Powtórzyłam
test. Tym razem nie byłam jednak wcale zaskoczona. Kolejne dwie
kreski mówiły same za siebie.
Szkoda,że nie mogę pójść do tego przytulnego gabinetu doktor Alves-Valery. Ona na pewno potrafiłaby podnieść mnie jakoś na duchu. Poza tym,ma wobec mnie zobowiązania,w przeciwieństwie do jakiegokolwiek lekarza,którego odwiedzę.
Ubrałam prosty szkarłatny sweterek z szerokim golfem i ciemne dżinsy,a włosy związałam w wysokiego koka w stylu Jennifer Lopez,który na moich krótszych i cieńszych niż jej włosach wyglądał zdecydowanie o klasę niżej,ale przynajmniej było mi wygodniej niż w rozpuszczonych i istniało mniejsze prawdopodobieństwo,że ktoś mnie rozpozna. Zdecydowałam się też na odrobinę makijażu,żeby zamaskować cienie pod oczami. Nie brały się jednak z braku snu-przeciwnie,spałam często nawet w dzień,co w moim przypadku jest ewenementem. Czy ja w ogóle potrzebuję się upewniać,że jestem w ciąży?
Mama chciała iść ze mną,ale się nie zgodziłam. To byłoby jeszcze bardziej żałosne,o ile to w ogóle możliwe. Miałam już dość łykania gorzkich pigułek z upokorzeniem.
Nie wiem nawet,do kogo się wybierałam. Pielęgniarka w recepcji skierowała mnie do ostatnich drzwi na parterze. Miałam deja vu-na korytarzu w oczekiwaniu na wizytę siedziały jeszcze dwie kobiety. Popatrzyły na mnie ze zmarszczonymi brwiami,pewnie kojarząc skąd mogą mnie znać. Zamrugałam oczami i usiadłam naprzeciwko ze skrzyżowanymi nogami. Wciąż czułam na sobie spojrzenia,więc wyciągnęłam z torebki telefon. Tymczasowo przerzuciłam się na swoją starą,polską komórkę.
Przemknęło mi przez głowę,że powinnam dać znak życia Giseli albo Marinie. Z tą druga nie rozmawiałam od wieków,ale pewnie była zajęta obowiązkami macierzyńskimi. Przełknęłam ślinę. No tak. Macierzyństwo...
Poderwałam się jak oparzona,gdy druga z kobiet z uśmiechem wyszła z gabinetu. W międzyczasie pojawiły się inne pacjentki,też zerkające na mnie z ukosa i cieszyłam się,że w końcu mogę zniknąć za obitymi materiałem drzwiami i teleportować się gdzie indziej. Lekarz był po pięćdziesiątce. Miał siwe włosy i zmarszczone czoło,jednak sprawiał wrażenie uprzejmego i pomocnego. Podniósł na mnie wzrok znad karty pacjenta i spytał:
-Pani Kolat?
-Tak,to ja-przełknęłam ślinę przewieszając sobie płaszcz przez ramię.
-Proszę-wskazał mi krzesło,po czym dodał.-Zaraz,zaraz. TA pani Kolat?
-Owszem-skinęłam głową siadając na brzegu krzesła.
-Co za niespodzianka-pokręcił głową-Często oglądam pani mecze. Gra pani naprawdę cudownie. A te zwycięstwa z Williams...
-Hm,dziękuję-odparłam czując,że moja twarz farbuje się pod kolor swetra. Będzie się miał czym facet chwalić!
-No,dobrze. A zatem,co panią do mnie sprowadza?Badania?Wymagają w WTA badań ginekologicznych?
Pokręciłam głową. I jakoś nagle straciłam początkową sympatię do tego faceta.
-Cóż,prawdę mówiąc przeciwnie. Zrobiłam dwa testy i jestem niemal pewna,że jestem w ciąży.
Uniósł brwi i zapisał coś na karcie pacjenta.
-Kiedy ostatnio miała pani miesiączkę?
-Dwudziestego szóstego sierpnia.
Pokiwał głową nie spuszczając wzroku znad notatek.
-A czy stosuje pani antykoncepcję hormonalną?
-Stosowałam-zmrużyłam oczy.
-A przybliżona data ostatniego współżycia?
Na to pytanie znam akurat odpowiedź doskonale. Od przyjazdu zastanawiałam się nad tą datą wiele razy,ale wcześniej nie miałam żadnych objawów,więc musi być właściwa.
-Dwunasty września.
-No to na razie tyle-mruknął znowu skrobiąc długopisem po papierze-Zapraszam na fotel.
Tylko czekałam aż to powie. Nie cierpię badań ginekologicznych!
Uspokoiłam nieco oddech i rozebrana od pasa w dół przystąpiłam do badania. Odpłynęłam myślami,aż usłyszałam:
-Może się pani ubrać.
