Tekst

piątek, 10 lipca 2015

1.15 Do punktu wyjścia.

Cholera,dziś ma chyba dobry dzień-­ myślałam podczas rozgrywania swojego podania. Było 5:4 i 30:0 dla Any a ja broniłam się przed porażką w pierwszym secie. Jej nadgarstek wyjątkowo dobrze się dziś sprawował,bo zaskoczyła mnie kilkoma świetnymi returnami. Obawiałam się swojego podania,zwłaszcza drugiego,bo piłka na kortach twardych ma mniejszą rotację,przez co daje mi mniej czasu na ustawienie się. Zwyczajnie dzisiaj po prostu nie zdążałam do piłek.
I stało się. Po głupim błędzie w siatkę,miała setową,a potem jak głupia dałam się rozprowadzić,az w końcu skończyła forhendem po linii. Szlag!
Zdenerwowałam sie na samą siebie i swoją głupotę i z tej złości rzuciłam rakieta o kort,jednak zrobiłam to łagodnie,pamiętając co się dzieje gdy pozwalam emocjom wziąć górę nad rozsądkiem.
-­ Co się dzieje?-­ spytał Spencer,gdy przyszedł do mnie na krótką konsultację.
-­ Ona jest za dobra-­ odparłam.
-­ Nieprawda. To ty jesteś za słaba-­ powiedział stanowczo-­ Jej gra jest prosta. Rozrzucić cię i skończyć,najlepiej z forhendu
-­ Wiem o tym-­ mruknęłam-­ Ale ten jej forhend jest piekielnie dobry.A moja rotacja tu nie działa
-­ Więc bądź cierpliwa i staraj się ją zmusić do błędu.Pokaż,że się nie poddasz i że ta złość to taka mała demonstracja.Aha,i slajsuj drugie podanie,albo graj kickiem. Tylko tędy droga-­ rzucił na odchodnym i wrócił na trybuny a ja na kort.
Wzięłam sobie jego rady do serca,zawsze tak robię i się do nich stosuję.Wiem,że tak naprawdę nawet samej sobie nie mogę zaufać w takiej sytuacji.
Drugi set zaczął się troszkę lepiej.Przełamałam ją w pierwszym gemie i wygrałam swoje podanie na 2:0.Spencer miał rację,tylko slajsem albo kickiem można dziś odnieść sukces. Ana jednak nie składała broni.W życiu nie widziałam jej takiej zaciętej. Biegała do wszystkiego,nawet do lobów pod końcową linię i skutecznie je odgrywała. Co w takiej sytuacji mogłam zrobić?
Szybko się odłamała i wyszła na prowadzenie 3:2. Ale i we mnie coś pękło bo dałam się łatwo przełamać(bardzo jej w tym pomogłam zaliczając ramę i korytarz)
Było więc 4:2 i serwowała na 5:2. I wtedy,gdy już mi się wydawało,że się zdenerwowała,znów zaczęła trafiać.I to w dodatku bardzo efektownie.Uznałam,że widziałam dość i chciałam to jak najszybciej zakończyć.
Pobawiłam” się we własnym gemie podaniem szukając asów,co o dziwo raz mi się udało i dość łatwo wygrałam go do 15.
Ostatni gem,to popis doskonałej gry Serbki,i co tu dużo mówić,mojej bardzo marnej. Ale prawda była taka,że straciłam jakikolwiek zapał do podjęcia dalszej walki i po prostu oddałam jej zwycięstwo.
Spencer nie był na mnie zły,uważał że Ana grała dziś koncertowo i nawet samej Szarapowej czy Williams trudno byłoby ją ograć.Tym nie mniej nie szczędził mi uwag dotyczących gry.
A więc turniej w Cincinnati zakończyłam na trzeciej rundzie,ale to nie znaczyło,że to koniec.To dopiero początek misji...

