Tekst

piątek, 6 maja 2016

3.14 Drobne zwycięstwa

W końcu się jej pozbędę – oznajmiłam podekscytowana Giseli,kiedy siedziałam na plaży sącząc zimne mojito. Rafael gonił Maribel po wodzie jak małe dziecko,a jego przyjaciele grali w siatkówkę kilka kroków ode mnie. Postanowiłam wykorzystać moment i podzielić się nowiną z przyjaciółką. Kiedy doznałam wstrząsu spowodowanego ujrzeniem mojego męża z bezczelną Francuzką,zadzwoniłam oczywiście do Mariny,ale pożałowałam tego. Niby mi współczuł,ale wiedziałam,że tak naprawdę cieszy się,że miała rację.
Też mi wsparcie.
Całe szczęście. Potrzeba było czegoś takiego,żeby wreszcie przejrzał na oczy – stwierdziła Gisela.
Wiesz jaki jest Rafa – westchnęłam mieszając drinka słomką – To dobrze,że w ogóle się na to zdecydował.
Lepiej późno niż wcale. – przyznałam. Wymieniłyśmy jeszcze kilka uprzejmości i chichotów,po czym się rozłączyłam. Jeśli sprawę Emeline będę miała dziś załatwioną pozytywnie,pozostanie jeszcze jedna. Mianowicie jutro mam wizytę u ginekologa. Kolejną zresztą,ale tym razem u kobiety,doktor Alves-Varela. Był to ostatni moment na zbadanie się i ewentualne wycofanie z turniejów w Stanford i Toronto,a poza tym potrzebowałam świeżości. Miałam nadzieję,że lekarka mi pomoże,może przepisze kolejną garść witamin,cokolwiek. Nie miałam siły dłużej walczyć sama ze swoją niepłodnością.
Rafael wyszedł z wody dysząc lekko,za nim wlekła się Maribel wykręcająca po drodze włosy.
W porządku? – spytał podchodząc i cmokając mnie w policzek. Pisnęłam cicho,gdy kilka kropel wody spadło na mój rozgrzany dekolt.
Mam nadzieję – odparłam przygryzając wargę.
Wiem,że tak. Kiedyś w końcu musi być dobrze.

*

Emeline siedziała w naszym salonie z rękoma złożonymi na kolanach. Poza tym,że była naprężona jak struna,nie widać było po niej oznak jakiejkolwiek niepewności. Tylko w jej oczach tliło się zainteresowanie. Wolnym krokiem zbliżyłam się do sofy i skrzyżowałam ręce na piersi. Spojrzała na mnie chłodno.
O co chodzi? – spytała bezczelnie przenosząc wzrok to na Rafaela to na mnie.
Wylatujesz – warknęłam z satysfakcją i uśmiechnęłam się widząc jaka tęcza emocji maluje się na jej twarzy. Otworzyła usta,a oczy jej zaświeciły. Drżała.
Co? –wydusiła słabo.
Dobrze słyszałaś – odezwał się Rafael kładąc mi dłoń na ramieniu. – Po tym co się stało musisz odejść.
Ale...ale... – zaczęła się jąkać a mnie przyszło do głowy,że chyba nigdy nie widziałam jej bardziej przerażonej i zdezorientowanej w jednym,nawet w Paryżu. – To przecież nic...
Ty tak uważasz – przerwałam. – Rzecz w tym,że to nie pierwszy raz,kiedy zachowujesz się nieprofesjonalnie. Byliśmy tolerancyjni,ale teraz poważnie przegięłaś.
Emeline oparła się o sofę oddychając szybko. Przejechała ręką po twarzy i spojrzała na Rafaela z wyrzutem.
Naprawdę muszę?
Tak Emeline – Był nieugięty. Jego zazwyczaj ciepłe brązowe oczy teraz były zimne i obojętne.
Skinęła ze smutkiem głową i pociągnęła nosem.
W porządku – westchnęła. – Ile mam czasu?
Dajemy ci dwa tygodnie.
Uniosła głowę i popatrzyła mi prosto w oczy. Byłam pewna,że zamierza mnie spiorunować wzrokiem albo coś,ale jej oczy zaszkliły się nagle.
Czy...muszę się też wynieść z mieszkania? – zapytała cicho ocierając łzę płynącą po policzku.
Tak będzie najlepiej – skwitowałam.
Zabrała torebkę i podniosła się. Minęła nas ze spuszczoną głową. Na odchodnym Rafael powiedział jeszcze:
Przykro nam.
Ale ona pociągnęła nosem po raz kolejny i wyszła trzaskając drzwiami.
Wiem,że to niemoralne,ale miałam ochotę krzyczeć z radości. To koniec! Po tylu miesiącach wreszcie będę mogła pozbyć się koszmaru i zacząć żyć bez obaw o swój związek.
Ale Rafael najwyraźniej nie podzielał mojego nastroju. Usiadł na sofie,na której przed chwilą siedziała Emeline i spuściwszy głowę przeczesał palcami włosy. Usadowiłam się obok niego i pogłaskałam łagodnie po plecach. Całą siłą woli wypracowaną przez lata na kortach całego świata zmusiłam się do zachowania kamiennej twarzy mimo tryskającego wewnątrz źródła radości.
– Dobrze postąpiliśmy – odezwałam się cicho przesuwając dłoń na jego kark aż wzdrygnął się lekko pod moim dotknięciem. – Wiem o tym – westchnął unosząc głowę. – Ale źle się czuję ze świadomością,że pozbawiłem ją źródła zarobku. – Zarobiła u nas dość dużo,żeby sobie poradzić aż znajdzie następną pracę.

