy każdym możliwym ruchu.
Kiedy stałem przy drzwiach,zadzwonił dzwonek. Serce mi podskoczyło w nadziei,że moje poszukiwania nie będą musiały się nawet zacząć. Było jednak gorzej. W progu stał Toni. Miał swoje zwykłe,chłodne spojrzenie,ale grymas na jego twarzy świadczył,że poważnie nabroiłem. Tak jakbym już wystarczająco nie nabroił.
Rafaelu,czy wiesz która jest godzina? – spytał beznamiętnie,wchodząc.
Tak wiem. Ale nie mogę teraz trenować. Chodź,możesz mi pomóc.
Co ty wyprawiasz? – uniósł brwi ze zdziwienia.
Pokrótce opowiedziałem mu całą historię,pomijając rozmowę z Emeline. Już i tak był wystarczająco zszokowany. Gdy skończyłem,pokręcił głową i stwierdził:
Nigdy bym się po tobie nie spodziewał czegoś tak idiotycznego.
Słucham?!
Zamurowało mnie. Mój oziębły wuj ganiący mnie za postępowanie wobec kobiet?
Zachowałeś się jak idiota,kretyn,debil. Mam wymieniać dalej,czy zrozumiałeś?
Zrozumiałem – burknąłem parząc na niego z ukosa.
Toni zastanawiał się chwilę,po czym złagodniał i dodał:
Wiesz co myślę o tej dziewczynie,ale ona nie zasługuje żeby cierpieć w ten sposób. Zwłaszcza,że zdradziłeś ją z tą małą Francuzeczką...
Ja jej nie zdradziłem! – zaprotestowałem ostro – Nie miałem takiego zamiaru. Nigdy w życiu nie wyrządziłbym jej krzywdy. Nikomu z mojej rodziny nie wyrządziłbym krzywdy,wiesz o tym przecież...
A pomyślałeś o tym co ona czuje? Dla niej to była ewidentna zdrada,nie obchodzi jej jak to miało być,tylko jak wyszło.
Zaraz zaraz,skąd ty wiesz co ona myśli? – zauważyłem trzeźwo.
Zmieszał się lekko i przez chwilę błądził wzrokiem po przedpokoju.
Zmiłuj się,każda kobieta tak by pomyślała..
A skąd akurat ty wiesz,co myślą kobiety? – Pierwszy raz w życiu odczułem,że mam nad Tonim przewagę,a to nie lada wyczyn. A to tylko dlatego,że mój wuj był starym kawalerem.
Jeśli wiesz,gdzie ona jest i mi nie powiesz...
Wiem – przerwał stanowczo.
W tej chwili mnie do niej prowadzisz – warknąłem.
Rafaelu,nie poznaję cię. – Toni był coraz bardziej zszokowany moją postawą – Ty się buntujesz?
Kiedyś trzeba – odparłem pewnie. – A teraz zabierz mnie w końcu do mojej żony.
Wsiedliśmy w samochód i ku mojemu zdziwieniu Toni pokierował mnie do apartamentu mojego ojca.

Zapukałem do drzwi,a gdy ojciec otworzył wpadłem jak burza. Kinga siedziała na kanapie w małym salonie,a w dłoniach trzymała kubek. Wytrzeszczyła oczy na mój widok,a ja miałem wrażenie,że zemdleję z ulgi.


I znowu zaskoczenie :) Raz już się pobawiłam wchodząc w myśli Emeline to teraz pomyślałam,że dobrze byłoby opowiedzieć wszystko w punktu widzenia Rafy. Mam nadzieję,że mi to wyszło,bo nie miałam tu takiej swobody jak z Kingą,musiałam trzymać się charakteru prawdziwej postaci.
No i właśnie,nie chciałam o tym mówić wcześniej,ale w poprzedniej części narzekałyście na Toniego, błagałyście o zmianę trenera dla Kingi,co się jednak nie stało i widzicie,warto było? :P
Lecę przygotować post na drugiego bloga.
xoxo

2 komentarze:

  1. Wyszedł Ci opis z punktu widzenia Rafy. Dzięki niemu wiemy, co się naprawdę wydarzyło, brakuje teraz tylko tego, co u Kingi :D Ogólnie trochę kamień z serca, że do niczego nie doszło, ale Rafa zdenerwował mnie tym brakiem stanowczości, że się tak dał podejść tej małej Francuzce i tym stwierdzeniem, że Kingi nie było 2 tygodnie i brakowało mu kobiety. Litości!...
    Czy to, co się stało, nie wystarczy, żeby wyrzucić Emeline na zbity pysk? Zapewne nie, bo coś tu jeszcze będziesz kombinować... może ciągle z jej udziałem...
    Eee tam Toni, znowu tak go nie wybielaj :D Powiedział parę słów, które były tradycyjnym opieprzeniem Rafy ;)
    Do następnego! ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zdenerwował mnie tym brakiem stanowczości"- i teraz już mam pewność że opis mi wyszedł,stanowczość poza kortem nie jest cechą Rafy co wie każdy kto przeczytał biografię :D

      Usuń