Tekst

piątek, 5 czerwca 2015

1.8 Kopciuszek idzie na bal !

Przyszedł czas na Wimbledon,a właściwie najpierw na przyjęcie,tzw. ”Pre-Wimbledon Players Party” odbywające się dzień przed rozpoczęciem turnieju,najczęściej w niedzielę. Uznałam,że będzie to świetna okazja do założenia tej ślicznej chabrowej sukienki,którą kupiłam wtedy w Rzymie i pokazania się od jak najlepszej strony. Miałam nadzieję,że wynagrodzę tym samym tak niski poziom tenisa prezentowany w Eastbourne. Marina wyprostowała mi włosy i pomalowała tak,że wyglądałam jakbym zmierzała po Oscara. Trochę mnie to speszyło. Nie wiedziałam że mogę aż tak ładnie wyglądać. 
Dodałam na Facebooka zdjęcie zrobione przed wyjściem i rozeszło się ono dość dużym echem. Skrzywiłam się lekko na widok mojej figury. Jak zwykle nie podobały mi się biodra,które uważałam za zbyt szerokie. Marina zajrzała mi przez ramię i przyjrzała zdjęciu.
-­ Mam za szerokie biodra-­ oznajmiłam gorzko-­ Jakim cudem nie mogę się ich pozbyć?
-­ Przestań-­ żachnęła się-­ Nie wiesz,że szerokie biodra przyciągają facetów?
-­ A to czasami nie chodzi o tyłek?
-­ O tyłek też. Ale faceci podświadomie lecą na szerokie biodra,bo kobieta mająca szerokie biodra urodzi im zdrowe dzieci.
-­ A ja faktycznie nie mam nic innego do roboty-­ skwitowałam.
-­ Daj spokój. Oni po prostu lubią takie kobiety,bo na pierwszy rzut oka widać,że są zdrowe. A nie jak takie anorektyczki
-­ Masz rację-­ przyznałam dla świętego spokoju-­ Nie potrzebnie się przejmuję.
I tak uważam,że mam za szerokie biodra.