Z bijącym sercem usiadłam z powrotem przy biurku doktora. Oczywiście musiał coś notować.
-I?-spytałam przełykając ślinę.
-Zrobimy teraz badanie USG i będziemy mieli pewność-posłał mi pocieszający uśmiech,ale wcale nie zrobiło mi się od niego lepiej. To czekanie zabija!
Skierował mnie do następnego pokoju,gdzie krzątała się młoda pielęgniarka. Ona też uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie na widok mojej przerażonej miny.
-Proszę się nie bać-powiedziała łagodnie-To badanie nie boli.
-Wiem o tym-odparłam siadając na twardej leżance pokrytej higieniczną,niebieską narzutą. Sala była mniejsza od gabinetu;ściany pokryte były niebieską lamperią,a podłoga wyłożona kafelkami. W niczym nie przypominała szpitalnych sal w Manacor.
Doktor Jak-mu-tam zjawił się po chwili,w międzyczasie pielęgniarka smarowała mi brzuch paskudnie śmierdzącą maścią,od której zapachu zrobiło mi się mdło.
Tylko nie zwymiotuj,tylko nie wymiotuj!Wzięłam głębszy oddech i policzyłam do dziesięciu. Na korcie to zawsze działa,kiedy coś zaczyna szwankować w grze. Często czuję się wtedy nieco słabo,kiedy dociera do mnie,jak bardzo kiepska jest sytuacja. No i jeśli słońce świeci prosto w kark.
Zaczął jeździć mi po brzuchu urządzeniem do badania. Było zaskakująco zimne,aż dostałam gęsiej skórki. A serce waliło coraz mocniej i mocniej w oczekiwaniu na wyrok...
Patrzyłam na profil mężczyzny,na jego skupiony wzrok i zaciśnięte wargi usiłując odczytać cokolwiek z jego twarzy,ale bezskutecznie. Cokolwiek by tam zobaczył,widział miliony razy,więc zapewne nie robiło to na nim najmniejszego wrażenia.
W końcu zmarszczył brwi i skierował na mnie wzrok.
-Moje gratulacje-powiedział z uprzejmym entuzjazmem-Jest pani w ciąży.
Zadrżałam. Spodziewałam się tego,byłam pewna,że to badanie potwierdzi moje domysły,ale jednocześnie gdzieś w głębi miałam nadzieję,że to jedna wielka pomyłka. Że na moment weszłam do czyjegoś ciała.
-Czy...czy mogę coś zobaczyć...tam?-wydusiłam słabo. Teraz naprawdę zbierało mi się na wymioty.
-Oczywiście.-Przechylił nieco ekran w moją stronę i przesunął narzędzie.-Proszę się nieco podnieść. Widzi pani tą kropkę,o tutaj?To zarodek. Jest jeszcze ledwie widoczny,ale nie mam wątpliwości,że to właśnie on.
Rzeczywiście,na ruchomym obrazie widoczna była mała kropka zdająca unosić się w powietrzu. Poczułam znajome w ostatnich dniach pieczenie pod powiekami.
-Zrobimy zdjęcia tego USG i dołączymy do dokumentacji. Dostanie pani też swój własny egzemplarz. Może pani już wstać.
Nie odsunął jednak przyrządu od mojego brzucha,nagle zmarszczył brwi i powstrzymał mnie dłonią.
-Och,jeszcze chwilę. Tak,zaraz,zaraz...A to co?
Zaniepokoiłam się.
-Czy coś nie tak?
Ginekolog uśmiechnął się szeroko i pokręcił głową, po czym znów odwrócił monitor w moim kierunku. Podniosłam się nieco zbyt szybko i obraz zawirował.
-Powoli,powoli. Niech pani spojrzy jeszcze raz.
Skupiłam wzrok i zobaczyłam jeszcze jeden pęcherzyk.
-Czy to...?
-Tak,są dwa. A to z kolei oznacza bliźnięta.
ŻE CO??????????????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!Zakręciło mi się w głowie,a w uszach mi dzwoniło. Jeszcze raz i przysięgam,że tym razem naprawdę zwymiotuję!
-Dobrze się pani czuje?-spytał lekarz i wychylił się przez ramię wołając pielęgniarkę.-Proszę nie wstawać.
-Jest pan pewien?
-Absolutnie. Nie mam żadnych wątpliwości. Podwójne gratulacje.
Zakryłam twarz dłońmi. Jakim cudem po takim wstrząsie jeszcze jestem przytomna,nie mam pojęcia. Chyba ten szok tak na mnie podziałał.
Pielęgniarka pojawiła się migiem i nalała wody do plastikowego kubeczka i wyciągnęła dłoń. Powoli się podniosłam i drżącą ręka wzięłam kubek. Walcząc z nudnościami,upiłam łyk.
-Spokojnie,spokojnie-mamrotał lekarz.
