– W
końcu się jej pozbędę – oznajmiłam podekscytowana Giseli,kiedy
siedziałam na plaży sącząc zimne mojito. Rafael gonił Maribel po
wodzie jak małe dziecko,a jego przyjaciele grali w siatkówkę kilka
kroków ode mnie. Postanowiłam wykorzystać moment i podzielić się
nowiną z przyjaciółką. Kiedy doznałam wstrząsu spowodowanego
ujrzeniem mojego męża z bezczelną Francuzką,zadzwoniłam
oczywiście do Mariny,ale pożałowałam tego. Niby mi współczuł,ale
wiedziałam,że tak naprawdę cieszy się,że miała rację.
Też
mi wsparcie.
– Całe
szczęście. Potrzeba było czegoś takiego,żeby wreszcie przejrzał
na oczy – stwierdziła Gisela.
– Wiesz
jaki jest Rafa – westchnęłam mieszając drinka słomką – To
dobrze,że w ogóle się na to zdecydował.
– Lepiej
późno niż wcale. – przyznałam. Wymieniłyśmy jeszcze kilka
uprzejmości i chichotów,po czym się rozłączyłam. Jeśli sprawę
Emeline będę miała dziś załatwioną pozytywnie,pozostanie
jeszcze jedna. Mianowicie jutro mam wizytę u ginekologa. Kolejną
zresztą,ale tym razem u kobiety,doktor Alves-Varela. Był to ostatni
moment na zbadanie się i ewentualne wycofanie z turniejów w
Stanford i Toronto,a poza tym potrzebowałam świeżości. Miałam
nadzieję,że lekarka mi pomoże,może przepisze kolejną garść
witamin,cokolwiek. Nie miałam siły dłużej walczyć sama ze swoją
niepłodnością.
Rafael wyszedł z wody dysząc lekko,za nim wlekła się Maribel wykręcająca po drodze włosy.
Rafael wyszedł z wody dysząc lekko,za nim wlekła się Maribel wykręcająca po drodze włosy.
– W
porządku? – spytał podchodząc i cmokając mnie w policzek.
Pisnęłam cicho,gdy kilka kropel wody spadło na mój rozgrzany
dekolt.
– Mam
nadzieję – odparłam przygryzając wargę.
Wiem,że
tak. Kiedyś w końcu musi być dobrze.
*
Emeline
siedziała w naszym salonie z rękoma złożonymi na kolanach. Poza
tym,że była naprężona jak struna,nie widać było po niej oznak
jakiejkolwiek niepewności. Tylko w jej oczach
tliło się zainteresowanie. Wolnym krokiem zbliżyłam się do sofy
i skrzyżowałam ręce na piersi. Spojrzała na mnie chłodno.
– O
co chodzi? – spytała bezczelnie przenosząc wzrok to na Rafaela to
na mnie.
– Wylatujesz
– warknęłam z satysfakcją i uśmiechnęłam się widząc jaka
tęcza emocji maluje się na jej twarzy. Otworzyła usta,a oczy jej
zaświeciły. Drżała.
– Co?
–wydusiła słabo.
– Dobrze
słyszałaś – odezwał się Rafael kładąc mi dłoń na ramieniu.
– Po tym co się stało musisz odejść.
– Ale...ale...
– zaczęła się jąkać a mnie przyszło do głowy,że chyba nigdy
nie widziałam jej bardziej przerażonej i zdezorientowanej w
jednym,nawet w Paryżu. – To przecież nic...
– Ty
tak uważasz – przerwałam. – Rzecz w tym,że to nie pierwszy
raz,kiedy zachowujesz się nieprofesjonalnie. Byliśmy
tolerancyjni,ale teraz poważnie przegięłaś.
Emeline
oparła się o sofę oddychając szybko. Przejechała ręką po
twarzy i spojrzała na Rafaela z wyrzutem.
– Naprawdę
muszę?
– Tak
Emeline – Był nieugięty. Jego zazwyczaj ciepłe brązowe oczy
teraz były zimne i obojętne.
Skinęła
ze smutkiem głową i pociągnęła nosem.
– W
porządku – westchnęła. – Ile mam czasu?
– Dajemy
ci dwa tygodnie.
Uniosła
głowę i popatrzyła mi prosto w oczy. Byłam pewna,że zamierza
mnie spiorunować wzrokiem albo coś,ale jej oczy zaszkliły się
nagle.
– Czy...muszę
się też wynieść z mieszkania? – zapytała cicho ocierając łzę
płynącą po policzku.
– Tak
będzie najlepiej – skwitowałam.
Zabrała
torebkę i podniosła się. Minęła nas ze spuszczoną głową. Na
odchodnym Rafael powiedział jeszcze:
– Przykro
nam.
Ale
ona pociągnęła nosem po raz kolejny i wyszła trzaskając
drzwiami.
