Tekst

piątek, 10 czerwca 2016

3.19 Proste równoległe

Przez następne kilka dni moje życie zmieniło kierunek. Odwiedziłam tatę i resztę rodziny,a z mamą spędzałam czas na zakupach albo na oglądaniu filmów w domu i jedzeniu rozmaitych przekąsek. W końcu urlop to urlop. Pasował mi ten sposób spędzania czasu,bo stęskniłam się za własną rodziną i za samym Wrocławiem. Była to przyjemna odmiana od tropikalnych niekiedy upałów na Majorce,chociaż nie do końca przełożyła się na moje zdrowie. Chyba zbytnio przyzwyczaiłam się do upałów i zmiana temperatury na kilka stopni powyżej zera,a w nocy niekiedy ujemna sprawiła,że położyła mnie grypa. Dostałam kataru,mam gorączkę,a kości bolą mnie jak nie wiem co. Od bardzo dawna nie chorowałam,więc chcąc nie chcąc,kiedyś zachorować musiałam. Zmiana klimatu tylko dolała oliwy do ognia. Jeśli mi się nie polepszy,będę musiała zrezygnować z udziału w turniejach w Azji,do których prawdę mówiąc nie jestem najlepiej przygotowana. Od przyjazdu w ogóle nie wzięłam rakiety do ręki. Wycofanie się wydaje się chyba najlepszym rozwiązaniem.
W przeciągu tygodnia ani razu też nie zadzwonił do mnie Rafael. Z jednej strony się cieszyłam,a z drugiej byłam tym przygnębiona. Czy to znaczy,że już o mnie zapomniał?
Nie,do cholery,nie będę znowu płakać!Nawet,jeśli jestem przed okresem i moje hormony tylko czekają na jakiekolwiek zawahanie z mojej strony. Już dość. Minął tydzień od tamtej rozmowy,a ja nie miałam ochoty do niej wracać. Na razie...
– Kinga,wychodzę do sklepu! – krzyknęła mama z przedpokoju – Potrzebujesz czegoś?
– Skończyły mi się krople do nosa! – odkrzyknęłam słabym głosem.
– Okej. Za chwilę wracam.
Z jękiem wygramoliłam się spod kołdry i podreptałam do kuchni zrobić sobie jeszcze jedną herbatę. Od dawna nie czułam się tak fatalnie,fizycznie i psychicznie też. Marzyłam tylko o tym,żeby siąść z powrotem przed telewizor i oglądać powtórki seriali albo zakopać się po uszy za kocem i czytać książkę. Nie zdążyłam jednak upić pierwszego łyka herbaty,gdy zadzwoniła moja komórka. Serce mi zamarło. Rafael?
– Halo? – wychrypiałam do aparatu.
– Jezu,Kinga brzmisz fatalnie – Usłyszałam po drugiej stronie głos Agi.
– Dzięki. – mruknęłam – Dopadła mnie chyba jakaś grypa.
– Niedobrze. Jedziesz do Azji?
– Nie. Czuję się coraz gorzej,a to już za tydzień. Nic się nie stanie,jeśli sobie odpuszczę. Dzwonisz,żeby zapytać czy masz jakieś szanse?
– Oczywiście,że nie – odparła szybko – Dawno się nie słyszałyśmy. Ale skoro tak,to dobrze wiedzieć,że mam.
– Jasne. Co u ciebie?
– Po staremu. Jutro wylatuję do Tokio. Średnio mam ochotę lecieć,prawdę mówiąc.
– Dlatego ja się cieszę,że zostaję w domu.
Pogadałyśmy chwilę o wszystkim i niczym. Nie powiedziałam jej o tymczasowej separacji z moim mężem. Uwielbiałam plotkować,ale nie było mi na rękę rozsiewanie plotek na swój własny temat. Jeszcze Karolinka się dowie. Chociaż jej mina na wieść o niespodziance jaka kryje się za moim odejściem byłaby bezcenna.
Dwa dni później obudziłam się rano z nieco lepszym samopoczuciem. Katar zelżał,a bóle przedmiesiączkowe przestały mi dokuczać. Ucieszyłam się,gdy zobaczyłam swój dawny pokój,bo poczułam się jakbym znów była małą dziewczynką. A przynajmniej nastolatka,która idzie do szkoły,a po powrocie zasuwa na kort by trenować tenis,podczas gdy jej rówieśniczki wałęsają się po mieście. Było ciężko pogodzić ze sobą te dwa aspekty,ale jakoś przez to przeszłam. Mam na głowie poważniejsze problemy.
Wstałam i przeciągnęłam się,po czym udałam się po cichu do łazienki,gdyż w domu panowała cisza oznaczająca,że mama jeszcze spała.
To zapewne zabrzmi żałośnie,ale wciąż nie doszłam do siebie po tej zdradzie. Nieraz budziłam się rano i zanim odzyskałam świadomość,miałam nadzieję,że coś mi się przyśniło.
Niestety rzeczywistość była brutalna.
Sięgnęłam po szczoteczkę do zębów i nałożyłam na nią trochę pasty. Zaczęłam energicznie szczotkować zęby.
Byłam ciekawa,jak Emeline zareagowała na mój wyjazd. Zapewne tryumfowała jednocześnie udając słaniającą się na nogach niewiastę,którą przerastają ciążowe dolegliwości. A Rafael pewnie troszczy się o nią aż za bardzo.
Przerwałam szczotkowanie zębów,bo nagle mnie zemdliło. Szybko rzuciłam szczoteczkę do umywalki i zwymiotowałam do sedesu. Odetchnęłam kilka razy i,kiedy miałam się podnosić,zwymiotowałam po raz kolejny. Fuj. Niekiedy mnie mdliło od smaku pasty,ale nie powinnam zdaje się myśleć o Emeline,bo jak widać wywołało to reakcję łańcuchową.
Powlokłam się z powrotem do sypialni i przyłożyłam głowę do poduszki.
*

