Nie chciałem tego. Naprawdę.
Wiem,że to brzmi jak
najbanalniejsze kłamstwo na świecie,ale to prawda.
W oczach Kingi błyszczała
wściekłość a mimo to przemówiła spokojnie,jakby wypruły się z
niej wszelkie emocje.
– Rafaelu,możesz mi do kurwy
nędzy powiedzieć,co tu się dzieje?
Skoro klęła musiała być w
gorszym stanie niż mi się wydawało. I miała do tego pełne prawo.
– To może ja już pójdę –
obwieściła wesoło Emeline uśmiechając się do mnie. Miałem
ochotę ją udusić. W tej chwili nienawidziłem jej bardziej niż
wszystkich doznanych na korcie porażek.
Kinga zmierzyła ją spojrzeniem
tak zimnym,że aż zadygotałem. Warknęła po polsku coś,żeby już
nigdy w życiu nie pokazywała jej się na oczy. Kiedy trzasnęły
drzwi,oczy mojej żony zalśniły od łez. Zaraz zaraz,skąd ona się
w ogóle tutaj wzięła?
– Jak ci się udało dotrzeć
wcześniej? – spytałem zdając sobie sprawę jak idiotyczne to
było pytanie.
Stała nieruchomo połykając
łzy. Taka smutna i piękna. Długie falowane włosy spływały
kaskadą na odkryte w pudrowo-różowej bokserce ramiona. Pod
koszulką rysowały się kształtne piersi,a na seksownych szerokich
biodrach opięte były białe szorty. Zawsze miała problemy z
zaakceptowaniem tych części ciała,chociaż ja je uwielbiałem.
– Jak mogłeś? –
wykrztusiła słabo zrzucając maskę silnej kobiety,którą nałożyła
przy Emeline.
– Wytłumaczę ci to.
Wytłumaczę ci wszystko – odparłem błagalnie modląc się w
duchu by chciała posłuchać.
Pokręciła głową.
– Tu nie ma nic do
tłumaczenia. Widziałam wszystko. –Głos zaczął coraz bardziej
jej się załamywać. Odwróciła się na pięcie i wybiegła na
zewnątrz. Szybko ruszyłem za nią. Gdy byłem przy
ogrodzeniu,krzyknęła:
– Zostaw mnie!Chcę być sama!
I wybiegła w ciemną noc.
W pierwszym odruchu chciałem
biec za nią mimo to,złapać w ramiona i trzymać dopóki się nie
uspokoi. Nie mogłem znieść bólu na jej twarzy. Po chwili zniknęła
mi z oczu. Kopnąłem ze złością furtkę i zawróciłem do domu.
Chwyciłem z barku nieotwieraną
butelkę Jacka Danielsa i nalałem prawie do pełna,po czym dodałem
kilka kostek lodu.
Usiadłem na sofie i od razu
pociągnąłem potężny łyk. Alkohol drapał w gardło,był ostry i
paskudny,ale nie miałem co ze sobą zrobić. W ogóle nie lubię
pić,ale co mogłem teraz zrobić?
Tylko czekać.
Bałem się o nią;jest ciemno i
o tej porze na ulicach kręcą się dziwni ludzie. Wszyscy ją tu
znali,podobnie jak i mnie. Nie przeżyję,jeśli coś jej się
stanie.
Gdzie mogła pójść? Emeline
mieszka nad moją matką i Maribel,więc tam na pewno nie pójdzie.
Nie miała też na miejscu żadnych przyjaciółek,nad czym
ubolewałem sam spotykając się z kumplami. Więc może niedługo
wróci?
W duchu przyznałem żonie
rację. Jeśli przemyśli wszystko na spokojnie,na pewno spojrzy na
to co się stało z innej perspektywy. Albo zrozumie,że właściwie
nic się nie stało,bo to nie ja zacząłem.
