Tekst

piątek, 3 czerwca 2016

3.18 Na powierzchni

Obudziły mnie promienie słońca wpadające przez nieosłonięte okna. Musiał być już późny poranek,bo słońce na Majorce zawsze wstaje w okolicach dziewiątej. Ostrożnie podniosłam się i zauważyłam,że jestem w sypialni sama. Spałam w ubraniu na nakryciu,a za osłonę służył jedynie koc. Nie pamiętam skąd się wziął. Mrugnęłam kilka razy i przypomniało mi się za to,co wydarzyło się wczoraj. Opadłam z powrotem na poduszki chcąc powrócić do błogiej i bezproblemowej krainy snu. Zamiast tego skuliłam się i po prostu przymknęłam powieki. Wciąż nie wierzyłam w to,co się działo,a przede wszystkim w to,że mój mąż mnie zdradził i nawet nie próbował się z tego tłumaczyć. Zbierało mi się na mdłości ilekroć sobie o tym przypominałam. I jeszcze ten szyderczy wyraz twarzy Emeline sugerujący,że wygrała. Bo wygrała na pewno. Od początku zależało jej na tym,żeby zająć moje miejsce. Teraz widzę to wyraźnie.
Wstałam i ruszyłam do garderoby w poszukiwaniu walizki. W tym momencie uświadomiłam sobie,że nie mogę tu dłużej zostać. To zwyczajnie nie wchodzi w grę. Nie po wczorajszej rozmowie. Dowiedziałam się z niej więcej niż zamierzałam o moim mężu. Najwyższa pora zmierzyć się z rzeczywistością.
Ładowałam rzeczy do walizek praktycznie na ślepo,bez ładu i składu. Zwracałam jednak uwagę na ich funkcjonalność we wrześniowym klimacie Wrocławia. Klęczałam pośród sterty ubrań przebierając je,gdy do pokoju wszedł Rafael z tacą.
–Co ty wyprawiasz? -spytał z niedowierzaniem odstawiając z głośnym brzdękiem tacę na etażerkę. Był na niej sok pomarańczowy i chrupkie tosty z marmoladą. Mój żołądek zaburczał na ten widok,ale uciszyłam go zdecydowanie.
-Wyjeżdżam-odparłam spokojnie składając sweterek i układając go na stercie pozostałych w walizce.-Nie dałeś mi wyboru. Ta wyspa jest za mała dla nas dwóch.
-Kinga!-jęknął opadając na kolana obok mnie.-Co ty znowu wygadujesz?
-Miałeś wybór. Pozbyć się jej,albo zostać przy mnie. Zdecydowałeś sam.
-Nie zaczynaj znowu!-warknął szarpiąc mnie gwałtownie za rękę zmuszając bym spojrzała w jego błyszczące,pełne smutku i złości oczy.-Wydaje mi się,że tym razem grubo przesadzasz.
-Ja przesadzam?-wybałuszyłam oczy uwalniając rękę z jego uścisku-A tobie wydaje się,że postąpiłeś w porządku?
-Zrobiłem co musiałem-powiedział stanowczo-A ty zbytnio dramatyzujesz. Przecież nic nie stoi na przeszkodzie,żebyśmy żyli jak do tej pory. Ona nie będzie wchodziła nam w drogę.
Nagle poczułam się zwyczajnie przygnębiona.
-Omamiła cię do reszty-stwierdziłam sięgając po parę adidasów.-Przecież to niemożliwe,czy ty tego nie rozumiesz?
-Rozumiem,że możesz być wściekła,że to ona jest w ciąży,a nie ty. Ale powinnaś się z tym pogodzić i żyć normalnie. Nic nie stoi na przeszkodzie,żebyście żyły obok siebie.
-Ale masz tupet!-fuknęłam ciskając w niego jakąś bluzką-Po tych wszystkich wspólnie spędzonych chwilach,po tych wszystkich problemach zdrowotnych,po wspólnych sukcesach,ty masz czelność stawać przeciwko mnie?!
Spuścił głowę i odetchnął głęboko opierając ręce na kolanach.
