– No
gdzie jest ten samolot?! – denerwowałam się się w myślach
kręcąc się bez celu po lotnisku – Miał tu być dziesięć
minut temu!
Zdenerwowana
wyciągnęłam komórkę. Było dziesięć po dziewiątej,wszędzie
ciemno i ponuro. Trochę się bałam
– Marina,wiesz
gdzie jest ten cholerny samolot? – spytałam moją menadżerkę gdy
w końcu odebrała telefon. O dziwo nie była zaspana,mimo że w
Kazaniu na pewno było już gdzieś po jedenastej.
– Podobno
mają jakąś awarię i spóźnią się pół godziny
– Dzięki
że mi powiedziałaś – odparłam z przekąsem – Przynajmniej w
tej poczekalni jest ciepło
– Och,przepraszam.
Dosłownie przed chwilą zadzwonili. Także nie martw się,na pewno
przyleci
– Ale
nie zdążę!
– Och,fakt!
– pisnęła – Cholera,niedobrze!
– Dobra,jakoś
dam sobie radę – ucięłam,bo nie chciałam żeby i ona tu
histeryzowała.
W
poczekalni było pusto,jakieś pojedyncze osoby spoglądały na plan
lotów. Cieszyłam się,że nikt do mnie nie podszedł i nie
zaczepił,ale zadbałam żeby tak było odpowiednim kamuflażem.
Długi,czarny płaszcz i kapelusz z szerokim rondem zrobiły swoje.
Pokręciłam się zatem po całym budynku aż w końcu zauważyłam
światła samolotu podchodzącego do lądowania i odetchnęłam z
ulgą.
*
– Szybciej,szybciej,ląduj!
– poganiałam w myślach latającą maszynę – I tak jestem
spóźniona!
Była
osiemnasta czasu amerykańskiego i jak zdążyłam się
zorientować,mecz zbliżał się do końca(Nigdy więcej nie polecę
takim samolotem,ale trzeba przyznać,że był pierwsza klasa!)
Tomeu
i reszta z pewnością myślą,że ich wystawiłam. Szlag by trafił
tych profesjonalistów!
Gdy
tylko wylądowałam na lotnisku JFK pognałam co sił(a przynajmniej
na tyle,ile pozwoliły mi szpilki) złapać taksówkę. Było to
troszkę trudne zważywszy na to,jak bardzo lotnisko jest oddalone od
chociażby obrzeży miasta,ale w Nowym Jorku najwyraźniej nie ma
rzeczy niemożliwych. Ponadto zbierało się na deszcz.
– Na
Flushing Meadows proszę – rzuciłam szybko ledwo łapiąc oddech.
Kierowca
obrócił się w moją stronę. Był z całą pewnością wysokim
afroamerykaninem.
– Pani
Kolat? – spytał.
– Tak,to
ja – odparłam zdziwiona.
– Bardzo
mi miło! Uwielbiam pani grę.
– Cieszę
się – uśmiechnęłam się do niego,a on odpalił gaz i ruszył.
– Proszę
mi wybaczyć,ale nie wybaczyłbym sobie gdybym nie spytał:Czy to
prawda,że jest pani z Rafaelem Nadalem?
Całe
szczęście byłam na to przygotowana.
– Hm...niezupełnie.
Jadę żeby wszystko odkręcić i dam panu solidny napiwek i autograf
jeśli zawiezie mnie pan tam jak najszybciej!
– Ok,proszę
się trzymać! – powiedział i przyspieszył do jakichś stu
pięćdziesięciu na godzinę a mną rzuciło.
– Wow
– wyrwało mi się – A jakiś kodeks drogowy?
– Nowy
Jork nie ma zasad! – odparł.
Po
kilku minutach szaleńczej jazdy dotarłam przed korty
– Dziękuję
panu – powiedziałam dając mu napiwek i autograf – Jest pan moim
bohaterem.
– Drobiazg.
Polecam się na przyszłość! – kiwnął mi głową i przypiął
kartkę z autografem do deski rozdzielczej i odjechał z piskiem
opon.
A
ja pędem ruszyłam na kort Arthura Ashe'a. Wokół było jasno i
głośno;okrzyki z kortu centralnego dochodziły aż do wejścia.
Musiało się tam dziać.
Gnałam
przed siebie omijając kontrole biletów i niemal z hukiem weszłam
na arenę. Oślepiły mnie światła reflektorów i ogłuszyła
kakofonia okrzyków i muzyki. Przynajmniej wkroczyłam podczas
przerwy,obejdzie się bez zamieszania.
– Jesteś
– szepnął uradowany Tomeu gdy zajęłam swoje miejsce obok Any
Marii – Myśleliśmy,ze się nie zjawisz!
– Samolot
mi się spóźnił,potem jazda...ach,nieważne .Jaki wynik? –
wykrztusiłam łapiąc oddech.
– Jest
po 4 w drugim secie – oznajmiła Maribel – Dobrze cię widzieć
Uśmiechnęłyśmy
się do siebie,a wtem Ana Maria powiedziała:
– Czekajcie,chyba
przerwą mecz!Zaczęło padać!
Och
nie. Jeszcze tego brakowało!
– Schodzą
z kortu – stwierdził Tomeu wstając – Kinga,idziesz ze mną!