– Widzę,że po chorobie nie ma już śladu – zauważyła mama,kiedy sznurowałam moje krótkie czarne botki.
– Zdecydowanie-przytaknęłam wciągając płaszcz. Był siódmy października,zaczynało robić się mroźno,ale słońce świeciło tak zachęcająco,że nie mogłam nie przejść się po Wrocławiu. A przy okazji,może odwiedzę Natalię i pójdziemy razem na zakupy? A nie. Ona gra w jakimś challengerze w tym tygodniu. No to przynajmniej spacer.
Zaczynałam powoli wracać do życia. Coraz częściej się śmiałam i nie myślałam o tym,co wydarzyło się miesiąc temu na Majorce. Rafael nie skontaktował się ze mną ani razu,więc uznałam,że to oficjalny koniec. Muszę pójść do jakiegoś prawnika i przesłać mu dokumenty rozwodowe. No i odzyskać resztę moich rzeczy Ale na razie nie zamierzam się tym zadręczać,skoro i tak był na turniejach w Azji. Oglądałam kilka jego meczów,ale z czysto zawodowej ciekawości. Przez tę chorobę stęskniłam się za tenisem i łapałam się każdej okazji by zaczerpnąć chociaż łyk z tenisowej atmosfery,którą tak uwielbiałam.
– Mogłabyś przy okazji kupić kilka rzeczy? – spytała mama wychylając się z kuchni.
– Jasne. Powiedz tylko co.
– Wodę mineralną,cytryny,cukier i...
– Poczekaj – przerwałam jej i wpadłam do łazienki jak po ogień,po czym zwróciłam zawartość żołądka. Znowu. Poza tym jednym razem,gdy zwymiotowałam podczas mycia zębów,mdłości towarzyszyły mi od trzech dni,mniej więcej od kiedy mam okres. A przynajmniej miałam,bo dziś rano moje ciało zachowywało się jak gdyby nigdy nic.
– Kinga,dobrze się czujesz? – spytała z troską mama zaglądając do łazienki.
Zamrugałam oczami i otarłam twarz ręcznikiem odrywając się od myśli.
– Tak,ale chyba wciąż jestem osłabiona – uśmiechnęłam się i minęłam ją w drzwiach rzucając coś na pożegnanie.
Wyszłam z domu szybkim krokiem,kierując się w stronę miasta,nie parku. Chyba ze spaceru nici. W głowie tliła mi się jedna myśl,a serce przyspieszało z każdym krokiem. Weszłam do pierwszej lepszej apteki i kupiłam co chciałam. Z bijącym sercem udałam się po resztę zakupów i wróciłam do domu.
Uśmiechnęłam się do mamy,która zmarszczyła brwi widząc,jak szybko wróciłam.
– Jest zimniej niż myślałam – odparłam wzruszając ramionami i położyłam przed nią zakupy.
Zanim zdążyła zareagować,zatrzasnęłam za sobą drzwi od łazienki.
Oparłam ręce o umywalkę i spojrzałam w lustro odliczając w myślach powoli do dziesięciu. Wzięłam głęboki oddech i wyciągnęłam test ciążowy z pudełka. Ręce mi drżały,ale nie chciałam się dłużej torturować.
Kiedy czekałam na wynik,wyliczałam w myślach wszystkie objawy. Od trzech dni wymiotowałam,ponadto coraz częściej latałam do łazienki i odechciewało mi się wszystkiego. A to krwawienie,które uznałam za okres zdarza się na początku ciąży. Zbyt długo starałam się o dziecko by przeoczyć tak oczywiste symptomy,a jednak dopóki nie zorientowałam się,że coś jest nie tak z moim okresem,zwalałam wszystko na stres. A może jednak nie do końca? Ludzie różnie przecież reagują na silne napięcie emocjonalne,a ja stonowaną osobą nie jestem. Pewnie znowu panikuję bez potrzeby.
I gdy tylko wzięłam do ręki test,natychmiast zapomniałam o swoich irracjonalnych wymysłach.