-Świetnie. A myślałam,że jednak przez jakiś czas mnie kochałeś-odparłam czując pieczenie pod powiekami.
-Kocham cię do cholery!-wrzasnął łapiąc mnie za ręce. Tym razem jego oczy kipiały wściekłością. Nie znałam go dotąd od tej strony.-Kochałem cię od naszego pierwszego spotkania,pamiętasz?Myślisz,że pierwszej lepszej lasce zaoferowałbym wakacje u siebie?W swoim domu?
-Nie-odparłam szczerze.
-Właśnie-skinął głową-Więc nie myśl,że nie będę o ciebie walczył. Nigdzie się stąd nie ruszysz.
Pocałował mnie mocno i gwałtownie,aż zachwiałam się na kolanach. Był ostry,niemal brutalnie natarczywy i chciałam go odepchnąć,ale-dobry Boże-te cudowne słodkie usta...
Sznurki kierujące marionetkami samokontroli pękły.
Szybko przesuwał usta po mojej twarzy,szyi aż zszedł do dekoltu. Złapałam go za szyję,a on wsunął ręce pod moje pośladki i podniósł mnie do góry. Całował mnie z coraz większą pasją i nie zauważyłam,kiedy położył mnie na łóżku. Moje ręce szybko odnalazły guziki jego koszuli i prawie je wyrywając uwolniłam go od zbędnego balastu. Odwdzięczył się tym samym zsuwając ze mnie bluzkę i przesuwając język na piersi. Jęknęłam przeciągle,kiedy szarpnął zapięcie od stanika i rzucił go na bok. Wygięłam się w łuk i przycisnęłam jego głowę do siebie. Zaczynało robić mi się gorąco,więc odepchnęłam go i zsunęłam spódniczkę,a po chwili poczułam jak we mnie wchodzi i prawie eksplodowałam.
Poruszał się szybko i gwałtownie;jego tempo było takie,jak podczas tego niespodziewanego pocałunku na podłodze. Nie chciałam,żeby mnie całował,ale nie chciałam też,żeby przestawał.
Westchnęłam głośno i przez chwilę mnie zamroczyło. Nie pamiętałam nawet,dlaczego jeszcze pół godziny temu wrzeszczałam na niego i chciałam wyjechać. Ważne było to,że czułam nad sobą jego ciężar i było mi gorąco z nadmiaru przyjemności.
Nie mogłam się uwolnić.
Rafael opadł na poduszki obok mnie i dyszał przez chwilę. Ja również oddychałam głęboko,ale jednocześnie wciąż pozostałam w szoku. Nie wiem,jak mogłam mu pozwolić by tak mnie zniewolił i było mi wstyd,że straciłam kontrolę nad sobą ulegając zwykłemu zwierzęcemu pożądaniu. Skrzywiłam się więc i szybko wstałam zbierając ubranie.
-Zostań-powiedział cicho Rafael podnosząc się.
Pokręciłam głową i odwróciłam się tyłem wciągając majtki i spódniczkę.
-Proszę.
Spojrzałam na niego z żalem. Leżał na łóżku nagi i skruszony. Chyba myślał,że ten seks posłuży wyładowaniu emocji i wszystko będzie jak dawniej. No cóż,ogromnie się pomylił.
-Nie mogę-odparłam sztywno-Muszę dokończyć pakowanie.
-Ciągle chcesz wyjechać?-zdziwił się.-Po...tym?
-Przecież to nic nie znaczyło-odparłam gorzko i wciągnęłam bluzkę przez głowę-Daliśmy się ponieść emocjom i tyle.
-A ty nie dajesz się ponieść emocjom,skoro od razu chcesz mnie zostawić?
Zatrzymałam się w pół kroku do garderoby. Przełknęłam ślinę i odwróciłam się.
-Być może. I dlatego muszę wyjechać. Potrzebuję czasu.
-Kiedy wrócisz?
-Nie wiem-przygryzłam wargę.-Muszę uporządkować pewne sprawy.
Mogę wcale nie wrócić.Westchnął i położył się płasko na plecach.
-Dobrze. Jeśli tego właśnie chcesz.
-Tak-odparłam automatycznie i zamknęłam za sobą drzwi garderoby.
*