*

-­ Nie ruszaj się,prawie skończyłam!-­ syknęłam gdy Gisela gwałtownie się poruszyła podczas gdy malowałam jej powiekę
-­ Chciałam sie tylko zobaczyć!-­ zaprotestowała.
-­ Zobaczysz jak skończę-­ ucięłam-­ Teraz siedź prosto i zamknij oczy.
Zgodnie z planem przygotowywałam ją do przylotu Juana. Miała wyglądać naturalnie,ale tak seksownie,żeby nikt nie mógł się jej oprzeć.
Ubrałam ją więc w śliczny sweterek w paski i czarne,skórzane rurki.Włosy spletłam w niedbałego,wręcz zadziornego warkocza,a na głowę dla ozdoby założyłam opaskę z beżowym kwiatkiem pasującym do pasków.
-­ I jak?-­ spytałam gdy pozwoliłam jej otworzyć oczy.
-­ Jej,Kinga wyglądam fantastycznie!-­ oznajmiła gdy w końcu przestała przewiercać na wylot swoje odbicie
-­ Starałam się-oznajmiłam skromnie odgarniając za ucho kosmyk włosów wymykający się z niedbałego koka na czubku głowy-­ No,jak to nie pomoże,to ja już sama nie wiem!
Gi była już gotowa,zaś ja postanowiłam ubrać się w krótki,pomarańczowy sweterek z dużymi oczkami i białe dżinsy. W końcu trzeba dobrze wyglądać na przylot swojego mężczyzny!
-­ Aha,byłabym zapomniała-­ odwróciła się od lustra i pogrzebała w torebce a po chwili pomachała mi różowymi kajdankami,po czym mi je rzuciła
Spojrzałam na nią wymownie i pokręciłam głową
-­ Powodzenia-­ mrugnęła do mnie okiem-­ I pamiętaj,że będę uważnie słuchała twojej relacji.
-­ Jasne-­ mruknęłam przeciągle,wciągając sweter przez głowę-­ Ale pamiętaj,że później ci je oddam,żebyś zrobiła to samo z Pico!
-­ Tego w umowie nie było-­ obruszyła się.
-­ Ale może być-­ wyszczerzyłam zęby w uśmiechu i zaraz tego pożałowałam,bo dostałam w twarz poduszką.
Z piskiem zaczęłyśmy się okładać poduszkami aż w końcu zabrzęczała moja komórka,obwieszczając,że Rafa już jest na dole.
-­ Szybko!-­ poganiałam Giselę,która nie mogła zapiąć paska od sandała-­ Oni już są!
-­ No przecież idę-­ odparła zniecierpliwiona
W holu,próbując jakoś ustawić swoje bagaże stał Rafael. Wyglądał jak zwykle nieziemsko.
Pico,z nonszalancją opierał się o blat podczas gdy Pani Silikon zwana także Zairą poprawiała włosy i spoglądała na swoje paznokcie. Owszem,była bardzo,bardzo ładna i dostrzegłam kątem oka jak Gisela się wzdrygnęła,ale gołym okiem widać było,że to wszystko co ma do zaoferowania. W dodatku wszystko było robotą chirurgów i speców od wizerunku.
Odchrząknęłam. Pora zacząć przedstawienie.
Weszłyśmy z Giselą na hol udając,że zawzięcie rozmawiamy. Rafael podniósł głowę.
-­ Kinga?-­ spytał uśmiechając się-­ Co ty tu robisz?
-­ Och cześć!-­ udałam,że dopiero teraz go zauważyłam i podeszłam bliżej. Gisela nieśmiało kroczyła za mną-­ Zatrzymałam się tu,ale jutro wylatuję.