Powoli.
Oddychaj.
No już,wdech i wydech...
Z trudem łapałam powietrze i utrzymywałam się na drżących nogach. Same się pode mną ugięły i usiadłam na toalecie. Moje oczy zasnuły się mgłą,ale wyraźnie widziałam dwie pionowe kreski widniejące na czymś,co przypominało termometr. Wpatrywałam się w nie z niedowierzaniem i w końcu zaśmiałam się krótko. No nie. Chyba muszę się wybrać do okulisty,bo mam jakieś zwidy. Tak. Na pewno mi się przywidziało.
Te myśli były jednak niemym krzykiem o pomoc. Gdyby to była zupełnie inna sytuacja,gdybym nie czuła się tak cholernie źle w ostatnich dniach,wtedy mogłabym planować wizytę u okulisty. A tak,owszem,też muszę iść do lekarza,tyle że ginekologa.
– Nie,nie,nie,nie,nie-szeptałam siedząc ze spuszczoną głową. Do oczu napłynęły mi łzy.
Dlaczego?Dlaczego właśnie teraz?Nie mogłam w to uwierzyć.
Jestem w ciąży.
Po tylu cholernych próbach,po tylu miesiącach walki i stresu nie miałam chociaż jednego pieprzonego spóźnionego okresu. A teraz,kiedy mój mąż będzie miał dziecko z inną a ja myślę o rozwodzie-tak-teraz akurat musiało się udać!
Podniosłam głowę i cisnęłam test do umywalki. Opłukałam twarz zimną wodą i spojrzałam na siebie w lustrze. Przekrwione oczy,zmierzwione włosy,blada twarz. I w dodatku w ciąży porzucona przez męża. Stereotypowy obraz nędzy i rozpaczy.
– Ej,co się dzieje? – Mama wtargnęła do łazienki aż podskoczyłam – Znowu wymiotowałaś?
Z ironicznym uśmiechem wręczyłam matce test. Spojrzała na niego i otworzyła usta. Moje wargi drżały i wybuchnęłam histerycznym płaczem.
– Chodź – zagarnęła mnie ręką do salonu. Usiadłam na obitej materiałem sofie i ukryłam twarz w dłoniach rycząc coraz głośniej. Kompletnie straciłam panowanie nad sobą.
– Cii – szepnęła obejmując mnie ramieniem. Milczała przez chwilę tuląc mnie do piersi,pozwalając mi szlochać.
– Dziecko,spójrz na mnie – powiedziała stanowczo unosząc mój podbródek. Pociągnęłam nosem,który był przeładowany do granic wytrzymałości i miałam wrażenie,że za chwilę się uduszę.
– Podaj mi chusteczkę-wychrypiałam.
Wydmuchałam głośno nos raz i drugi,po czym wzięłam następną i otarłam kąciki oczu. Jeszcze głęboki oddech i wróci mi świadomość.
Okej. Już.
– Już ci przeszło? –skinęłam głową -Dobrze. Posłuchaj mnie uważnie. Test mógł się pomylić. Wcale nie jest powiedziane,że jesteś w ciąży.