W milczeniu wypiłam całą wodę i odetchnęłam głęboko.
-Już w porządku?
Skinęłam głową.
-Może pani wstać?
Podniosłam się na nogi,chociaż mogłoby ich nie być. Cała drżałam;zdawało mi się,że każda komórka mojego ciała żyje własnym życiem i odłącza się od reszty. Jakby ktoś porąbał mnie siekierą na kawałki.
-Mam do pani jeszcze kilka pytań-powiedział pomagając mi przejść z powrotem do gabinetu i sadowiąc się na swoim obrotowym krześle.-Hm,po pani reakcji widzę,że nie spodziewała się pani ciąży bliźniaczej?
-Zdecydowanie nie.-przytaknęłam. Ja chcę już stąd wyjść do cholery!
-Czy w pani...albo w rodzinie pani męża zdarzały się ciąże bliźniacze?
Rafael. Zacisnęłam usta.
-Z tego co wiem,w rodzinie mojego męża nie było takiego przypadku. Ale moi kuzyni są bliźniętami.
Pokiwał głową i wydął wargi.
-I wspomniała pani,że stosowała tabletki antykoncepcyjne?No więc pani przypadek wcale mnie nie zaskakuje.
Przechyliłam głowę,nie do końca nie rozumiejąc,więc dodał:
-Widzi pani,szanse na poczęcie bliźniąt są bardzo wysokie po zaprzestaniu stosowania antykoncepcji hormonalnej albo jeśli w rodzinie zdarzały się takie przypadki. Czasami też przez stres następuje rozregulowanie gospodarki hormonalnej,przez co uwolnione zostają dwie komórki jajowe. No i w konsekwencji zapłodnione są obie.
Ach,więc w moim przypadku poczęcie pojedynczego dziecka równałoby się z cudem.Przygryzłam wargę w zamyśleniu i skinęłam głową.
-Poza tym,ciąża jest młoda,wygląda to na siódmy tydzień. Czy poza brakiem miesiączki miała pani jakieś jeszcze objawy?
-Cóż,zdarzyło mi się wymiotować. Zasypiam też po południu,co mi się nie zdarza. No i częściej korzystam z toalety.
-Czyli wszystko w normie-skinął głową-Kobiety w siódmym tygodniu zazwyczaj odczuwając już typowe dolegliwości,ale zdarzają się wyjątki.
Wypisał mi zaświadczenie o ciąży,termin następnej wizyty i wręczył zdjęcia z USG.
-Ach,i proszę o siebie dbać-dodał gdy podniosłam się z krzesła-Przede wszystkim dużo odpoczywać i starać się unikać niepotrzebnego stresu. No i pamiętać o witaminach. Przy ciąży wysokiego ryzyka to bardzo ważne.
Opuściłam gabinet na trzęsących się nogach. Doznałam szoku. Wciąż nie mieściło mi się w głowie to,co usłyszałam. Bliźniaki!Spokojnie,spokojnie,wróć do domu,nie myśl o niczym,nie myśl o niczym...
Założyłam słuchawki na uszy i zatopiłam się w zbawiennym rytmie muzyki przez całą drogę powrotną,tramwajem i na piechotę. Kiedy dotarłam do domu,mamy nie było. Pewnie wyszła już do pracy,nie czekając na mnie. Spojrzałam na zegarek. Trochę mnie nie było.
Rzuciłam folder z nową dokumentacją na blat i nalałam sobie soku pomarańczowego. Wypiłam łapczywie całą szklankę i niemal natychmiast pobiegłam do łazienki. No tak. Pęcherz.
Przejrzałam zaświadczenie,datę następnej wizyty i zatrzymałam się na zdjęciach z USG. Właściwie nic jeszcze nie było na nich widać. To dopiero początek początku. Na dobrą sprawę,to nie jest...nie są jeszcze dzieci. Westchnęłam obrysowując palcem obydwa pęcherzyki i niespodziewanie wybuchnęłam płaczem. Co ze mną teraz będzie?!
Dlaczego świat musiał mi runąć na głowę tak nagle?Zaczęło się od jakiejś podrzędnej francuskiej dziwki,której dziwactwa zdawały się być moim największym problemem a teraz buch!-jej ciąża,moja ciąża(w dodatku bliźniacza) i niekwestionowana zdrada mojego męża.
Chlipnęłam kilka razy i pomyślałam o Rafaelu. Wydawał się taki troskliwy,taki kochany a jednocześnie potrafiący walczyć o swoje. Po prostu...idealny. A teraz?Będzie miał dzieci z dwoma kobietami!Tyle jeśli idzie o nieśmiałość i nieporadność. Daje sobie rękę uciąć,że nawet Verdasco nie może się pochwalić takim wynikiem.
A co,jeśli Emeline też spodziewa się bliźniąt?Gdyby wiedziała,zapewne dobiłaby mnie tym jeszcze bardziej,ale kto ją tam wie?Przebiegła suka.