-­ Co za zbieg okoliczności-­ powiedział z nutą sarkazmu całując mnie,jak to miał w zwyczaju w oba policzki.
-­ Cześć Pico!-­ przywitałam się,być może nieco zbyt entuzjastycznie,ściskając go.
-­ Witaj-­ odparł zaskoczony-­ Miło cię widzieć.
Zaira spojrzała wymownie w górę dając do zrozumienia,że czuje się ignorowana.
-­ Ach tak,poznaj,to jest Zaira. Moja dziewczyna
-­ Miło mi-­ odparłam uprzejmie podając rękę.
-­ Mnie również-­ odparła ściskając ją krótko. Auć,gdyby głos mógł zamrażać...
-­ A to pewnie jest Gisela?-­ spytał Rafael spoglądając na Gi
-­ Tak. Miło mi cię wreszcie poznać. Jesteś moim mistrzem-­ odparła Gi zaskoczona,że i ją przywitał w identyczny sposób jak i mnie.
-­ Hej,Gisela my się już chyba gdzieś spotkaliśmy,prawda?-­ spytał Juan spoglądając na nią
-­ Ach tak-­ odparła niepewnie-­ W zeszłym roku,chyba w Buenos Aires?
Tylko spokojnie-­ upomniałam ją w myślach.
-­ Racja,pamiętam. Nie poszło nam wtedy co?-­ mrugnął do niej lekko,a ona spłonęła rumieńcem
-­ To...może chodźmy gdzieś indziej?-­ rzuciłam przerywając zapadającą ciszę.
-­ Dobry pomysł. Co o tym myślisz kochanie?-­ powiedział Juan.
-­ Sądzę-­ wycedziła miażdżąc Giselę wzrokiem-­ Że to jest doskonały pomysł.
Chyba czeka nas dużo pracy...
Usiedliśmy wszyscy w hotelowym barze(chociaż słowo “wszyscy” można wziąć w cudzysłów,bo Zaira obecna była tylko ciałem,które było zajęte wyrażaniem pogardy dla każdego gestu ze strony Giseli w kierunku Juana,ale pomińmy to). Gisela pozbyła się napięcia,które towarzyszyło jej od początku i teraz całkiem swobodnie rozmawiała z Juanem. Nie umknęło mi oczywiście jak na nią patrzył. Z każdą chwilą zdawali się być sobie coraz bliżsi.
A Rafael i ja....no cóż,gadaliśmy o bzdurach i przytakiwaliśmy. Patrzyłam na jego usta z pożądaniem. Nie mogłam się doczekać kiedy będziemy się mogli w końcu pocałować
W końcu Zaira nie wytrzymała.
-­ Wychodzę-­ oznajmiła podnosząc się gwałtownie-­ Będę w pokoju kotku.
-­ W porządku kochanie-­ odparł mrugając do niej-­ Zaraz przyjdę.
Obdarzyła go promiennym uśmiechem od ucha do ucha i odeszła machając włosami
-­ Dziwka-­ mruknęłam po polsku.
Mówiłaś coś?-­ spytał Rafael odwracając głowę w moją stronę.
-­ Co...ja...och,tak tylko-­ wyjąkałam-­ Coś po polsku,nie ważne.
Uniósł brwi i pokiwała głową.
-­ Nie gniewajcie się,ale będę leciał-­ oznajmił Juan wstając-­ Do zobaczenia.
-­ Pa-­ wyszeptała ledwo słyszalnie Gisela. Po chwili i ona wstała.
-­ No...widzimy się jutro rano Kinga-­ oznajmiła wstając od stolika-­ Cześć!
-­ Zdaje się,że nareszcie możemy zająć się sobą-­ mruknął Rafael.
-­ Zachowaj pozory kotku-­ odparłam cicho.
-­ Pozory mylą.
-­ I o to właśnie chodzi.
-­ To może najpierw pójdę się rozpakować a potem przyjdę do ciebie?
-­ Świetnie. Będę czekać-­ wymruczałam.