Kinga wysłała mi wiadomość
przed południem i powiedziała,że nie będzie miała czasu dzisiaj
ze mną porozmawiać. Pomyślałem,że pewnie Spencer nie daje jej
żyć i sam nabrałem ochoty na trening. Poodbijałem trochę z
Tonim,porozciągałem mięśnie,poćwiczyłem na siłowni i wróciłem
do domu. Akurat kiedy zacząłem przygotowywać kolację,zadzwonił
telefon.
– Rafael? – chlipnęła do
słuchawki Emeline.
– Co się stało? –
zmarszczyłem brwi słysząc ton jej głosu.
– Mam...mam pewien problem
i... – przerwała wciągając gwałtownie powietrze. – Moglibyśmy
porozmawiać?
– Och,jasne – odparłem bez
zastanowienia. Dopiero potem zdałem sobie sprawę,że popełniłem
błąd.
– Naprawdę?Merci! – Jej
głos od razu zrobił się weselszy – Przyjadę za piętnaście
minut. Do zobaczenia!
Odłożyłem telefon i oparłem
ręce na blacie. Nieświadomie zaprosiłem niemalże obcą kobietę
do domu na wieczór. Co więcej,była to Emeline,o którą
chorobliwie jest zazdrosna moja żona. Nieźle się wpakowałem,ale
podejmowanie decyzji to nie jest moja mocna strona.
Zjadłem na szybko pa mb
oli-kromkę chleba z solą i oliwą oraz parę oliwek i czekałem.
Cały niespokojny.
W końcu zadzwoniła do drzwi.
Przywitała mnie uśmiechem i w ogóle nie przypominała zrozpaczonej
niewiasty potrzebującej wsparcia. W dłoniach trzymała butelkę.
– Wino? – spytałem
podejrzliwie. Coraz mniej zaczynało mi się to podobać.
– Nie wiesz,że smutki
najlepiej wylewa się przy lampce wina? – odpowiedziała niewinnie.
Zdjęła delikatny czerwony
sweterek i uświadomiłem sobie,że ma na sobie małą czarną
sięgającą połowy uda a na stopach czerwone szpilki,w których
dorównywała mi wzrostem. I oczywiście odsłonięte nogi.
– Hm...wejdź proszę.
Czułem się zakłopotany będąc
ubranym w szare treningowe szorty i biały T-shirt z Nike. Emeline
postawiła wino na stoliku obok sofy i usiadła niepewnie. Oczekiwała
na mój ruch. Z czystej przyzwoitości wyciągnąłem dwa kieliszki i
odkorkowałem wino.
– To...o czym chciałaś
porozmawiać? – spytałem gdy zapanowała niezręczna cisza.
– Och tak. – zmarszczyła
brwi. A raczej powinna to zrobić,bo jej brwi były zasłonięte
przez prostą grzywkę. Jak na komendę znowu posmutniała. Gdy
spojrzałem w jej oczy,były szkliste.
– Bo widzisz... – zaczęła
obracając w dłoniach kieliszek z winem. – Od pewnego czasu
spotykam się z Fernando.
Skinąłem głową. To było do
przewidzenia,chociaż oficjalnie nikt o tym nie wiedział.
– To chyba dobrze,co?
– Też tak myślałam na
początku! – wyrzuciła hamując łzy,które teraz zasłaniały
całe je brązowe oczy. – Ale teraz widzę,że to bez sensu.
– Fernando to dość...ciężka
osobowość – stwierdziłem ostrożnie. Nie wiem,czy wiedziała jak
przepada za kobietami.
– A żebyś wiedział –
warknęła. Teraz smutkowi ustępowała złość i ze zdumieniem
uświadomiłem sobie,że są z Kingą do siebie podobne. Nie
fizycznie,ale obie mają silną osobowość,chociaż pozornie na to
nie wygląda.
– Pojechałam do niego do
Madrytu na wakacje... – urwała najwyraźniej czekając na moją
reakcję,ale gdy jej nie otrzymała ciągnęła: – Wtedy było
cudownie,ale teraz coś zaczęło się psuć.
Upiła łyk wina i zapatrzyła
się w przestrzeń. Przypomniałem sobie rozmowę z Kingą w Paryżu.