Wiem,że
to niemoralne,ale miałam ochotę krzyczeć z radości. To koniec! Po
tylu miesiącach wreszcie będę mogła pozbyć się koszmaru i
zacząć żyć bez obaw o swój związek.
Ale
Rafael najwyraźniej nie podzielał mojego nastroju. Usiadł na
sofie,na której przed chwilą siedziała Emeline i spuściwszy głowę
przeczesał palcami włosy. Usadowiłam się obok niego i pogłaskałam
łagodnie po plecach. Całą siłą woli wypracowaną przez lata na
kortach całego świata zmusiłam się do zachowania kamiennej twarzy
mimo tryskającego wewnątrz źródła radości.
– Dobrze postąpiliśmy – odezwałam się cicho przesuwając dłoń na jego kark aż wzdrygnął się lekko pod moim dotknięciem. – Wiem o tym – westchnął unosząc głowę. – Ale źle się czuję ze świadomością,że pozbawiłem ją źródła zarobku. – Zarobiła u nas dość dużo,żeby sobie poradzić aż znajdzie następną pracę.
Sięgnął po moją dłoń i pogłaskał ją delikatnie uśmiechając się połowicznie. – Przynajmniej odzyskałem ciebie...
– Dobrze postąpiliśmy – odezwałam się cicho przesuwając dłoń na jego kark aż wzdrygnął się lekko pod moim dotknięciem. – Wiem o tym – westchnął unosząc głowę. – Ale źle się czuję ze świadomością,że pozbawiłem ją źródła zarobku. – Zarobiła u nas dość dużo,żeby sobie poradzić aż znajdzie następną pracę.
Sięgnął po moją dłoń i pogłaskał ją delikatnie uśmiechając się połowicznie. – Przynajmniej odzyskałem ciebie...
*
W
szpitalu w Manacor pełno było pomieszczeń i nie wiedziałam,do
którego gabinetu i którędy mam trafić. Ściany korytarza były
pomalowane na bladożółty kolor z lamperią w ciemniejszym odcieniu
i poprzecinane były wgłębieniami,w których znajdowały się drzwi
do poszczególnych gabinetów. Gabinet doktora Ibarry znajdował się
na pierwszym piętrze i dotychczas nie miałam problemów z
trafieniem do niego,jednakże teraz czułam się zdezorientowana.
Przygryzłam wargę rozglądając się dookoła. Na drugim piętrze
też ani śladu doktor Alves-Valery.
Na schodach rozległy się kroki i po chwili na korytarzu pojawiła
się sprzątaczka. Tak przynajmniej sądziłam,bo trzymała w rękach
wiadro i mopa.
–
Eee,przepraszam? – spytałam ruszając w jej kierunku. Zatrzymała
się i popatrzyła na mnie ze zdumieniem. Najwyraźniej widok jednej
z dwóch gwiazd tenisa zamieszkujących to miasto był dla niej
równie obcy jak dla mnie widok mojego męża zajadającego się
serem.
– Może mi pani pomóc? Szukam gabinetu doktor
Alves-Valery.
–
Czwarte piętro – odparła przyglądając mi się niepewnie. Miała
obcy,ale hiszpański akcent. Zdaje się,że z Madrytu.
– Dziękuję – uśmiechnęłam się do
niej życzliwie i ruszyłam do windy. Czwarte piętro było bardziej
zatłoczone. Na końcu korytarza kręciło się dwóch mężczyzn,a
na krzesłach pośrodku siedziały dwie kobiety. Jedna z nich była w
zaawansowanej ciąży i ogarnęło mnie ukłucie żalu. Co
będzie,jeśli ja nie będę mogła mieć dzieci? Usiadłam na jednym
z krzeseł i chwyciłam do ręki pierwszy lepszy magazyn,bo
zaczynałam: a)mieć czarne
myśli.
b)budzić zainteresowanie
czekających.
Odczekałam trochę na swoją kolejkę,a kiedy
kobieta z zaokrąglonym brzuszkiem wyszła z gabinetu uśmiechając
się do swojego partnera,ja wkroczyłam do gabinetu.
Był jasny i przestronny;ściany pomalowane zostały na
subtelny bladoróżowy kolor,a z sufitu zwieszały się dwie długie
lampy. Za białym parawanem stał prawdopodobnie fotel
ginekologiczny,a przy jasnym dębowym biurku siedziała młoda
kobieta. Podniosła wzrok i uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie,po
czym wstała i wyciągnęła rękę.
– Witam – powiedziała ściskając mi dłoń. Miała sympatyczną
twarz,mądre brązowe oczy i pełne usta. Jej proste złociste włosy
sięgały aż do pleców i ku mojemu zdziwieniu nie były niczym
związane,więc swobodnie opadały jej na ramię. Ubrana też była
jak na lekarza nietypowo;pod białym lekarskim fartuchem miała
dżinsy i czerwony top na ramiączkach ze sporym dekoltem.