Sięgnął po moją dłoń i pogłaskał ją delikatnie uśmiechając się połowicznie. – Przynajmniej odzyskałem ciebie...


*



W szpitalu w Manacor pełno było pomieszczeń i nie wiedziałam,do którego gabinetu i którędy mam trafić. Ściany korytarza były pomalowane na bladożółty kolor z lamperią w ciemniejszym odcieniu i poprzecinane były wgłębieniami,w których znajdowały się drzwi do poszczególnych gabinetów. Gabinet doktora Ibarry znajdował się na pierwszym piętrze i dotychczas nie miałam problemów z trafieniem do niego,jednakże teraz czułam się zdezorientowana. Przygryzłam wargę rozglądając się dookoła. Na drugim piętrze też ani śladu doktor Alves-Valery. Na schodach rozległy się kroki i po chwili na korytarzu pojawiła się sprzątaczka. Tak przynajmniej sądziłam,bo trzymała w rękach wiadro i mopa. 
 – Eee,przepraszam? – spytałam ruszając w jej kierunku. Zatrzymała się i popatrzyła na mnie ze zdumieniem. Najwyraźniej widok jednej z dwóch gwiazd tenisa zamieszkujących to miasto był dla niej równie obcy jak dla mnie widok mojego męża zajadającego się serem.
 – Może mi pani pomóc? Szukam gabinetu doktor Alves-Valery. 
 – Czwarte piętro – odparła przyglądając mi się niepewnie. Miała obcy,ale hiszpański akcent. Zdaje się,że z Madrytu. 
 – Dziękuję – uśmiechnęłam się do niej życzliwie i ruszyłam do windy. Czwarte piętro było bardziej zatłoczone. Na końcu korytarza kręciło się dwóch mężczyzn,a na krzesłach pośrodku siedziały dwie kobiety. Jedna z nich była w zaawansowanej ciąży i ogarnęło mnie ukłucie żalu. Co będzie,jeśli ja nie będę mogła mieć dzieci? Usiadłam na jednym z krzeseł i chwyciłam do ręki pierwszy lepszy magazyn,bo zaczynałam: a)mieć czarne myśli. b)budzić zainteresowanie czekających. 
Odczekałam trochę na swoją kolejkę,a kiedy kobieta z zaokrąglonym brzuszkiem wyszła z gabinetu uśmiechając się do swojego partnera,ja wkroczyłam do gabinetu. Był jasny i przestronny;ściany pomalowane zostały na subtelny bladoróżowy kolor,a z sufitu zwieszały się dwie długie lampy. Za białym parawanem stał prawdopodobnie fotel ginekologiczny,a przy jasnym dębowym biurku siedziała młoda kobieta. Podniosła wzrok i uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie,po czym wstała i wyciągnęła rękę. 
 – Witam – powiedziała ściskając mi dłoń. Miała sympatyczną twarz,mądre brązowe oczy i pełne usta. Jej proste złociste włosy sięgały aż do pleców i ku mojemu zdziwieniu nie były niczym związane,więc swobodnie opadały jej na ramię. Ubrana też była jak na lekarza nietypowo;pod białym lekarskim fartuchem miała dżinsy i czerwony top na ramiączkach ze sporym dekoltem. 
– Jestem Lucia Alves-Valera. Nie często mam przyjemność zajmować się słynnymi kobietami. 
 – Tak,hmm... – mruknęłam spuszczając wzrok. 
 – Proszę usiąść – wskazała mi krzesło naprzeciwko biurka a sama zajęła miejsce po drugiej stronie – Co panią do mnie sprowadza? 
 – Zanim cokolwiek pani wyjawię muszę mieć pewność,że nie będzie pani rozmawiała z mediami o moim...stanie zdrowia – oznajmiłam i wyjęłam z torebki teczkę z pismem,które przygotowała dla mnie jeszcze Emeline. 
 – Obowiązuje mnie tajemnica lekarska – odparła zaskoczona,a jej oczy rozszerzyły się. 