Emeline zachowywała się wtedy bardzo dziwnie i byłem ciekaw czy to
też miało związek z Verdasco.
– Teraz czy wcześniej też?
Popatrzyła na mnie ze
zdumieniem i zamrugała oczami.
– No,czy wcześniej,podczas
French Open też mieliście jakieś kłopoty? Byłaś
taka...nieobecna.
Zacisnęła usta i przybrała
kamienny wyraz twarzy,a jej oczy zrobiły się zimne jak dwie bryły
lodu.
– Nie. Wtedy to nie miało nic
wspólnego z nim.
Chciałem dowiedzieć się
więcej,ale jej spojrzenie i wyraz twarzy zniechęciły mnie do tego
a jednocześnie zaintrygowały jeszcze bardziej. Czyżby Kinga miała
rację z jej wadliwą przeszłością?
Napiłem się wina,czekając,aż
Emeline uzna,że może kontynuować. Nie miałem ochoty narażać się
na kolejny wybuch z jej strony.
– Pojechałam do niego
przedwczoraj. Chciałam mu zrobić niespodziankę,myślałam,że się
ucieszy. Gdy przyjechałam okazało się,że znalazł sobie nową
panienkę.
Po jej policzku spłynęła
pojedyncza łza. Otarła ją szybko i pociągnęła kolejny łyk
wina.
– Fernando ma słabość do
kobiet – przyznałem w końcu. – Odkąd pamiętam.
– To nie zmienia faktu,że
boli.
– Wierzę ci – uśmiechnąłem
się lekko. Odwdzięczyła się tym samym.
Porozmawialiśmy chwilę na
neutralne tematy. O tym,jak właściwie podoba jej się na
Majorce,jak jej się pracuje itp. Wina ubywało,a ona była w coraz
lepszym humorze.
W pewnym momencie oparła głowę
na zagłówku i westchnęła zadzierając noga na nogę. Z całych
sił starałem się powstrzymać przed spoglądaniem na jej
odsłonięte prawie do samych majtek długie nogi,ale było to
trudne. Kingi nie było już prawie dwa tygodnie i...no,zwyczajnie
potrzebowałem kobiety. Zdecydowanie odzwyczaiłem się od życia
singla. Mimo to,gdy patrzyłem na jej ewidentnie uwodzicielską pozę
nie poczułem nic. Oczywiście była piękną kobietą,ale mnie nie
pociągała. Nie miała tego czegoś,co ma Kinga. Nawet nie umiem
powiedzieć co,nie chodzi nawet o typ urody-Kinga z wyglądu w
niczym nie przypomina typowej Słowianki,bliżej jej jest do
rodowitej Hiszpanki i może właśnie dlatego od razu zwróciłem na
nią uwagę. Teoretycznie jest cudzoziemką,ale praktycznie pasuje do
Majorki idealnie. Temperament ma jednak bezsprzecznie słowiański.
– Już mi lepiej,wiesz? –
stwierdziła Emeline mrużąc oczy. W pokoju zapalona była tylko
duża stojąca lampa w rogu i na jej twarz padał lekki półmrok.
– Cieszę się.
Oblizała wargi i przysunęła
się bliżej.
– Fernando nie może się z
tobą równać – wyszeptała przesuwając ręką po moim torsie.
Wciągnąłem powietrze. Czułem się jak w potrzasku.
– Hm... – mruknąłem tylko
czerwieniąc się. A może to przez wino?
Potraktowała to jak zachętę i
usadowiła mi się na kolanach. Zanim zdążyłem ją
odepchnąć,poczułem jej wargi na swoich. Był to delikatny,ale
jakże wymowny pocałunek. I wtedy nagle rozległ się niespodziewany
huk.