Na myśl o Emeline i jej możliwej bliźniaczej ciąży zrobiło mi się słabo i poszłam do sypialni. Nakryłam się kocem i pociągnęłam nosem,starając się zapanować nad gruczołem łzowym.
A co z tenisem?Planowałam przerwę w karierze od pół roku,ale nie w wersji zostania samotną matką,w dodatku bliźniaków!Jak do cholery sobie poradzę?
Kołysałam się przez chwilę pozwalając,by łzy spłynęły mi po policzkach. Czy mogło być jeszcze bardziej beznadziejnie?
Zabrzęczała moja komórka. To mama chce wiedzieć,czy wszystko w porządku.
„Tak mamo. Do zobaczenia wieczorem”.
Wpatrywałam się w aparat jeszcze przez chwilę i przemknęło mi przez głowę,że nie mogę ukrywać swojego stanu przed mężem. Chcąc nie chcąc,muszę go powiadomić. Nawarzył piwa i nie pozwolę by zmusił mnie do wypicia go samej.
Ale czy to dobry moment?Mama kazała mi zastanowić się nad każdą decyzją,ale ile do cholery mam trwać w zawieszeniu?Nie będzie miał powodów by mi nie uwierzyć,miałam zaświadczenie i zdjęcia z USG. Bez problemu udowodnię to przy rozwodzie.
Przełknęłam ślinę. Czy naprawdę tego chcę?
Och,kocham go. To beznadziejne,ale naprawdę go kocham. No i spodziewam się jego dzieci.
Ona też-przemknęło mi przez głowę. Nie. Ona nie ma do niego żadnych praw. Jestem jego żoną. Ona jest nikim.
Nikim.Zdecydowałam się odczekać jeszcze kilka dni,zanim zadzwonię. Będę musiała dokładnie przemyśleć sobie przebieg tej rozmowy. I czy on w ogóle będzie chciał ze mną rozmawiać?Nie ma mnie już tak długo. Pewnie uznał moją absencję za separacje. Może już złożył jakieś dokumenty rozwodowe?Wciągnęłam głośno powietrze i pokręciłam głową.
Drgnęłam,gdy usłyszałam dźwięk telefonu. Zerknęłam na wyświetlacz i zmarszczyłam brwi. To był jakiś hiszpański numer,ale nie miałam go w pamięci telefonu.
-Halo?-odebrałam niepewnie.
-Hola,Kinga,tu Maribel.
Prawie się zachłysnęłam. Maribel!
-Hm,cześć.
-Dlaczego tak długo cię nie ma?Miałaś wyjechać na krótki urlop do Wrocławia a nie ma cię już miesiąc!
Była zdenerwowana i mówiła szybko. Chwilę mi to zajęło,nim zdążyłam zorientować się,o czym mówiła.
-Najwyraźniej tylko tobie zależy na moim powrocie.-stwierdziłam gorzko,lekko chrypiąc. Och,jak dawno nie rozmawiałam po hiszpańsku!
-Nie opowiadaj bzdur!-warknęła-Rafa czeka na ciebie i doprowadza wszystkich do szału. Tęsknimy za tobą!
Przycisnęłam telefon mocniej do ucha. Już raz to przerabiałam,kiedy wróciłam na jego mecz w US Open. Czy to możliwe,żeby tym razem było identycznie?
-Potrzebowałam czasu.-przełknęłam ślinę-Ta sytuacja,w której tkwimy jest skomplikowana.
-Ile jeszcze,Kinga?-jęknęła-Dlaczego nie zadzwoniłaś?Chociaż raz!
-Och,Maribel to takie trudne. Naprawdę nie jest mi łatwo.
-Mira,nie mam pojęcia o co do cholery wam poszło,ale wróć. Proszę. On...nie jest sobą.
-Porozmawiam z nim-obiecałam-Ale nie mogę obiecać,że wrócę. To się robi coraz trudniejsze i...Zadzwonię.
Chwila milczenia,a potem ciężkie westchnienie.
-Niech będzie. Dobrze wiedzieć,że wszystko u ciebie w porządku.
Tak. Jak najlepszym. Tyle,że nie na czasy,w których się znalazłam.
Szkoda,że nie mogę pójść do tego przytulnego gabinetu doktor Alves-Valery. Ona na pewno potrafiłaby podnieść mnie jakoś na duchu. Poza tym,ma wobec mnie zobowiązania,w przeciwieństwie do jakiegokolwiek lekarza,którego odwiedzę.