 – W moim przypadku wolę dmuchać na zimne,sama pani rozumie – podsunęłam jej kartkę. 
– Oczywiście – skinęła głową i złożyła zamaszysty podpis,po czym z powrotem wręczyła mi oświadczenie. – Więc ponawiam:Jaki jest cel pani wizyty? 
 Westchnęłam i zacisnęłam palce na torebce,którą kurczowo trzymałam na kolanach. 
 – Ja i mój mąż od miesięcy staramy się o dziecko i jak do tej pory bez rezultatów.
 – Rozumiem – Odgarnęła włosy za ucho i otworzyła moja kartę pacjenta. Przesunęła szczupłym palcem po notatkach i powiedziała:
Widzę,że stosowała pani tabletki antykoncepcyjne,witaminy i...ojej,sporo tego było! Przytaknęłam smutno. 
 – Nic nie pomogło. To znaczy oprócz tabletek... 
 – Zobaczymy – uśmiechnęła się i wstała – Proszę się rozebrać. Przeprowadzę krótkie badanie i za chwilę wszystko będzie wiadome. 
 Już za chwilę? Tyle czasu i pieniędzy zmarnowanych na ginekologa,a ona za moment będzie w stanie określić przyczynę mojej niepłodności? Kiedy ubierałam się z powrotem po badaniu i dostrzegłam zmarszczone brwi pani ginekolog,miałam wrażenie,że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Z powrotem zajęłam miejsce przy biurku. Jeszcze raz przejrzała moją kartę i nachyliła się nad biurkiem. 
 – Nie widzę powodów,dla których nie mogłaby pani zajść w ciążę,jednakże... 
 – Tak? – spytałam słabo czując,jak miękną mi kolana 
 – Stosowanie tabletek antykoncepcyjnych może niekiedy wywołać zaburzenia gospodarki hormonalnej. A te które pani stosowała,są hm...skuteczne,ale istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo wystąpienia efektów ubocznych. 
 – To znaczy? – Czułam,że bladnę. 
 – W skrajnych przypadkach nawet bezpłodność. 
 Jeśli jeszcze coś powie,to przysięgam-zemdleję Musiała jednak zauważyć moją minę,bo dodała: 
 – Tak się dzieje przede wszystkim u kobiet prowadzących bierny tryb życia. Pani jest zdrowa i odpowiednio się odżywia,więc myślę,że to minie. Dla pewności jednak wypiszę Państwu skierowanie na badania specjalistyczne w Palmie. Nabazgrała coś na blankiecikach i wręczyła mi z uśmiechem. 
 – Proszę odwiedzić mnie w przyszłym tygodniu z wynikami. 
 – Dobrze,dziękuję. 
 Na trzęsących się nogach opuściłam gabinet. Nadzieja ciągle jest.


Czy sportowcy żądają od lekarzy takich poświadczeń to nie wiem xD Wydaje mi się to logiczne,ale wybaczcie,jeśli jednak tak nie jest. No,ale to szczegół,zbliżamy się do mojej ulubionej "części w części",jestem ciekawa jak się spodoba i nawet czarownica szalona nie jest w stanie przewidzieć tego co nastąpi :D

1 komentarz:

  1. Tak sądzisz?... :D Nawet nie wiem, z czym to może być związane, pewnie szykujesz jakąś bombę i nagły zwrot akcji, więc może tym razem i ja pozwolę się zaskoczyć... ;)
    Kinga się ucieszyła, bo Emeline wyleciała, na szczęście bez większych ceregieli, urządziła jedynie płaczliwą scenkę. Poza tym cisza i spokój, wszystko bez zmian. Kinga ani w ciąży, ani z żadnymi konkretnymi informacjami. Ale to przecież cisza przed burzą...
    No nic, miłego weekendu życzę i czekam na to, co ma nastąpić nieubłaganie ;)
    PS. Jeszcze trochę i ja Cię porządnie zaskoczę u mnie. Tak mi się przynajmniej wydaje...

    OdpowiedzUsuń