*
Przyjęcie zaczynało się o dwudziestej pierwszej czasu lokalnego. Kiedy wychodziłam z samochodu odwożącego zawodników oślepił mnie błysk fleszy i zalał potok ogłuszających okrzyków „Kinga,tutaj!”.Wciąż nie mogłam poradzić sobie z popularnością jaką zyskałam wygrywając French Open. Postanowiłam jednak zrobić dobrą minę do złej gry. Szłam do budynku,w którym odbywa się przyjęcie machając i uśmiechając się do paparazich. Przy ścianie,na tle której pozowali wszyscy przybywający Caroline Wozniacki ogrzewała się w blasku fleszy rozpaczliwie usiłując poprawić swoją reputację jako zawodniczki. Jakie to żałosne. Chętnie bym się z nią zamieniła,bo co prawda nie lubię kiedy wszyscy patrzą mi na ręce,ale trzeba akceptować wyzwania,które stawia przed nami los.
Wkroczyłam na jej miejsce,po czym dumna i wyprostowana pozowałam z ręką na biodrze aż w końcu trzeba było zejść i ustąpić miejsca Anie Ivanovic. Kiedy weszłam do budynku uderzyła mnie elegancja bijąca z każdego kąta . Pośrodku został umieszczony ogromny szwedzki stół a dookoła niego rozłożone po całej sali okrągłe mniejsze stoliki. W powietrzu unosił się zapach drogich perfum,do moich nozdrzy docierała niesamowita mieszanina męskich i damskich zapachów .Panowie ubrani w eleganckie garnitury pili szampana rozmawiając w wąskim gronie,zaś panie w rozmaitych sukienkach siedziały przy stolikach popijając wino,dzieląc się najnowszymi plotkami i raz po raz wybuchając śmiechem. Gdy już przywykłam do atmosfery towarzyszącej przyjęciu dotarło do mnie,że jestem w innym świecie. Świecie,do którego wstęp mają tylko nieliczni..
Nie za bardzo wiedząc co ze sobą zrobić podeszłam do najbliższego kelnera i wzięłam kieliszek z szampanem. Sącząc bąbelki lustrowałam salę w poszukiwaniu znajomych twarzy. Zauważyłam Agnieszkę siedzącą przy stoliku w kącie sali razem z Woźniacką. Bez zastanowienia ruszyłam w ich stronę,bo choć nie odpowiadało mi towarzystwo tej drugiej nie widziałam tu innej bratniej duszy.
-­ Cześć dziewczyny!-­ przywitałam się z promiennym uśmiechem-­ Jak się bawicie?
Aga popatrzyła na mnie z radością w oczach,zaś Caroline zlustrowała mnie od stóp do głów zimnym spojrzeniem. Widocznie miała do mnie uraz za te dwie porażki
-­ Jakie to nieprofesjonalne-­ pomyślałam-­ Mieszać sprawy zawodowe z prywatnymi!
-­ Hej Kinga,świetnie-­ odparła Agnieszka-­ Usiądź
Usiadłam na wskazanym miejscu i rozmawiałam chwilę z Agą o moim zwycięstwie w Roland Garros. Caroline nie odezwała się ani słowem,ale przynajmniej przestała przewiercać mnie bryłą lodu ukrytą w spojrzeniu. Siedziała teraz obojętnie przysłuchując się rozmowie,albo od czasu do czasu rozglądając się po sali. W końcu wstała,podeszła do stołu i zaczęła nakładać sobie coś na talerz.
-­ Niezła akcja-­ stwierdziła Aga nagle.
-­ Jaka akcja?-­ spytałam zdziwiona dopijając szampana.
-­ No ta z Fernando. Ponoć wrzeszczałaś jak opętana!
-­ Ach,to-­ machnęłam ręką uspokojona,bo przez chwilę myślałam,że chodzi jej o pojawienia się na finałach-­ Nic specjalnego.
-­ Nic specjalnego?Robisz facetowi wstyd przed całym obiektem i mówisz,że to nic specjalnego?-­ w jej urażonym głosie było słychać nutę podziwu.
-­ Zasłużył sobie-­ ucięłam-­ A za co to już nie ważne.
Rozszerzyła oczy i otworzyła usta żeby coś powiedzieć,ale zaraz je zamknęła bo do stolika wróciła Karolina
-­ Hej,Karo-­ zagadnęła-­ Co tak długo?
-­ Ach,po prostu rozmawiałam z Rafaelem-­ odparła siląc się na obojętny ton,ale nawet ślepy by zauważył jak próbowała ukryć szeroki uśmiech i głuchy usłyszał podniecenie w jej głosie.
Poczułam na sobie wymowne spojrzenie. Wiedziałam,że chce bym poczuła się zazdrosna mając świadomość jak świetnie się znają. Trafiła w sedno,jednak nie dałam się sprowokować.
-­ O czym rozmawialiście?-­ spytała Aga biorąc następny kieliszek szampana
Zmarszczyła brwi. W jednej sekundzie twarz jej spochmurniała i zauważyłam nie bez satysfakcji,że wygląda teraz co najmniej o dziesięć lat starzej. W końcu wzruszyła ramionami i poruszyła się niespokojnie.
-­ Wiesz,takie tam-­ odparła starając się by jej głos brzmiał obojętnie,ale i tym razem widać było,że dobrą aktorką to ona nie jest.
Isia popatrzyła na nią przenikliwie i uniosła brew,ale ta odwróciła wzrok. Karolin wykonała ręką taki ruch,jakby chciała wziąć do ręki kieliszek z szampanem,ale zamiast tego przewróciła go sprawiając,że jego zawartość wylądowała...na mojej sukience. Zerwałam się na równe nogi.
-­ Och,tak mi przykro-­ wycedziła Caroline z udawaną litością-­ Może chcesz chusteczkę?
-­ Nie,dziękuję-odparłam patrząc na nią z mordem w oczach-­ I tak miałam już iść.
Agnieszka rzuciła mi szybkie,bezradne spojrzenie po czym ze wzrokiem utkwionym w podłodze ruszyłam do wyjścia. Mogłam jednak patrzeć przed siebie,bo kilka kroków od stolika wpadłam na jakiegoś faceta w garniturze. Wymamrotałam tylko szybkie „Przepraszam” i niemal biegnąc wypadłam przez drzwi.
Ogarnęło mnie przejmujące zimno. Przez chwilę miałam wrażenie,że to przez spojrzenia,którymi obdarzała mnie Woźniacki,jednak w końcu dotarło do mnie,że mamy dziś wyjątkowo zimny wieczór. Na domiar złego lało. Jęknęłam rozpaczliwie i wygrzebałam z torebki telefon by zadzwonić po taksówkę. Zanim przyjechała,włosy zdążyły mi się z powrotem skręcić,a sukienka porządnie przemoknąć. Gdy siedziałam już bezpiecznie na tylnym siedzeniu,odetchnęłam z ulgą,ale nie na długo. Kierowcy bardzo się nie podobało,że umoczę siedzenia i patrzył na mnie wrogo,więc zaproponowałam,że dam mu większy napiwek .Pokiwał głową uspokojony,a ja pozbyłam się dwudziestu funtów.
Chyba ten wieczór nie może być już gorszy.