Ubrałam prosty szkarłatny sweterek z szerokim golfem i ciemne dżinsy,a włosy związałam w wysokiego koka w stylu Jennifer Lopez,który na moich krótszych i cieńszych niż jej włosach wyglądał zdecydowanie o klasę niżej,ale przynajmniej było mi wygodniej niż w rozpuszczonych i istniało mniejsze prawdopodobieństwo,że ktoś mnie rozpozna. Zdecydowałam się też na odrobinę makijażu,żeby zamaskować cienie pod oczami. Nie brały się jednak z braku snu-przeciwnie,spałam często nawet w dzień,co w moim przypadku jest ewenementem. Czy ja w ogóle potrzebuję się upewniać,że jestem w ciąży?
Mama chciała iść ze mną,ale się nie zgodziłam. To byłoby jeszcze bardziej żałosne,o ile to w ogóle możliwe. Miałam już dość łykania gorzkich pigułek z upokorzeniem.
Nie wiem nawet,do kogo się wybierałam. Pielęgniarka w recepcji skierowała mnie do ostatnich drzwi na parterze. Miałam deja vu-na korytarzu w oczekiwaniu na wizytę siedziały jeszcze dwie kobiety. Popatrzyły na mnie ze zmarszczonymi brwiami,pewnie kojarząc skąd mogą mnie znać. Zamrugałam oczami i usiadłam naprzeciwko ze skrzyżowanymi nogami. Wciąż czułam na sobie spojrzenia,więc wyciągnęłam z torebki telefon. Tymczasowo przerzuciłam się na swoją starą,polską komórkę.
Przemknęło mi przez głowę,że powinnam dać znak życia Giseli albo Marinie. Z tą druga nie rozmawiałam od wieków,ale pewnie była zajęta obowiązkami macierzyńskimi. Przełknęłam ślinę. No tak. Macierzyństwo...
Poderwałam się jak oparzona,gdy druga z kobiet z uśmiechem wyszła z gabinetu. W międzyczasie pojawiły się inne pacjentki,też zerkające na mnie z ukosa i cieszyłam się,że w końcu mogę zniknąć za obitymi materiałem drzwiami i teleportować się gdzie indziej. Lekarz był po pięćdziesiątce. Miał siwe włosy i zmarszczone czoło,jednak sprawiał wrażenie uprzejmego i pomocnego. Podniósł na mnie wzrok znad karty pacjenta i spytał:
-Pani Kolat?
-Tak,to ja-przełknęłam ślinę przewieszając sobie płaszcz przez ramię.
-Proszę-wskazał mi krzesło,po czym dodał.-Zaraz,zaraz. TA pani Kolat?
-Owszem-skinęłam głową siadając na brzegu krzesła.
-Co za niespodzianka-pokręcił głową-Często oglądam pani mecze. Gra pani naprawdę cudownie. A te zwycięstwa z Williams...
-Hm,dziękuję-odparłam czując,że moja twarz farbuje się pod kolor swetra. Będzie się miał czym facet chwalić!
-No,dobrze. A zatem,co panią do mnie sprowadza?Badania?Wymagają w WTA badań ginekologicznych?
Pokręciłam głową. I jakoś nagle straciłam początkową sympatię do tego faceta.
-Cóż,prawdę mówiąc przeciwnie. Zrobiłam dwa testy i jestem niemal pewna,że jestem w ciąży.
Uniósł brwi i zapisał coś na karcie pacjenta.
-Kiedy ostatnio miała pani miesiączkę?
-Dwudziestego szóstego sierpnia.
Pokiwał głową nie spuszczając wzroku znad notatek.
-A czy stosuje pani antykoncepcję hormonalną?
-Stosowałam-zmrużyłam oczy.
-A przybliżona data ostatniego współżycia?
Na to pytanie znam akurat odpowiedź doskonale. Od przyjazdu zastanawiałam się nad tą datą wiele razy,ale wcześniej nie miałam żadnych objawów,więc musi być właściwa.
-Dwunasty września.
-No to na razie tyle-mruknął znowu skrobiąc długopisem po papierze-Zapraszam na fotel.
Tylko czekałam aż to powie. Nie cierpię badań ginekologicznych!
Uspokoiłam nieco oddech i rozebrana od pasa w dół przystąpiłam do badania. Odpłynęłam myślami,aż usłyszałam:
-Może się pani ubrać.
Z bijącym sercem usiadłam z powrotem przy biurku doktora. Oczywiście musiał coś notować.
-I?-spytałam przełykając ślinę.
-Zrobimy teraz badanie USG i będziemy mieli pewność-posłał mi pocieszający uśmiech,ale wcale nie zrobiło mi się od niego lepiej. To czekanie zabija!
Skierował mnie do następnego pokoju,gdzie krzątała się młoda pielęgniarka. Ona też uśmiechnęła się do mnie przyjaźnie na widok mojej przerażonej miny.
-Proszę się nie bać-powiedziała łagodnie-To badanie nie boli.
-Wiem o tym-odparłam siadając na twardej leżance pokrytej higieniczną,niebieską narzutą. Sala była mniejsza od gabinetu;ściany pokryte były niebieską lamperią,a podłoga wyłożona kafelkami. W niczym nie przypominała szpitalnych sal w Manacor.