Pokręciłem głową i
pociągnąłem ze szklanki kolejny długi łyk. Zaczynało kręcić
mi się w głowie. Spojrzałem na dwa kieliszki-jeden do końca
opróżniony przeze mnie i drugi,zaznaczony czerwonym śladem ust na
krawędzi oraz otwartą butelkę z winem. Poczułem wzrost ciśnienia
w żyłach i czym prędzej złapałem za butelkę,wylałem wino do
zlewu,a butelkę cisnąłem do kosza. Kieliszki wylądowały w
zlewie. Zmyłem z nich odrażający ślad ust-niczym krew na rękach
mordercy.
Nie wiem ile jeszcze
wypiłem,zanim zasnąłem na kanapie. Wiem natomiast,że pijąc
myślałem tylko o tym,co będzie,jeśli Ona nie wróci na noc...
*
Obudziło mnie jaskrawe światło
słońca wpadające wprost przez okno ujawniające każdą drobinkę
kurzu,każdą niedoskonałość świata. I odbijające promienie od
pustej butelki Jacka Danielsa.
Cholera,ale boli mnie
głowa!Czemu wczoraj wypiłem tak dużo? Przecież zwykle mi się to
nie zdarza.
Wstałem i ruszyłem do kuchni
poszukać jakichś tabletek na ból głowy. Znalazłem dwie i popiłem
szklanką wody. Obok zlewu stały dwa kieliszki. Co one tu...
Kinga!
Prawie rzuciłem szklankę z
powrotem na blat i czym prędzej ruszyłem na górę.
Sypialnia,sypialnia,sypialnia...
Łóżko było puste. Stało
tak,jak je zaścieliłem. Nawet jej nie było.
Miałem ochotę krzyczeć.
Skończyło się na jęknięciu i schowaniu twarzy w dłoniach. Dla
pewności przeszukałem każdy kąt domu. Nawet półki w garderobie.
Chciałem mieć pewność,że szukałem wszędzie. Za każdym razem
odpowiadała głucha cisza.
Telefon,gdzie jest mój telefon?
Zbiegłem z powrotem na dół i
z bijącym sercem wybrałem numer żony. Proszę,odbierz...
Próbowałem kilkanaście
razy,ale za każdym razem włączała się automatyczna sekretarka.
Zadzwoniłem więc po kolei do matki i Maribel. Żadna z nich jednak
nic nie wiedziała. Co więcej,były zaczynały się martwić
podobnie jak ja. Może Toni coś wie...
Spojrzałem na stojący obok
telewizora cyfrowy zegar i uświadomiłem sobie,że pół godziny
temu miałem być na treningu. Nawet nie chcę myśleć,co zrobi Toni
kiedy mnie zobaczy,ale nie mogłem teraz ot tak po prostu pójść
sobie na trening. Poszedłem na górę wziąć chłodny prysznic i
przebrać się,a potem zabiorę się za poszukiwania. Czułem,jakby w
moje serce wbił się kolec uwierający przy każdym możliwym ruchu.
Kiedy stałem przy
drzwiach,zadzwonił dzwonek. Serce mi podskoczyło w nadziei,że moje
poszukiwania nie będą musiały się nawet zacząć. Było jednak
gorzej. W progu stał Toni. Miał swoje zwykłe,chłodne
spojrzenie,ale grymas na jego twarzy świadczył,że poważnie
nabroiłem. Tak jakbym już wystarczająco nie nabroił.
– Rafaelu,czy wiesz która
jest godzina? – spytał beznamiętnie,wchodząc.
– Tak wiem. Ale nie mogę
teraz trenować. Chodź,możesz mi pomóc.
– Co ty wyprawiasz? – uniósł
brwi ze zdziwienia.
Pokrótce opowiedziałem mu całą
historię,pomijając rozmowę z Emeline. Już i tak był
wystarczająco zszokowany. Gdy skończyłem,pokręcił głową i
stwierdził:
– Nigdy bym się po tobie nie
spodziewał czegoś tak idiotycznego.
– Słucham?!
Zamurowało mnie. Mój oziębły
wuj ganiący mnie za postępowanie wobec kobiet?
– Zachowałeś się jak
idiota,kretyn,debil. Mam wymieniać dalej,czy zrozumiałeś?