*

W dzień po party nie rozpoczynałam jeszcze turnieju. Musiałam jednak solidnie przyłożyć się do treningu. Gdy wczoraj wieczorem w paskudnym humorze wróciłam do hotelu nie chciałam rozmawiać ani z Mariną ani Spencerem. Gdy rano wstałam z łóżka pokazałam Marinie poplamioną sukienkę. Obrzuciła Karolinę kilkoma rosyjskimi przekleństwami i natychmiast znalazła dla niej miejsce w pralni chemicznej. To znaczy sukienki, nie Karoliny. Spencer potwierdził po prostu moją teorię o jej nieprofesjonalnym podejściu. Przyznałam mu rację,bo identycznie myślałam na początku,ale teraz jestem niemal pewna,że jej niechęć do mojej osoby(zresztą z wzajemnością) jest spowodowana zazdrością.
Po ćwiczeniach w siłowni weszłam na kort pełna energii. Uderzałam piłkę tak agresywnie i mocno,że aż sama się sobie dziwiłam. Spencer nie do końca był zachwycony moją postawą.
-­ Graj spokojniej. Mniej siły,więcej rotacji-­ radził.
Nie mogłam jednak się zastosować do tych rad. Ciągle jeszcze buzowała we mnie wściekłość i agresja.
-­ Módl się żebyś mnie gdzieś nie spotkała-­ groziłam w myślach Woźniackiej uderzając piłkę za piłką-­ Następnym razem możesz nie mieć tyle szczęścia!
-­ Kinga do cholery!-­ Spencer w końcu nie wytrzymał i krzyknął. Po polsku.
-­ Możesz w końcu wyrzucić z głowy ten wczorajszy incydent?-­ spytał nieco łagodniej przechodząc na moją stronę kortu-­ Wiem,że jesteś zła,ale nie możesz pozwolić by emocje wzięły górę. Postaraj się skupić,chociaż na chwilę!
Skupiłam się,ale mimo to nie prezentowałam się jeszcze z najlepszej strony. Miałam tylko nadzieję na to,że moja treningowa postawa nie znajdzie odzwierciedlenia na korcie w meczu pierwszej rundy przeciwko Anabel Medinie.
-­ Dobra,koniec-­ postanowił Spencer widząc,że i tak nie jestem w stanie współpracować-­ Ale dziś po południu masz być zwarta i gotowa do pracy,rozumiemy się?
Pokiwałam głową i zebrałam swoje rzeczy. Byłam na siebie zła,za to,że pozwoliłam negatywnym emocjom sobą zawładnąć. To chyba znak,że zbliża mi się okres,bo zazwyczaj potrafię się opanować. Zaraz też pomyślałam,że nie wróży to nic dobrego na starcie turnieju.
Nie mam szans-pomyślałam smutno przechodząc z kortów do szatni.-­ Jeden wygrany turniej wielkoszlemowy to i tak dużo.