-Mamo-jęknęłam-Zbyt fatalnie się ostatnio czułam,żeby w niego nie wierzyć.
-Daj mi skończyć-przerwała mi prostując dłoń-Faktycznie nie wyglądałaś ostatnio najlepiej,ale to naprawdę nic jeszcze nie znaczy. Test ciążowy robi się rano,a jest już południe. Musisz go powtórzyć jutro. Jeśli chcesz pójdę i sama kupię ci kolejny.
Wciągnęłam głośno powietrze i odchyliłam głowę do tyłu.
-I tak muszę pójść do lekarza.-stwierdziłam-Czy jest pozytywny czy negatywny. Dla świętego spokoju.
-Rozumiem cię-przytaknęła mama głaskając moje ramię.-Ale dobrze by było,gdybyś zrobiła test dwa razy.
-Dobrze-westchnęłam-Zrobię. A co potem?
-Umówię cię z moim ginekologiem i...
-Nie pytam,gdzie potem pójdę. Pytam:co ze mną będzie?
-Kinga,uspokój się-westchnęła wstając-Najpierw się upewnij. Musisz się dobrze zastanowić nad całą tą sytuacją. Cokolwiek postanowisz,będzie to poważna decyzja.
-Mamo,ja nie potrzebuję dodatkowego zapewnienia-powiedziałam cicho podciągając kolana pod brodę.-Ja...ja czuję się inaczej. Od chwili przyjazdu coś się we mnie zmieniło,ale nie byłam pewna,co takiego. Teraz już wiem.
-Wierzę ci-skinęła głową.-Ale może lepiej odpocznij trochę,co?Zrelaksuj się jakoś.
Jak do cholery mogę się zrelaksować,podczas gdy w środku cała się trzęsę?Czuję się,jakbym siedziała na bombie zegarowej. Mimo to,położyłam się w swojej sypialni i zamknęłam oczy.


No dobra,zlitowałam się,ten rozdział miał się zakończyć przed tą długą pauzą,ale stwierdziłam,że jest stanowczo zbyt krótki i wzięłam połowę z następnego :)
Zaskoczone? :D Mam nadzieję,chociaż ostrzegałam,że nieźle się będę znęcać w tej części. Tak,wiem,jestem sadystką, Na drugim blogu też się ostatnio bawię xD Psychika mi chyba siada,no ale sesja i tak dalej,zrozumcie xD
No to do następnego!
xoxo

1 komentarz:

  1. No ja się właśnie wystraszyłam, kiedy dojechałam do tej dużej przerwy... I kazałabyś czekać do następnego tygodnia, zołzo! :P
    Powiem Ci, że trochę się tego obawiałam, że Kinga też... Teraz to dopiero nie wiem, co teraz!
    Maaatko, a jeśli któraś z nich straci dziecko?! Nikomu się tego nie życzy, ale oczywiście wolałabym, żeby to z Kingą było wszystko w porządku...
    Do następnego, sadystko! ;)

    OdpowiedzUsuń