– Zrozumiałem – burknąłem
parząc na niego z ukosa.
Toni zastanawiał się chwilę,po
czym złagodniał i dodał:
– Wiesz co myślę o tej
dziewczynie,ale ona nie zasługuje żeby cierpieć w ten sposób.
Zwłaszcza,że zdradziłeś ją z tą małą Francuzeczką...
– Ja jej nie zdradziłem! –
zaprotestowałem ostro – Nie miałem takiego zamiaru. Nigdy w życiu
nie wyrządziłbym jej krzywdy. Nikomu z mojej rodziny nie
wyrządziłbym krzywdy,wiesz o tym przecież...
– A pomyślałeś o tym co ona
czuje? Dla niej to była ewidentna zdrada,nie obchodzi jej jak to
miało być,tylko jak wyszło.
– Zaraz zaraz,skąd ty wiesz
co ona myśli? – zauważyłem trzeźwo.
Zmieszał się lekko i przez
chwilę błądził wzrokiem po przedpokoju.
– Zmiłuj się,każda kobieta
tak by pomyślała..
– A skąd akurat ty wiesz,co
myślą kobiety? – Pierwszy raz w życiu odczułem,że mam nad
Tonim przewagę,a to nie lada wyczyn. A to tylko dlatego,że mój wuj
był starym kawalerem.
– Jeśli wiesz,gdzie ona jest
i mi nie powiesz...
– Wiem – przerwał
stanowczo.
– W tej chwili mnie do niej
prowadzisz – warknąłem.
– Rafaelu,nie poznaję cię. –
Toni był coraz bardziej zszokowany moją postawą – Ty się
buntujesz?
– Kiedyś trzeba – odparłem
pewnie. – A teraz zabierz mnie w końcu do mojej żony.
Wsiedliśmy w samochód i ku
mojemu zdziwieniu Toni pokierował mnie do apartamentu mojego ojca.
Zapukałem do drzwi,a gdy ojciec
otworzył wpadłem jak burza. Kinga siedziała na kanapie w małym
salonie,a w dłoniach trzymała kubek. Wytrzeszczyła oczy na mój
widok,a ja miałem wrażenie,że zemdleję z ulgi.
I znowu zaskoczenie :) Raz już się pobawiłam wchodząc w myśli Emeline to teraz pomyślałam,że dobrze byłoby opowiedzieć wszystko w punktu widzenia Rafy. Mam nadzieję,że mi to wyszło,bo nie miałam tu takiej swobody jak z Kingą,musiałam trzymać się charakteru prawdziwej postaci.
No i właśnie,nie chciałam o tym mówić wcześniej,ale w poprzedniej części narzekałyście na Toniego, błagałyście o zmianę trenera dla Kingi,co się jednak nie stało i widzicie,warto było? :P
Lecę przygotować post na drugiego bloga.
xoxo
Wyszedł Ci opis z punktu widzenia Rafy. Dzięki niemu wiemy, co się naprawdę wydarzyło, brakuje teraz tylko tego, co u Kingi :D Ogólnie trochę kamień z serca, że do niczego nie doszło, ale Rafa zdenerwował mnie tym brakiem stanowczości, że się tak dał podejść tej małej Francuzce i tym stwierdzeniem, że Kingi nie było 2 tygodnie i brakowało mu kobiety. Litości!...
OdpowiedzUsuńCzy to, co się stało, nie wystarczy, żeby wyrzucić Emeline na zbity pysk? Zapewne nie, bo coś tu jeszcze będziesz kombinować... może ciągle z jej udziałem...
Eee tam Toni, znowu tak go nie wybielaj :D Powiedział parę słów, które były tradycyjnym opieprzeniem Rafy ;)
Do następnego! ;*
"Zdenerwował mnie tym brakiem stanowczości"- i teraz już mam pewność że opis mi wyszedł,stanowczość poza kortem nie jest cechą Rafy co wie każdy kto przeczytał biografię :D
Usuń