*
Nie wiem już teraz czy to mój tok myślenia po pierwszym treningu,czy nieustająca złość na Woźniacką zmotywowała mnie do gry. W pierwszej rundzie grałam niezwykle agresywnie i notowałam dużo winnerów. Skończyło się na tym,że odesłałam Hiszpankę do domu wygrywając 6:0,6:2.Spencer nie był zbyt zadowolony stylem jaki prezentowałam,ale nie mógł zarzucić mu nieskuteczności.
Druga runda z Niculescu była nieco trudniejsza,głównie ze względu na nietypowy slajs z forhendu jaki preferuje,ale wygrałam,tym razem 6:2,6:2.Powoli wracałam na swój normalny poziom,co wróżyło dobrze,bo droga do tytułu z meczu na mecz stawała się coraz bardziej wyboista.
Trzeci mecz rozegrałam z waleczną Czeszką Klarą Zakopalovą. Na trawie była bardzo szybka i wspaniale serwowała. Grała na tyle dobrze,że wygrała pierwszą partię 6:4.Dostałam wtedy sygnał,że trzeba wziąć się ostro do roboty,ale nie zdążyłam wykonać planu do końca. Przy stanie 5:4 i 30-0 dla mnie Klara poddała mecz z powodu doznanego w pierwszym secie urazu pleców.
Szczęśliwie więc przeszłam do czwartej rundy,w której zmierzyłam się z Kaią Kanepi. Ten mecz również nie był łatwy,bo Kaia jest naprawdę dobrą tenisistką potrafiącą znakomicie atakować. Nie umie jednak zachować koncentracji w kluczowych momentach,co ostatecznie przechyliło szalę zwycięstwa na moją stronę i spotkanie skończyło się wynikiem 7:6,4:6,6:4.
Walkę o półfinał rozpoczęłam z lekkim niepokojem,bo po drugiej stronie siatki stała Petra Kvitova,również bardzo niebezpieczna na trawiastych kortach,ale i ją udało mi się pokonać. Mecz był bardzo nerwowy,ale i wyrównany,a ja mimo dnia odpoczynku miałam w nogach mecz z Kanepi. Gładko przegrałam pierwsze dwa gemy dając się przełamać już na początku meczu. Przegrałam ten set 2:6.W następnym Kvitova przechodziła kryzys formy,tylko po to by obudzić się w trzecim secie. Dało mi to zwycięstwo w tym samym stosunku co w pierwszej partii. Wojna nerwów w trzecim secie zakończyła się moim zwycięstwem 7:5,bo Petra nie wykorzystała prowadzenia 5:4.Widziałam ten turniej w coraz jaśniejszych barwach.
Najcięższy mecz stoczyłam o dziwo nie w finale,a półfinale z Sereną Williams,królową Wimbledonu. Jej obecność po drugiej stronie siatki zawsze plątała mi nogi i usztywniała rękę .Nie inaczej było i tym razem. Serena prowadziła już 3-0,a ja postanowiłam że tak dalej być nie może. Odrzuciłam od siebie myśl,że jest jedenastokrotną tryumfatorką turniejów wielkoszlemowych i dla niej ten mecz to nic wielkiego i od razu zaczęłam lepiej grać. Doprowadziłam do wyrównania,a następnie ani razu nie pozwoliłam się przełamać. Rozstrzygnięcie nastąpiło dopiero w tie-breaku po nerwowej walce. Wygrałam go 8-6.Po tym pozwoliłam sobie na głośny okrzyk „Come on!” i wyrzuciłam z siebie napięcie. W drugim secie dzielnie broniłam się przed przełamaniem prezentując wiele świetnych akcji zarówno z głębi kortu jak i przy siatce. Serena dotrzymywała mi kroku ze swojej strony oferując asy i wygrywające serwisy. Publiczność szalała z zachwytu widząc tak spektakularne akcje z obu stron. Podobnie jak pierwszego,i tego seta rozstrzygnął tie-break,ale tym razem Williams pokazała klasę i wygrała do pięciu.
Mecz robił się coraz dłuższy i nic nie wskazywało na to,by,miał się szybko zakończyć. Coraz bardziej zmęczona popełniałam więcej błędów męcząc się przy własnych gemach serwisowych. Skuteczność mojego pierwszego podania z gema na gem malała,ale i Serena zaczynała mieć dość,bo często nie trafiała tak typowymi dla siebie ostrymi returnami. Pozwalało mi to utrzymać się w meczu.
Gdy mecz w końcu zbliżał się do rozstrzygnięcia, zebrałam resztki sił jakie mi pozostały i grałam to co potrafię najlepiej-wysoki topspin z forhendu. Zaskakiwało ją to,nie była w stanie kończyć niektórych piłek,bo albo miała kłopot z timingiem,albo zwyczajnie do nich nie dobiegała. W końcu po niemal trzygodzinnej walce wygrałam 7:6,6:7,9:7 i awansowałam do drugiego wielkoszlemowego finału w mojej karierze!