– Jestem
Lucia Alves-Valera. Nie często mam przyjemność zajmować się
słynnymi kobietami.
–
Tak,hmm... – mruknęłam spuszczając wzrok.
– Proszę usiąść
– wskazała mi krzesło naprzeciwko biurka a sama zajęła miejsce
po drugiej stronie – Co panią do mnie sprowadza?
–
Zanim cokolwiek pani wyjawię muszę mieć pewność,że nie będzie
pani rozmawiała z mediami o moim...stanie zdrowia – oznajmiłam i
wyjęłam z torebki teczkę z pismem,które przygotowała dla mnie
jeszcze Emeline.
– Obowiązuje mnie tajemnica lekarska –
odparła zaskoczona,a jej oczy rozszerzyły się.
– W
moim przypadku wolę dmuchać na zimne,sama pani rozumie –
podsunęłam jej kartkę.
– Oczywiście – skinęła głową i
złożyła zamaszysty podpis,po czym z powrotem wręczyła mi
oświadczenie. – Więc ponawiam:Jaki jest cel pani wizyty?
Westchnęłam i zacisnęłam
palce na torebce,którą kurczowo trzymałam na kolanach.
– Ja i mój mąż od miesięcy staramy się o dziecko i jak do tej
pory bez rezultatów.
– Rozumiem – Odgarnęła
włosy za ucho i otworzyła moja kartę pacjenta. Przesunęła
szczupłym palcem po notatkach i powiedziała:
- Widzę,że stosowała
pani tabletki antykoncepcyjne,witaminy i...ojej,sporo tego było!
Przytaknęłam
smutno. – Nic nie pomogło. To znaczy oprócz tabletek...
– Zobaczymy – uśmiechnęła się i wstała – Proszę się rozebrać. Przeprowadzę krótkie badanie i za chwilę wszystko będzie wiadome.
Już za chwilę? Tyle czasu i pieniędzy zmarnowanych na ginekologa,a ona za moment będzie w stanie określić przyczynę mojej niepłodności? Kiedy ubierałam się z powrotem po badaniu i dostrzegłam zmarszczone brwi pani ginekolog,miałam wrażenie,że serce zaraz wyskoczy mi z piersi. Z powrotem zajęłam miejsce przy biurku. Jeszcze raz przejrzała moją kartę i nachyliła się nad biurkiem.
– Nie widzę powodów,dla których nie mogłaby pani zajść w ciążę,jednakże...
– Tak? – spytałam słabo czując,jak miękną mi kolana
– Stosowanie tabletek antykoncepcyjnych może niekiedy wywołać zaburzenia gospodarki hormonalnej. A te które pani stosowała,są hm...skuteczne,ale istnieje bardzo duże prawdopodobieństwo wystąpienia efektów ubocznych.
– To znaczy? – Czułam,że bladnę.
– W skrajnych przypadkach nawet bezpłodność.
Jeśli jeszcze coś powie,to przysięgam-zemdleję Musiała jednak zauważyć moją minę,bo dodała:
– Tak się dzieje przede wszystkim u kobiet prowadzących bierny tryb życia. Pani jest zdrowa i odpowiednio się odżywia,więc myślę,że to minie. Dla pewności jednak wypiszę Państwu skierowanie na badania specjalistyczne w Palmie. Nabazgrała coś na blankiecikach i wręczyła mi z uśmiechem.
– Proszę odwiedzić mnie w przyszłym tygodniu z wynikami.
– Dobrze,dziękuję.
Na trzęsących się nogach opuściłam gabinet. Nadzieja ciągle jest.
Czy sportowcy żądają od lekarzy takich poświadczeń to nie wiem xD Wydaje mi się to logiczne,ale wybaczcie,jeśli jednak tak nie jest. No,ale to szczegół,zbliżamy się do mojej ulubionej "części w części",jestem ciekawa jak się spodoba i nawet czarownica szalona nie jest w stanie przewidzieć tego co nastąpi :D
Tak sądzisz?... :D Nawet nie wiem, z czym to może być związane, pewnie szykujesz jakąś bombę i nagły zwrot akcji, więc może tym razem i ja pozwolę się zaskoczyć... ;)
OdpowiedzUsuńKinga się ucieszyła, bo Emeline wyleciała, na szczęście bez większych ceregieli, urządziła jedynie płaczliwą scenkę. Poza tym cisza i spokój, wszystko bez zmian. Kinga ani w ciąży, ani z żadnymi konkretnymi informacjami. Ale to przecież cisza przed burzą...
No nic, miłego weekendu życzę i czekam na to, co ma nastąpić nieubłaganie ;)
PS. Jeszcze trochę i ja Cię porządnie zaskoczę u mnie. Tak mi się przynajmniej wydaje...