Doktor Jak-mu-tam zjawił się po chwili,w międzyczasie pielęgniarka smarowała mi brzuch paskudnie śmierdzącą maścią,od której zapachu zrobiło mi się mdło.
Tylko nie zwymiotuj,tylko nie wymiotuj!Wzięłam głębszy oddech i policzyłam do dziesięciu. Na korcie to zawsze działa,kiedy coś zaczyna szwankować w grze. Często czuję się wtedy nieco słabo,kiedy dociera do mnie,jak bardzo kiepska jest sytuacja. No i jeśli słońce świeci prosto w kark.
Zaczął jeździć mi po brzuchu urządzeniem do badania. Było zaskakująco zimne,aż dostałam gęsiej skórki. A serce waliło coraz mocniej i mocniej w oczekiwaniu na wyrok...
Patrzyłam na profil mężczyzny,na jego skupiony wzrok i zaciśnięte wargi usiłując odczytać cokolwiek z jego twarzy,ale bezskutecznie. Cokolwiek by tam zobaczył,widział miliony razy,więc zapewne nie robiło to na nim najmniejszego wrażenia.
W końcu zmarszczył brwi i skierował na mnie wzrok.
-Moje gratulacje-powiedział z uprzejmym entuzjazmem-Jest pani w ciąży.
Zadrżałam. Spodziewałam się tego,byłam pewna,że to badanie potwierdzi moje domysły,ale jednocześnie gdzieś w głębi miałam nadzieję,że to jedna wielka pomyłka. Że na moment weszłam do czyjegoś ciała.
-Czy...czy mogę coś zobaczyć...tam?-wydusiłam słabo. Teraz naprawdę zbierało mi się na wymioty.
-Oczywiście.-Przechylił nieco ekran w moją stronę i przesunął narzędzie.-Proszę się nieco podnieść. Widzi pani tą kropkę,o tutaj?To zarodek. Jest jeszcze ledwie widoczny,ale nie mam wątpliwości,że to właśnie on.
Rzeczywiście,na ruchomym obrazie widoczna była mała kropka zdająca unosić się w powietrzu. Poczułam znajome w ostatnich dniach pieczenie pod powiekami.
-Zrobimy zdjęcia tego USG i dołączymy do dokumentacji. Dostanie pani też swój własny egzemplarz. Może pani już wstać.
Nie odsunął jednak przyrządu od mojego brzucha,nagle zmarszczył brwi i powstrzymał mnie dłonią.
-Och,jeszcze chwilę. Tak,zaraz,zaraz...A to co?
Zaniepokoiłam się.
-Czy coś nie tak?
Ginekolog uśmiechnął się szeroko i pokręcił głową, po czym znów odwrócił monitor w moim kierunku. Podniosłam się nieco zbyt szybko i obraz zawirował.
-Powoli,powoli. Niech pani spojrzy jeszcze raz.
Skupiłam wzrok i zobaczyłam jeszcze jeden pęcherzyk.
-Czy to...?
-Tak,są dwa. A to z kolei oznacza bliźnięta.
ŻE CO??????????????????????????!!!!!!!!!!!!!!!!!!Zakręciło mi się w głowie,a w uszach mi dzwoniło. Jeszcze raz i przysięgam,że tym razem naprawdę zwymiotuję!
-Dobrze się pani czuje?-spytał lekarz i wychylił się przez ramię wołając pielęgniarkę.-Proszę nie wstawać.
-Jest pan pewien?
-Absolutnie. Nie mam żadnych wątpliwości. Podwójne gratulacje.
Zakryłam twarz dłońmi. Jakim cudem po takim wstrząsie jeszcze jestem przytomna,nie mam pojęcia. Chyba ten szok tak na mnie podziałał.
Pielęgniarka pojawiła się migiem i nalała wody do plastikowego kubeczka i wyciągnęła dłoń. Powoli się podniosłam i drżącą ręka wzięłam kubek. Walcząc z nudnościami,upiłam łyk.
-Spokojnie,spokojnie-mamrotał lekarz.
W milczeniu wypiłam całą wodę i odetchnęłam głęboko.
-Już w porządku?
Skinęłam głową.
-Może pani wstać?
Podniosłam się na nogi,chociaż mogłoby ich nie być. Cała drżałam;zdawało mi się,że każda komórka mojego ciała żyje własnym życiem i odłącza się od reszty. Jakby ktoś porąbał mnie siekierą na kawałki.
-Mam do pani jeszcze kilka pytań-powiedział pomagając mi przejść z powrotem do gabinetu i sadowiąc się na swoim obrotowym krześle.-Hm,po pani reakcji widzę,że nie spodziewała się pani ciąży bliźniaczej?