*

Gdy w dzień finału krzątałam się rano po pokoju,usłyszałam ciche kliknięcie telefonu. Zdziwiłam się widząc,że nadawcą wiadomości jest Agnieszka.
Długo myślałam nad tą wiadomością,dlatego przepraszam że przyszła dopiero teraz,ale uznałam że powinnaś wiedzieć. W ten wieczór Karolina naprawdę rozmawiała z Rafaelem,ale to on zaczepił ją tylko po to,żeby zapytać o Ciebie. Podobno chce Cię poznać od dłuższego czasu. Przepraszam za Karo,teraz już wiesz,że to nie było bezinteresowne”
Ach,więc to tak-­ pokiwałam głową odczytując wiadomość do końca-­ No,to ma sens
Złość nigdy nie jest bezinteresowna. Od kiedy Rafael chce mnie poznać?”
Wystukałam drugie zdanie bez większych nadziei na konkretną odpowiedź,ale to jedno krótkie zdanie mnie zafascynowało. Rafael Nadal chce mnie poznać!I to od dłuższego czasu!Może przyjdzie na finał?Może będzie chciał ze mną potrenować?
To zaskakujące jak jedna,zdawałoby się nieistotna w kontekście dzisiejszego dnia wiadomość może zmienić nastawienie.

*
Na finał weszłam rozmarzona,ale tym samym i wyluzowana. W sumie nie było się czym przejmować,bo najtrudniejszą przeszkodę mam już chyba za sobą,a Vera Zvonareva to niesamowicie chimeryczna tenisistka.
Pierwszy gem,serwis Zvonerevej. Drugie podanie w okolice środkowej linii kara. Odebrałam tą piłkę returnem na środek. Vera natychmiast spróbowała ją skończyć,ale chybiła. To był sygnał,żeby prowadzić z nią długie wymiany. Jak widać chciała grać szybko,trzeba ją sprowadzić na ziemię.
Druga piłkę z kolei zepsułam ja wyrzucając return. Machnęłam ręką. To dopiero pierwszy gem,który Vera wygrała grając dwie świetne piłki i dzięki jeszcze jednemu błędowi z mojej strony. Nadeszła moja kolej na serwowanie. Ciekawe,czy Rafael tu jest i patrzy na mnie?A jeśli tak,to co zrobi po zakończeniu meczu?
Niepotrzebnie o tym myślałam,bo nawet nie zorientowałam się kiedy dałam się przełamać. Dobra,dość tego. Albo gramy na poważnie,albo w ogóle.
Chwilę mi zajęło zanim się na dobre skoncentrowałam,ale w końcu udało mi się odrobić straty,a potem dobrze serwując doprowadzić do wyrównania. Kiedy weszłam już w swój właściwy rytm,Rosjanka miała mało do powiedzenia. Oddałam do końca seta tylko jednego gema,wygrałam ta partię 6:3.
W przerwie pomiędzy setami szukałam na trybunach Rafaela,ale nie znalazłam go. Czułam się nieco zawiedziona,ale nie dopuszczałam do siebie zbędnych w tym momencie myśli,chociaż jak się okazało mogłabym.
Gra Zvonarevej w drugim secie kompletnie się posypała. Istny festiwal błędów. Udało jej się nieco podciągnąć serwisem,ale dobry serwis to za mało by wygrać mecz.
Przy stanie 5:2 i 40:0 ręka mi drżała,ale nie czułam już takiego niepokoju jak podczas paryskiego finału. Zaserwowałam na jej forhend. Odegrała returnem do mojego forhendowego narożnika. Posłałam głęboki topspin na jej bekhend,a potem jeszcze jeden i podeszłam do siatki. Lob był dobry,podkręcony ale niezbyt wysoki,spokojnie go złapałam i skończyłam smeczem w bekhendowy narożnik mojej rywalki.
Ukryłam twarz w dłoniach i zgięłam się wpół. Nie sądziłam,że niespełna trzy tygodnie po pierwszym wielkoszlemowym tryumfie będę miała na koncie kolejny,a tu proszę!Udało się!
Charakterystyczne,kobiece trofeum z Wimbledonu od razu przypadło mi do gustu. Pozwoliłam sobie na szaleństwo i spontaniczność w pozowaniu. W końcu miałam ku temu powody. Mam niespełna dwadzieścia dwa lata i wygrałam już dwa turnieje Wielkiego Szlema. Co więcej,jestem pierwszą Polką,która tego dokonała. Kiedy sobie pomyślę o tych wszystkich rekordach aż kręci mi się w głowie.
W hotelu i tym razem czekała moja rodzina z szampanem.
-­ No dziewczyno,jestem z ciebie dumny-­ oznajmił Spencer ściskając i klepiąc mnie po plecach.
-­ Wybacz,że tak skromnie-­ przeprosiła Marina kiedy szłyśmy do pokojów-­ Ale będziesz świętowała porządnie na balu zwycięzców.
Mrugnęła do mnie porozumiewawczo i chciała się odsunąć,ale ją powstrzymałam.
-­ No właśnie,co z moją sukienką?-­ przypomniałam sobie o ofierze incydentu
Marina jakby nieco przygasła.
-­ Hm...Kinga przykro mi,ale nie udało się jej uratować-­ oznajmiła z żalem
Zadrżała mi dolna warga. Że co proszę?
-­ Te chemikalia zostawiły odbarwione plamy na materiale. Inaczej się nie dało,a materiał widocznie nie był przystosowany do prania chemicznie. Oczywiście,zwrócili nam koszty-dodała szybko widząc jak tracę humor.
Chciało mi się płakać. To w czym teraz pójdę na ten cholerny bal? W dżinsach?
-­ Nie martw się,coś ci znajdę-­ Marina pogłaskała mnie po ramieniu-­ Jestem pewna,że są tu jacyś projektanci,którzy...
Projekty!No jasne!
Pociągnęłam Rosjankę za rękaw do pokoju i zaczęłam przetrząsać walizkę. Odnalazłam swój zeszyt z projektami,przekartkowałam go w poszukiwaniu odpowiedniego rysunku i podetknęłam Marinie pod nos.
-­ Uszyjesz mi ją!-­ wykrzyknęłam entuzjastycznie.
Popatrzyła na mnie,potem na projekt a potem znów na mnie tak, jakbym jej właśnie oznajmiła,że zamierzam paradować po śniegu w bikini.
-­ Kinga,przecież wiesz,że już nie szyję-powiedziała odsuwając zeszyt-­ A poza tym to trudny projekt
Pokręciłam głową
-­ Tyle razy miałaś mi coś uszyć,ale nie było okazji. Teraz jest odpowiednia.-­ naciskałam
Milczała. Jej niebieskie oczy przesuwały się szybko po pomieszczeniu.
-­ Nie ma innego wyjścia. Nie zostawisz mnie teraz na lodzie,prawda?-­ spytałam twardo
Po chwili wahania westchnęła i oznajmiła:
-­ Dobrze. Zrobię to. Tym razem będę twoją dobra wróżką