*

Podczas kąpieli w wielkiej wannie rozmarzyłam się.
Odkąd przyjechałam z Majorki zadaję sobie pytanie:Co on we mnie widzi?Przecież takich jak ja są na świecie miliony. Zwyczajne,proste dziewczyny. No...może nie do końca jestem taka zwyczajna,bo bycie mistrzynią dwóch turniejów Wielkiego Szlema jest co najmniej wyjątkowe,ale i bez względu na to. Może zależy mu tylko na szybkich numerkach podczas touru,skoro i tak jestem pod ręką?
Nie.
On taki nie jest. Może i znam go osobiście krótko,ale jego wypowiedzi,sposób zachowania. Nie.To do niego nie pasuje. To nie to samo co Verdasco.
Uspokojona nieco tym tokiem myślenia odchyliłam głowę do tyłu i zaczęłam nucić pod nosem “Te amo” Rihanny. .Nie zauważyłam nawet kiedy zaczęłam śpiewać trochę przeinaczając tekst.
-­ My soul hears his cry, without asking why....I said Te Amo, wish somebody'd tell me what he said...te...
-­ AAAA!!-­ pisnęłam i natychmiast otworzyłam oczy gdy niespodziewanie woda zafalowała i poczułam czyjś dotyk
-­ Cii!-szepnął Rafa kładąc mi palec na ustach
Masz pojęcie jak mnie przestraszyłeś?!”-chciałam krzyknąć,ale jego uśmiech skutecznie mi to uniemożliwił i nie pozostało mi nic innego jak tylko poddać się chwili.
Ciężko mi określić jednoznacznie uczucia,które mi towarzyszą kochając się z nim. To coś pomiędzy ulgą i ekscytacją. Chociaż ekscytacja jest przy tym sama w sobie.
Gdy wielka tęsknota w końcu wybuchła pozwalając nam w pełni cieszyć się sobą(albo też kiedy woda zrobiła się zimna),Rafael wyszedł i delikatnie wyniósł mnie na rękach wprost do sypialni.
-­ Tak bardzo za tobą tęskniłam-­ wyszeptałam delikatnie całując jego usta.
-­ Ja za tobą też-­ wyszeptał w odpowiedzi gładząc moje włosy-­ Nawet nie wiesz jak ciężko było się budzić samemu w nocy po tych wszystkich chwilach,które z tobą przeżyłem. Kiedy kładłem się spać czułem twój zapach,gdy wstawałem słyszałem twój głos,nawet na treningu widziałem ciebie po drugiej stronie.
Nie byłam w stanie wydusić z siebie słowa. Ten Rafa,mój ukochany Rafa,który nie miał śmiałości żeby mocno mnie pocałować i nie wypuszczać w swojej własnej kuchni mówi mi coś takiego?Czy on mnie w takim razie...
Nie. Na pewno nie. Jeszcze nie.
A czy ja jego...?Jak mam to poznać?I jak poznam,że on też?
Sama nie wiem co o tym wszystkim sądzić.
-­ Jesteś szczęśliwy?-­ zapytałam w końcu.
-­ Teraz tak-­ mruknął mi do ucha-­ Nigdy w życiu nie byłem bardziej szczęśliwy
Przełknęłam ślinę.
-­ To dobrze-­ szepnęłam-­ To...cudownie.

*

Nazajutrz rano obudził mnie głośny tupot stóp na korytarzu. Nie zdążyłam się dobrze rozbudzić,gdy drzwi otworzyły się z impetem i wpadł przez nie Toni.
-­ Aha,tak myślałem że cię tu znajdę!-­ krzyknął tryumfalnie budząc Rafę.
-­ Co?-mruknął zaspany przecierając oczy i wypuszczając mnie z objęć-­ Co ty tu robisz?
-­ A jak ci się wydaje?-­ warknął-­ Zamiast iść na trening ty wylegujesz się w najlepsze ze swoją....-­ zawahał się przez moment-­ dziewczyną. Za pięć minut na dole!-­ oznajmił i ruszył do wyjścia
-­ Aha-­ dodał odwracając się w moją stronę-­ Przepraszam za najście,ale...sama rozumiesz
-­ Jasne. Nie ma sprawy-­ odparłam zawstydzona i lekko zaszokowana.
Rafael jęknął przeciągle i schował twarz w poduszkę
-­ Hej,ubieraj się bo nie zdążysz-­ rzuciłam wesoło
Chwilę marudził pod nosem,ale w końcu wstał i zaczął się ubierać. Chyba podobnie jak ja poczuł się nieco zawstydzony,bo zebrał resztę i pomknął do łazienki. Cóż,widok nagiego faceta z samego rana to wciąż dla mnie nowość.
Poleżałam jeszcze chwilę w łóżku aż wyszedł.
-­ Kinga..-­ zaczął z wahaniem
-­ Tak?
-­ Jeśli teraz wyjdę to zobaczymy się dopiero w Nowym Jorku
Spuściłam głowę. Miał rację.
-­ Ale musisz. Wiesz jaki jest Toni. A poza tym,samolot mam dopiero wieczorem. Może zdążymy
-­ Ale jeśli nie...-­ powiedział i ujął moją twarz w dłonie namiętnie całując.
-­ Do zobaczenia-­ wyszeptałam gdy przestał,po czym uśmiechnął się smutno i wyszedł.
No tak. Znowu wracamy do punktu wyjścia. 