Jęknęłam
podnosząc się z krzesła. Czy zdążę choć na chwilę złapać
oddech?
Ruszyłam
za nim,Tonim i Titinem krętymi korytarzami prowadzącymi do szatni
zawodników. Chwila prawdy.
Rafael
siedział na drewnianej ławie i zmieniał koszulkę. Weszłam
ostatnia,a gdy mnie zobaczył-oniemiał.
– Co
ty tu robisz? – spytał zaskoczony,ale uradowany.
– Przyjechałam
żeby cię obejrzeć – wzruszyłam ramionami z uśmiechem.
– Toni,Titin,Tomeu
zostawcie nas proszę na chwilę – zarządził.
Toni,z
grymasem niezadowolenia spełnił prośbę bratanka i podopiecznego a
za nim wyszli pozostali. Gdy tylko wyszli zbliżył się do mnie i
namiętnie pocałował w usta kompletnie zaskakując.
– Nie
mów nic,proszę cię – wyszeptał wsuwając rękę w moje włosy –
To wszystko moja wina.
– Nie,nie
wszystko. Powinnam dac ci wyjaśnić...
– Tu
nie ma nic do wyjaśnienia,ja faktycznie nie wyobrażam sobie związku
z kobietą spoza Majorki.
Odskoczyłam
gwałtownie. Zaczyna się znowu...
– Ale
ty dla mnie jesteś właśnie kobietą z Majorki. Jesteś taka
ciepła,czuła i otwarta. Idealna Majorkanka.
Uśmiechnęłam
się lekko
– Poważnie?
– Jak
najbardziej. Nie mam pojęcia jak to możliwe,ale tak właśnie jest.
I przepraszam,że byłem takim egoistą,przyniosłem wstyd rodzinie
– Nic
się nie stało – odparłam i przytuliłam go.
– Powinienem
był powiedzieć wcześniej,ale problem polega na tym...że ja nie
mogę się zdecydować kim być w kwestii związków;Rafą
wojownikiem czy Rafaelem tchórzem.
– Jesteś
dokładnie pomiędzy nimi – powiedziałam miękko.
– I
to jest właśnie mój problem. Wybacz,ale nie potrafię go rozwiązać
– Nie
musisz – odparłam ujmując jego twarz w dłonie – Ja się tym
zajmę.
Pocałowałam
go lekko w usta,a on odwzajemnił pocałunek głębiej i mocniej niż
bym się spodziewała.
– Jeszcze
jedno Kinga – odparł odsuwając się lekko.
Popatrzyłam
na niego ze zdziwieniem
– Nigdy
więcej ukrywania się.
I
zanim zdążyłam coś odpowiedzieć zamknął mi usta kolejnym
cudownym pocałunkiem...
No to the end :D Znów niezbyt długi,ale mam nadzieję,że treść nadrabia. Znowu się zrobiło słodko-cukierkowo,ale wszystko do czasu ;) Karmelku,bardzo się cieszę, że lubisz Marinę i Spencera i w takim wypadku mogę Ci obiecać,że w następnej części będziesz miała co do nich mieszane uczucia :D Ale cicho,to dopiero od następnego tygodnia.
A na razie znikam.
Gatique
Ja też lubię Marinę i Spencera - taki team to skarb :)
OdpowiedzUsuńNo i koniec tej części... Rozumiem, że nowa dopiero za jakiś czas :) Już nie mogę się doczekać, co się w niej wydarzy, skoro się teraz tak ładnie Kinga z Rafą pogodzili :)
Sorry, że ostatnio nie skomentowałam rozdziału, ale w ten upał nawet nie chce mi się do kompa siadać, a wiadomo, jak to z komentarzami w wersji mobilnej ;D
I dziękuję Ci bardzo, najwierniejsza obecnie moja czytelniczko, za regularne opinie pod rozdziałami :) I potwierdzam, że odczuwam w pewnych sprawach telepatię między Tobą a mną, a i czasem między mną a Sorciere :D Coś w tym jest!
Idę jeszcze na chwilę do pogawędek, zajrzeć na mojego bloga ile tam dzisiaj już wejść, i wyłączam, bo mnie tu laptop grzeje :D
No Rafa, pilnuj Kingi, taka dziewczyna to skarb! Miło się kończy część pierwsza ;] Mam nadzieję, dziewczyny, że trzymacie się jakoś jeszcze w tym upale, bo ja coraz częściej mam ochotę wyemigrować pierwszym lepszym samolotem na Alaskę -,-
OdpowiedzUsuńMieszane uczucia? Nie, nie, nie zmienisz ich. Znaczy chyba. A jeśli będą źli o to, że Kinga jest z Rafą to ja jeszcze bardziej ich polubię. Po prostu jakoś nie lubię ,,majorczyka''.
OdpowiedzUsuńOj Kinga, mam nadzieję, iż Twoja decyzja nie będzie miała złych skutków. Wybacz, że Wam nie kibicuję (co się ze mną dzieje?!), ale tak bardzo mnie denerwuje Twój wybranek. Ja po prostu inaczej nie potrafię. ://
Jak ta część szybko zleciała..
Byłam dziś na basenie i spaliłam sobie czoło. Najlepsze jest to, iż mam grzywkę! Mistrz. XD
Pozdrawiam, karmeeleq.:*