*

Nigdy więcej nie będę wątpić w zdolności organizacyjne mojej menedżerki. Miała niespełna dwa dni na uszycie mi sukienki,którą rzucę na kolana wszystkich obecnych i wykonała to zadanie wzorowo.
Jednym z projektów,o którego realizacji marzyłam od przynajmniej roku była długa, czerwona sukienka z asymetrycznym fasonem na jedno ramię ,rozporkiem sięgającym niemal biodra oraz efektownym marszczeniem i falbaną z boku
Tą właśnie sukienkę ubiorę na bal zwycięzców Wimbledonu. Kiedy ją włożyłam,odczułam nawet coś w rodzaju wdzięczności dla Karoliny,bo wiem,że gdyby nie ona nie miałabym teraz na sobie tego cuda.
Marina oglądała mnie uważnie z każdej strony z centymetrem w ręce i zarzucała pytaniami w stylu:
-­ Nie za krótka,nie za szeroka?,Rozcięcie nie za wysokie?
I pomyśleć,że zaledwie wczoraj nie chciała słyszeć o szyciu!
W końcu,po usłyszeniu na każde pytanie odpowiedzi przeczącej podparła się pod boki i stwierdziła:
-­ No. Wykonałam kawał dobrej roboty. Warto było odnowić stare kontakty!
Trudno temu zaprzeczyć. Musiała się nieźle nagimnastykować,żeby znaleźć jakąś pracownię i pomocników. Jeśli kiedyś przyjdzie mi do głowy,żeby ją zwolnić,niech ktoś mnie porządnie zdzieli po głowie!
-­ No dobrze-­ odparłam wieszając sukienkę na drzwiach szafy-­ A ty w co się ubierzesz?
-­ Uszyłam też coś sobie,nie martw się-­ odparła zbierając walające się po całym pokoju centymetry,kartki i kawałki materiału.
Ten bal był świetną okazją do rozpalenia jakiegoś uczucia między nimi. Bo kiedy ja będę zajęta korespondencją z mistrzem męskiego turnieju...
A właśnie,kim będzie ten mistrz turnieju?Z kim przyjdzie mi świętować?
Gdy tylko Marina wyszła włączyłam telewizor na BBC. Relacjonowali tam męski finał,który już się zakończył. Na razie ciężko stwierdzić,kto został mistrzem,bo ceremonia rozdania nagród się jeszcze na dobre nie zaczęła.
-­ Panie i panowie-rozległ się głos jakiegoś oficjela prowadzącego. Nigdy nie wiedziałam kto jest kim-Finalista Wimbledonu 2010...Tomas Berdych!
Zamarłam. Berdych finalistą?To oznacza,że mistrzem został...
-­ Zwycięzca Wimbledonu 2010...Rafael Nadal!
Schowałam twarz w poduszkę,żeby tylko nie krzyknąć. Serce gwałtownie załomotało mi w piersi i przypomniałam sobie wiadomość od Isi.
Zapowiada się ciekawy wieczór...