*

Tak jak się spodziewałam,zobaczyliśmy się z Rafą dopiero podczas Us Open a konkretniej podczas imprezy Nike organizowanej co raku nad rzeką Hudson. Na szczęście zabrakło na niej Karoliny i tym razem nie miał mi kto zniszczyć sukienki,a ubrałam zwyczajną małą czarną z rękawami na ramionach i dekoltem w łódkę.
Impreza jak impreza,nic specjalnego. Jedzenie,alkohol,muzyka i rozmowy w towarzystwie. Pod jednym względem jest jednak wyjątkowa-nie muszę przychodzić sama co skrzętnie wykorzystuję zabierając Marinę i Spencera. Rafa zresztą też nie przyszedł sam,pojawił się wraz z całą swoją ekipą.
Podczas całego przyjęcia byliśmy aż do bólu ostrożni. Żadnych zagadkowych uśmiechów,głaskania po ręce,o pocałunku nie wspominając. Mogłabym zostać aktorką. Zrobiliśmy sobie jedynie przyjacielskie zdjęcie,które wrzuciłam na Facebooka. Cały ten teatrzyk zaczynał mnie już irytować,chciałam na każdym kroku pokazać co nas łączy. Ale skoro Rafa tego nie chciał...
Tym razem jednak spełniliśmy przyrzeczenie i wynajęliśmy razem pokój. Jeśli będę miała dość siły żeby co rano wstawać na trening to wpiszcie mnie do księgi rekordów Giunessa. Spencerowi średnio się to podobało,ale on sam miał od kilku turniejów pokój z Mariną więc wolał się nie oddzywać .Między nimi robiło się coraz poważniej. W sumie cieszę się ich szczęściem,ale w dalszym ciągu to dla mnie dziwna sytuacja. Gisela twierdzi,że to normalne,ale później idzie się przyzwyczaić. Cóż,mam nadzieję,bo nie chciałabym kiedyś nakryć ich w łóżku.
To by miało zdecydowanie zły wpływ na moją karierę i psychikę przy okazji.

*
Zapowiadał się ciekawy turniej....
W pierwszej rundzie grałam z Simoną Halep z Rumunii,która owszem,na korcie była sławna ale bynajmniej nie ze swoich tenisowych umiejętności tylko...ekhem,walorów. I chociaż to była już przeszłość ludzie nadal kojarzyli ją jako tenisistkę z największymi cyckami. Współczułam dziewczynie.
Zgarnięcie tytułu było o tyle łatwiejsze(chociaż nie jestem pewna czy w moim przypadku można już mówić o łatwości),że z powodu kontuzji stopy nie zagra Serena Williams. Cały tour oddycha pewnie z ulgą.
Rafael,jak na mistrza przystało drabinkę ma dość prostą. W pierwszej rundzie Teimuraz Gabashwilli. Takiemu to dobrze. Nie to co ja,bądź co bądź jeszcze żółtodziób,który musi płacić za zwycięstwo litrami potu.
Nie to żeby on tego nie robił. Zdążyłam go poznać już na tyle,że nauczyłam się jego niektórych nawyków. Walka do ostatniej piłki była jednym z nich. Po prostu jemu jest łatwiej mając pozycję i nazwisko.
Ach,i jeszcze jedna ważna rzecz. Caroline znów puszy się niemiłosiernie,bo “w zeszłym sezonie doszła do finału”.Tak,tak i co z tego?
Najbardziej na świecie pragnę zobaczyć jej minę,kiedy publicznie wyznamy światu swój romans. To będzie bezcenne!
Ale na razie trzeba z tym poczekać i póki co cieszyć się ze wspólnie wynajętego pokoju.
-­ Kochanie,nie zapomnij,że idziemy dzisiaj na popołudniowy trening z Tonim-­ przypomniał Rafael gdy wychodziłam z Giselą pozwiedzać miasto
-­ Nie zapomnę-­ musnęłam ustami jego wargi-­ Wszak już jutro zaczyna się turniej
Obie ustaliłyśmy,że w ostatni dzień wolny wypadałoby zwiedzić Nowy Jork. Nie wiem jakim cudem zdążymy to zrobić,ale liczą się chęci.
Wiem jedno.”Zwiedzanie” zawsze kończy się zakupami!