Wylądowałam we Wrocławiu już następnego dnia. Wprawdzie obawiałam się,że podjęłam decyzję o wyprowadzce zbyt szybko i impulsywnie,ale udało mi się dostać bilety na samolot w ostatniej chwili.
Nie pożegnałam się z Rafaelem. Na lotnisko zawiózł mnie Toni,bo byłam pewna,że tylko on nie będzie robił z tego tytułu problemów,a nasze relacje były na tyle dobre,że mogłam sobie na to pozwolić. Ale nawet on był zaskoczony obrotem sprawy.
-Kiedy zamierzasz wrócić?-spytał kiedy zamierzałam udać się przez bramki bezpieczeństwa.
-Może wcale-odparłam szczerze. Otworzył usta zaskoczony.-Nie jestem pewna jak sobie z tym poradzę. Czas leczy rany,ale...nie wydaje mi się,że nie umiałabym żyć ze świadomością,że mój mąż ma dziecko z inną.
Skinął głową i wydął wargi.
-A co z naszą współpracą?Wciąż jestem twoim trenerem.
-Nie zapomniałam o tym. Jeśli zdecyduję się odejść,znajdę kogoś innego. Nie zapomnę o tym,czego mnie nauczyłeś. Dziękuję...
-Mam nadzieję,że nie powiedziałaś jeszcze ostatniego słowa. Porozmawiam z Rafaelem.
-Nie trzeba.-zaprotestowałam zdecydowanie-Wiem wszystko co trzeba.
-Ale ja nie wiem-warknął-I tak z nim porozmawiam.
-Jak chcesz-wzruszyłam ramionami poprawiając torby.-To...do widzenia.
-Do zobaczenia-poprawił mimowolnie-I powodzenia.
Uścisnął mi lekko dłoń i odwróciłam się udając do sali odlotów.
Po wylądowaniu we Wrocławiu uśmiechnęłam się mimowolnie i zacisnęłam mocniej poły płaszcza wychodząc na zewnątrz. Jak na wrzesień przystało,było chłodno,tym bardziej,że nie było jeszcze południa. Zadygotałam z zimna i złapałam taksówkę.
Kiedy pojawiłam się przed blokiem,w którym mieszkała moja mama,ogarnął mnie niepokój. Pewnie będzie dramatyzować,jak zwykle,ale kto wie?Odetchnęłam głęboko i zadzwoniłam do drzwi wejściowych,bo klatka akurat była otwarta.
Otworzyła mi szeroko otwierając oczy. Uśmiechnęłam się lekko,nie wiedząc czego się spodziewać.
-Cześć mamo-powiedziałam po prostu.
-Jeju,Kinga co ty tu robisz?-spytała podwyższając głos i skinęła ręką,żebym weszła, po czym uściskała mnie mocno.-Przypomniałaś sobie,że masz matkę?
-Oj mamo-westchnęłam zdejmując płaszcz-Mam teraz przerwę między turniejami,więc postanowiłam ją wykorzystać.
-Zrobię ci herbaty. Na dworze jest strasznie zimno.
-Oj tak-potarłam ręce i usadowiłam się na stoliku barowym,którego nie pamiętałam z poprzedniej wizyty.-Bardzo.
-Dla ciebie z pewnością-skwitowała z uśmiechem i nalała wodę do czajnika.
Rozejrzałam się po mieszkaniu. Wyglądało po staremu,jedynie na stole stał mały wazon z kwiatami,a na parapetach poustawiane były małe świeczki. No i te stołki.
Mogłabym stąd nigdy nie wyjeżdżać i nie być teraz w takiej sytuacji.
-Dlaczego nie powiedziałaś mi,że przyjeżdżasz?
-Chciałam ci zrobić niespodziankę.-wzruszyłam ramionami.
-Nigdy tego nie robisz-zauważyła-Jaką chcesz herbatę?
-Z miodem i cytryną proszę.
Zdjęła czajnik z podstawki i zalała wrzątkiem herbatę do dwóch parujących kubków. Moja mama pijała herbatę minimum trzy razy dziennie,zwłaszcza po przebudzeniu. To był jej rytuał.