Zgon. Agonia. Męka duszy. To wszystko przeżywam po tym felernym meczu. 6:1. Podwójny błąd na koniec. Dajcież spokój...A w półfinałach sami nielubiani tenisiści. Jak żyć?
Jeśli ktoś sympatyzuje z Woźniacką to przepraszam, ale ja po jej "dowcipnych" incydentach z Rafą i Novakiem(mam na niego focha forever, ale to nie znaczy, że zasługuje na znoszenie wybryków Karolinki na swojej konferencji prasowej) serdecznie jej nie cierpię. 
Szalona, myślałaś o zagraniu w Totolotka? :P
Tym razem będę okrutna i rozdział dopiero w następny piątek. A co ! :D Poza tym, muszę dojść do siebie.
Gatique.

2 komentarze:

  1. Buahahaha, bo ja taka czarownica jestem :D
    Do Woźniackiej nic nie mam, osóbka wiecznie uśmiechnięta, no i nie wiem, o jakich incydentach mówisz... (A myślałam, że już wszystkie możliwe filmy o tenisie na YT obejrzałam ;)
    Nie przejmuj się, nadzieja umiera ostatnia, a wielu z nas wierzy, że Rafa się pozbiera, to mu pomoże! Wysyłajmy do niego dobrą energię.
    Na poprawę humoru - http://www.tenis.net.pl/forum/viewtopic.php?f=153&t=15716&hilit=limeryk - zbiór ponad stu przezabawnych tenisowych limeryków autorstwa forumowiczów (cóż, mnie Bozia obdarzyła talentem do prozy, ale tutaj rozwijają się świetnie) + cykl tychże utworów pod tytułem "50 twarzy Tomasza B.", wymienionego w tym rozdziale, którego ostatnio bardziej polubiłam (a może odkryłam na nowo? Bo wreszcie pozbył się tej czapki, za którą się ciągle ukrywał? No i od razu zmienia się, kiedy jest uśmiechnięty, co niestety można widywać tak rzadko). Ja przy czytaniu uśmiałam się do łez ;)
    Osz Ty, sadystko jedna, zaskarżę Cię za znęcanie się nad ludźmi! Każesz tydzień czekać po takim rozdziale??? ;D
    No to do za tydzień ;)
    PS. Oprócz Rafy jestem rozczarowana półfinałami babek (Serena mogłaby wreszcie wylecieć, a nie niedługo zgarnie wszystkie Szlemy w roku, że też Bacsinszky jej nie ograła! No i Ana nie wykorzystała prowadzenia 5:2 z Safarovą w pierwszym secie i przegrała 5:7. Skąd my to znamy... Właśnie, Radwańska, szykuj się na trawę!) i finałem miksta. Do trzech razy sztuka, Matka - mówiłam przed meczem. A tu dupa blada. Bryan, jeden czy drugi, czy razem, zawsze wlezie w drogę. I jak zawsze na koniec turnieju do kibicowania zostaje mi Novak. Leć po tytuł Rolanda, tak ci się marzył. I niech ci żaden Murray ani Stachu nie przeszkodzi.

    OdpowiedzUsuń
  2. Kinga robi karierę w zawrotnym tempie! Niestety, teraz młode zawodniczki szans na wygrywanie szlemów raczej nie mają, bo jest era Sereny. Czyżby szykowało się coś pomiędzy Rafą a Kingą? :D
    Nie przypominaj mi o tym meczu. :( Miałam nadzieję, do końca wierzyłam. A podwójny błąd serwisowy na koniec... To idealne podsumowanie tego sezonu.
    Czekam na następny. :))

    OdpowiedzUsuń