-Zdecydowanie nie.-przytaknęłam. Ja chcę już stąd wyjść do cholery!
-Czy w pani...albo w rodzinie pani męża zdarzały się ciąże bliźniacze?
Rafael. Zacisnęłam usta.
-Z tego co wiem,w rodzinie mojego męża nie było takiego przypadku. Ale moi kuzyni są bliźniętami.
Pokiwał głową i wydął wargi.
-I wspomniała pani,że stosowała tabletki antykoncepcyjne?No więc pani przypadek wcale mnie nie zaskakuje.
Przechyliłam głowę,nie do końca nie rozumiejąc,więc dodał:
-Widzi pani,szanse na poczęcie bliźniąt są bardzo wysokie po zaprzestaniu stosowania antykoncepcji hormonalnej albo jeśli w rodzinie zdarzały się takie przypadki. Czasami też przez stres następuje rozregulowanie gospodarki hormonalnej,przez co uwolnione zostają dwie komórki jajowe. No i w konsekwencji zapłodnione są obie.
Ach,więc w moim przypadku poczęcie pojedynczego dziecka równałoby się z cudem.Przygryzłam wargę w zamyśleniu i skinęłam głową.
-Poza tym,ciąża jest młoda,wygląda to na siódmy tydzień. Czy poza brakiem miesiączki miała pani jakieś jeszcze objawy?
-Cóż,zdarzyło mi się wymiotować. Zasypiam też po południu,co mi się nie zdarza. No i częściej korzystam z toalety.
-Czyli wszystko w normie-skinął głową-Kobiety w siódmym tygodniu zazwyczaj odczuwając już typowe dolegliwości,ale zdarzają się wyjątki.
Wypisał mi zaświadczenie o ciąży,termin następnej wizyty i wręczył zdjęcia z USG.
-Ach,i proszę o siebie dbać-dodał gdy podniosłam się z krzesła-Przede wszystkim dużo odpoczywać i starać się unikać niepotrzebnego stresu. No i pamiętać o witaminach. Przy ciąży wysokiego ryzyka to bardzo ważne.
Opuściłam gabinet na trzęsących się nogach. Doznałam szoku. Wciąż nie mieściło mi się w głowie to,co usłyszałam. Bliźniaki!Spokojnie,spokojnie,wróć do domu,nie myśl o niczym,nie myśl o niczym...
Założyłam słuchawki na uszy i zatopiłam się w zbawiennym rytmie muzyki przez całą drogę powrotną,tramwajem i na piechotę. Kiedy dotarłam do domu,mamy nie było. Pewnie wyszła już do pracy,nie czekając na mnie. Spojrzałam na zegarek. Trochę mnie nie było.
Rzuciłam folder z nową dokumentacją na blat i nalałam sobie soku pomarańczowego. Wypiłam łapczywie całą szklankę i niemal natychmiast pobiegłam do łazienki. No tak. Pęcherz.
Przejrzałam zaświadczenie,datę następnej wizyty i zatrzymałam się na zdjęciach z USG. Właściwie nic jeszcze nie było na nich widać. To dopiero początek początku. Na dobrą sprawę,to nie jest...nie są jeszcze dzieci. Westchnęłam obrysowując palcem obydwa pęcherzyki i niespodziewanie wybuchnęłam płaczem. Co ze mną teraz będzie?!
Dlaczego świat musiał mi runąć na głowę tak nagle?Zaczęło się od jakiejś podrzędnej francuskiej dziwki,której dziwactwa zdawały się być moim największym problemem a teraz buch!-jej ciąża,moja ciąża(w dodatku bliźniacza) i niekwestionowana zdrada mojego męża.
Chlipnęłam kilka razy i pomyślałam o Rafaelu. Wydawał się taki troskliwy,taki kochany a jednocześnie potrafiący walczyć o swoje. Po prostu...idealny. A teraz?Będzie miał dzieci z dwoma kobietami!Tyle jeśli idzie o nieśmiałość i nieporadność. Daje sobie rękę uciąć,że nawet Verdasco nie może się pochwalić takim wynikiem.
A co,jeśli Emeline też spodziewa się bliźniąt?Gdyby wiedziała,zapewne dobiłaby mnie tym jeszcze bardziej,ale kto ją tam wie?Przebiegła suka.
Na myśl o Emeline i jej możliwej bliźniaczej ciąży zrobiło mi się słabo i poszłam do sypialni. Nakryłam się kocem i pociągnęłam nosem,starając się zapanować nad gruczołem łzowym.
A co z tenisem?Planowałam przerwę w karierze od pół roku,ale nie w wersji zostania samotną matką,w dodatku bliźniaków!Jak do cholery sobie poradzę?
Kołysałam się przez chwilę pozwalając,by łzy spłynęły mi po policzkach. Czy mogło być jeszcze bardziej beznadziejnie?