-Rafael nie chciał z tobą przyjechać?
Przygryzłam wargę. A chciałam odwlec ten temat jeszcze na kilka chwil!
-On...wolałam przylecieć sama.
Mama odwróciła się do mnie i zmarszczyła brwi.
-Coś się stało. Widzę to po tobie.
Westchnęłam i opowiedziałam jej zatem całą historię,wiedząc,że i tak już nic nie zyskam czekaniem. Ocierałam łzy,a ona próbowała mnie pocieszyć.
-Nie płacz kochanie. Nie warto.-mówiła głaskając mnie po ręce.
Jakbym nie przygotowała się na tego typu gadki!
-Ja po prostu nie mogę zrozumieć jak on mógł...cały czas mówił,że mnie kocha...nawet...nawet jak się pakowałam-łkałam pociągając co jakiś czas nosem.
-Już dobrze.
Byłam zaskoczona reakcją mojej matki. Spodziewałam się,że będzie panikować,albo złorzeczyć mojemu mężowi. Ona tymczasem pocieszała mnie i to najwyraźniej szczerze. Bardzo dojrzała przez ten rok.
-Nic nie jest dobrze mamo-jęknęłam ocierając oczy chusteczką higieniczną.-Nie mam pojęcia co dalej.
-Przede wszystkim musisz odpocząć. Możesz zostać u mnie jak długo zechcesz. Na razie po prostu o tym nie myśl,dobrze?
-Postaram się-pociągnęłam nosem.-Ale wiesz,co boli najbardziej?To,że on nawet nie próbował się tłumaczyć. Gdyby padał na kolana i błagał o wybaczenie...może nawet by mnie tu nie było. No ale skoro tak...
Wydmuchałam nos po raz ostatni i cisnęłam zużytą chusteczkę na blat. Zdążyłam wypić już całą herbatę i zrobiło mi się przyjemnie ciepło,pierwszy raz od chwili przyjazdu.
-Proszę cię tylko o jedno:Nie podejmuj decyzji na gorąco. Jakakolwiek by nie była.-powiedziała poważnie marszcząc brwi.
Skinęłam głową.
-Na razie muszę sobie to wszystko uporządkować.
-Może pójdziesz trochę odpocząć?A potem pójdziemy na miasto coś zjeść?Co powiesz na chińszczyznę?
-Wspaniale!-uśmiechnęłam się szeroko i zaciągnęłam walizki do swojego dawnego pokoju. Kiedy tylko tam weszłam,łzy znów napłynęły mi do oczu. Popatrzyłam na swoje łóżko z białą ramą,bladoróżowe ściany i wielką szafę. Wreszcie czułam się jak po wynurzeniu się spod wody,kiedy zaczyna brakować tlenu,a woda wlewa się do płuc.
Znów byłam w domu.


Co to takie krótkie te rozdziały wychodzą? :( Nawet nie jestem tego świadoma,no ale trudno,jakiś podział musi być :)

2 komentarze:

  1. Ten opowiadaniowy Rafa od jakiegoś czasu nieodmiennie mnie zadziwia! Jest taki niekonsekwentny, niezdecydowany, a chwilami bezczelny. Aż się zdziwiłam, że Kinga zgodziła się na to nieznaczące nic "coś" przed wyjazdem...
    Zupełnie sobie nie wyobrażam, co teraz będzie.
    A ta mama Kingi to może jakoś się zmieniła, bo ma kogoś?...
    Znów będę czekać naprawdę niecierpliwie na następny rozdział. Buzia ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rafa jeszcze nie raz Cię zadziwi :) Tak Ci się tylko wydaje,że on jest niekonsekwentny,zobaczysz co stanie się dalej :)
      Mama Kingi? Niee,dalej jest taka sama. Po prostu kiedy trzeba to potrafi wesprzeć córkę mimo wszystkich swoich wad no i mimo wszystko za nią tęskniła :)
      To dobrze,że sobie nie wyobrażasz,tak powinno być :D
      Również całuję :*

      Usuń