To chyba będzie ostatni dłuższy rozdział, bo zauważyłam, że do końca części pierwszej pozostało bardzo niewiele, więc trzeba dawkować. Poza tym, przyszłe wydarzenia muszę oddzielić osobną klamrą, więc musiałam ten przedłużyć. No i jestem otwarta do dyskusji o wczorajszym półfinale :D
Do wtorku :*
Gatique

3 komentarze:

  1. Matko jedyna, mam tylko nadzieję, że nie zrobisz z tego "Pięćdziesięciu twarzy Greya" bis :D Może to tylko moje złudzenie, że w tym rozdziale było tego jakoś więcej niż zwykle, (kajdanki + wanna), bo sama się nie rozpisuję w tej kwestii :D
    Słodko było dzisiaj, choć Kinga i Rafa nie mieli dla siebie wiele czasu, ale skoro zbliżamy się do końca części pierwszej, to musi oznaczać jakąś zmianę, bo nie bez powodu podzieliłaś opowiadanie.
    Aha, i jeszcze kibicuję Giseli. Żadnych silikonów, bleee!
    Już lecę do zakładki pogawędkowej, żeby nie robić bałaganu. Wczorajszy mecz nie może się obejść bez komentarza!

    OdpowiedzUsuń
  2. Strasznie przepraszam za moją długą nieobecność w postaci komentowania. Nie wiem, co we mnie wstąpiło. Wszyściutko czytałam, a kiedy miałam coś napisać, nie wiedziałam, co.. Jeszcze raz strasznie przepraszam. :C
    Uh, okej. Postaram się coś napisać, chociaż nadal nie potrafię. Nie wiem, co ze mną nie tak..
    Um, więc zdziwiła mnie zmiana postawy Kingi w grze. W tamtym odcinku mówiła coś, że zmieniła podejście, stara się bardziej dla Rafy, a tu przegrywa. I to jeszcze się poddała! Wiem, że to by nic nie zmieniło, ale mogła walczyć do końca..
    No i ta dziewczyna tego Juana. Jak ja nie lubię takich plastików. Znaczy okej, nie powinnam oceniać ludzi po okładce, ale zazwyczaj osoby, które są piękne na zewnątrz, są okropne w środku (nie chodzi mi tu o organy XD). Mam nadzieję, że chłopak przejrzy na oczy i wybierze Gisela'e (nie mam pojęcia, jak odmienić jej imię ._.)
    No nic, ja lecę.
    Jeszcze raz przepraszam! ;c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nic się nie stało, nie musisz przepraszać :)
      Co do postawy: W tenisie już tak jest,że czasem jak przeciwnik gra zbyt dobrze to pomimo najszczerszych chęci nic się nie da z tym zrobić i trzeba po prostu pogodzić się z porażką. Dlatego też Kinga oceniając swoje szanse w gemie serwisowym Serbki stwierdziła,że już i tak niewiele zdziała :) Walczyła na tyle ile się dało, ale skoro sie nie dało to trudno ;)
      Aha, i po prostu Gisela,Giselę,Giseli. Normalna odmiana ;)
      Kiedy jakaś nowość u Ciebie?

      Usuń