Zabrzęczała moja komórka. To mama chce wiedzieć,czy wszystko w porządku.
„Tak mamo. Do zobaczenia wieczorem”.
Wpatrywałam się w aparat jeszcze przez chwilę i przemknęło mi przez głowę,że nie mogę ukrywać swojego stanu przed mężem. Chcąc nie chcąc,muszę go powiadomić. Nawarzył piwa i nie pozwolę by zmusił mnie do wypicia go samej.
Ale czy to dobry moment?Mama kazała mi zastanowić się nad każdą decyzją,ale ile do cholery mam trwać w zawieszeniu?Nie będzie miał powodów by mi nie uwierzyć,miałam zaświadczenie i zdjęcia z USG. Bez problemu udowodnię to przy rozwodzie.
Przełknęłam ślinę. Czy naprawdę tego chcę?
Och,kocham go. To beznadziejne,ale naprawdę go kocham. No i spodziewam się jego dzieci.
Ona też-przemknęło mi przez głowę. Nie. Ona nie ma do niego żadnych praw. Jestem jego żoną. Ona jest nikim.
Nikim.Zdecydowałam się odczekać jeszcze kilka dni,zanim zadzwonię. Będę musiała dokładnie przemyśleć sobie przebieg tej rozmowy. I czy on w ogóle będzie chciał ze mną rozmawiać?Nie ma mnie już tak długo. Pewnie uznał moją absencję za separacje. Może już złożył jakieś dokumenty rozwodowe?Wciągnęłam głośno powietrze i pokręciłam głową.
Drgnęłam,gdy usłyszałam dźwięk telefonu. Zerknęłam na wyświetlacz i zmarszczyłam brwi. To był jakiś hiszpański numer,ale nie miałam go w pamięci telefonu.
-Halo?-odebrałam niepewnie.
-Hola,Kinga,tu Maribel.
Prawie się zachłysnęłam. Maribel!
-Hm,cześć.
-Dlaczego tak długo cię nie ma?Miałaś wyjechać na krótki urlop do Wrocławia a nie ma cię już miesiąc!
Była zdenerwowana i mówiła szybko. Chwilę mi to zajęło,nim zdążyłam zorientować się,o czym mówiła.
-Najwyraźniej tylko tobie zależy na moim powrocie.-stwierdziłam gorzko,lekko chrypiąc. Och,jak dawno nie rozmawiałam po hiszpańsku!
-Nie opowiadaj bzdur!-warknęła-Rafa czeka na ciebie i doprowadza wszystkich do szału. Tęsknimy za tobą!
Przycisnęłam telefon mocniej do ucha. Już raz to przerabiałam,kiedy wróciłam na jego mecz w US Open. Czy to możliwe,żeby tym razem było identycznie?
-Potrzebowałam czasu.-przełknęłam ślinę-Ta sytuacja,w której tkwimy jest skomplikowana.
-Ile jeszcze,Kinga?-jęknęła-Dlaczego nie zadzwoniłaś?Chociaż raz!
-Och,Maribel to takie trudne. Naprawdę nie jest mi łatwo.
-Mira,nie mam pojęcia o co do cholery wam poszło,ale wróć. Proszę. On...nie jest sobą.
-Porozmawiam z nim-obiecałam-Ale nie mogę obiecać,że wrócę. To się robi coraz trudniejsze i...Zadzwonię.
Chwila milczenia,a potem ciężkie westchnienie.
-Niech będzie. Dobrze wiedzieć,że wszystko u ciebie w porządku.
Tak. Jak najlepszym. Tyle,że nie na czasy,w których się znalazłam.
Dobra,przyznaję,przestaję się znęcać,ale POWOLI ;) Żebyście wiedzili ile mi zajęło ustalenie tych wszystkich ciążkowych szczegółów! Jakby ktoś tak popatrzył wtedy w moją historię to plotkom nie byłoby końca xD
Ech,co z tego,że długi weekend jak w przyszłym tygodniu 4 egzaminy :/ Dlatego dodaję szybciutko i mykam do książek :c
Buziaki!
Ech,co z tego,że długi weekend jak w przyszłym tygodniu 4 egzaminy :/ Dlatego dodaję szybciutko i mykam do książek :c
Buziaki!
Noo, przestajesz, bo serwujesz podwójne szczęście... ;)
OdpowiedzUsuńJa już naprawdę nie wiem, co to ma być. "Rafa czeka i doprowadza wszystkich do szału"... Ona też go kocha, ale tak będą sobie siedzieć osobno, Bóg raczy wiedzieć, jak długo...
Znam robienie solidnego researchu do opowiadania, tyle że ja ostatnio namęczyłam się z onkologią :/ Tu jednak przyjemniejsze tematy.
Powodzenia, kochana :* Ja już na szczęście wszystko mam z głowy i teraz się delikatnie obijam.
Do następnego!