Tekst

wtorek, 11 sierpnia 2015

1.22 Nigdy więcej.

No gdzie jest ten samolot?! – denerwowałam się się w myślach kręcąc się bez celu po lotnisku – Miał tu być dziesięć minut temu!
Zdenerwowana wyciągnęłam komórkę. Było dziesięć po dziewiątej,wszędzie ciemno i ponuro. Trochę się bałam
Marina,wiesz gdzie jest ten cholerny samolot? – spytałam moją menadżerkę gdy w końcu odebrała telefon. O dziwo nie była zaspana,mimo że w Kazaniu na pewno było już gdzieś po jedenastej.
Podobno mają jakąś awarię i spóźnią się pół godziny
Dzięki że mi powiedziałaś – odparłam z przekąsem – Przynajmniej w tej poczekalni jest ciepło
Och,przepraszam. Dosłownie przed chwilą zadzwonili. Także nie martw się,na pewno przyleci
Ale nie zdążę!
Och,fakt! – pisnęła – Cholera,niedobrze!
Dobra,jakoś dam sobie radę – ucięłam,bo nie chciałam żeby i ona tu histeryzowała.
W poczekalni było pusto,jakieś pojedyncze osoby spoglądały na plan lotów. Cieszyłam się,że nikt do mnie nie podszedł i nie zaczepił,ale zadbałam żeby tak było odpowiednim kamuflażem. Długi,czarny płaszcz i kapelusz z szerokim rondem zrobiły swoje. Pokręciłam się zatem po całym budynku aż w końcu zauważyłam światła samolotu podchodzącego do lądowania i odetchnęłam z ulgą.

*

Szybciej,szybciej,ląduj! – poganiałam w myślach latającą maszynę – I tak jestem spóźniona!
Była osiemnasta czasu amerykańskiego i jak zdążyłam się zorientować,mecz zbliżał się do końca(Nigdy więcej nie polecę takim samolotem,ale trzeba przyznać,że był pierwsza klasa!)
Tomeu i reszta z pewnością myślą,że ich wystawiłam. Szlag by trafił tych profesjonalistów!
Gdy tylko wylądowałam na lotnisku JFK pognałam co sił(a przynajmniej na tyle,ile pozwoliły mi szpilki) złapać taksówkę. Było to troszkę trudne zważywszy na to,jak bardzo lotnisko jest oddalone od chociażby obrzeży miasta,ale w Nowym Jorku najwyraźniej nie ma rzeczy niemożliwych. Ponadto zbierało się na deszcz.
Na Flushing Meadows proszę – rzuciłam szybko ledwo łapiąc oddech.
Kierowca obrócił się w moją stronę. Był z całą pewnością wysokim afroamerykaninem.
Pani Kolat? – spytał.
Tak,to ja – odparłam zdziwiona.
Bardzo mi miło! Uwielbiam pani grę.
Cieszę się – uśmiechnęłam się do niego,a on odpalił gaz i ruszył.
Proszę mi wybaczyć,ale nie wybaczyłbym sobie gdybym nie spytał:Czy to prawda,że jest pani z Rafaelem Nadalem?
Całe szczęście byłam na to przygotowana.
Hm...niezupełnie. Jadę żeby wszystko odkręcić i dam panu solidny napiwek i autograf jeśli zawiezie mnie pan tam jak najszybciej!
Ok,proszę się trzymać! – powiedział i przyspieszył do jakichś stu pięćdziesięciu na godzinę a mną rzuciło.
Wow – wyrwało mi się – A jakiś kodeks drogowy?
Nowy Jork nie ma zasad! – odparł.
Po kilku minutach szaleńczej jazdy dotarłam przed korty
Dziękuję panu – powiedziałam dając mu napiwek i autograf – Jest pan moim bohaterem.
Drobiazg. Polecam się na przyszłość! – kiwnął mi głową i przypiął kartkę z autografem do deski rozdzielczej i odjechał z piskiem opon.
A ja pędem ruszyłam na kort Arthura Ashe'a. Wokół było jasno i głośno;okrzyki z kortu centralnego dochodziły aż do wejścia. Musiało się tam dziać.
Gnałam przed siebie omijając kontrole biletów i niemal z hukiem weszłam na arenę. Oślepiły mnie światła reflektorów i ogłuszyła kakofonia okrzyków i muzyki. Przynajmniej wkroczyłam podczas przerwy,obejdzie się bez zamieszania.
Jesteś – szepnął uradowany Tomeu gdy zajęłam swoje miejsce obok Any Marii – Myśleliśmy,ze się nie zjawisz!
Samolot mi się spóźnił,potem jazda...ach,nieważne .Jaki wynik? – wykrztusiłam łapiąc oddech.
Jest po 4 w drugim secie – oznajmiła Maribel – Dobrze cię widzieć
Uśmiechnęłyśmy się do siebie,a wtem Ana Maria powiedziała:
Czekajcie,chyba przerwą mecz!Zaczęło padać!
Och nie. Jeszcze tego brakowało!
Schodzą z kortu – stwierdził Tomeu wstając – Kinga,idziesz ze mną!
Jęknęłam podnosząc się z krzesła. Czy zdążę choć na chwilę złapać oddech?
Ruszyłam za nim,Tonim i Titinem krętymi korytarzami prowadzącymi do szatni zawodników. Chwila prawdy.
Rafael siedział na drewnianej ławie i zmieniał koszulkę. Weszłam ostatnia,a gdy mnie zobaczył-oniemiał.
Co ty tu robisz? – spytał zaskoczony,ale uradowany.
Przyjechałam żeby cię obejrzeć – wzruszyłam ramionami z uśmiechem.
Toni,Titin,Tomeu zostawcie nas proszę na chwilę – zarządził.
Toni,z grymasem niezadowolenia spełnił prośbę bratanka i podopiecznego a za nim wyszli pozostali. Gdy tylko wyszli zbliżył się do mnie i namiętnie pocałował w usta kompletnie zaskakując.
Nie mów nic,proszę cię – wyszeptał wsuwając rękę w moje włosy – To wszystko moja wina.
Nie,nie wszystko. Powinnam dac ci wyjaśnić...
Tu nie ma nic do wyjaśnienia,ja faktycznie nie wyobrażam sobie związku z kobietą spoza Majorki.
Odskoczyłam gwałtownie. Zaczyna się znowu...
Ale ty dla mnie jesteś właśnie kobietą z Majorki. Jesteś taka ciepła,czuła i otwarta. Idealna Majorkanka.
Uśmiechnęłam się lekko
Poważnie?
Jak najbardziej. Nie mam pojęcia jak to możliwe,ale tak właśnie jest. I przepraszam,że byłem takim egoistą,przyniosłem wstyd rodzinie
Nic się nie stało – odparłam i przytuliłam go.
Powinienem był powiedzieć wcześniej,ale problem polega na tym...że ja nie mogę się zdecydować kim być w kwestii związków;Rafą wojownikiem czy Rafaelem tchórzem.
Jesteś dokładnie pomiędzy nimi – powiedziałam miękko.
I to jest właśnie mój problem. Wybacz,ale nie potrafię go rozwiązać
Nie musisz – odparłam ujmując jego twarz w dłonie – Ja się tym zajmę.
Pocałowałam go lekko w usta,a on odwzajemnił pocałunek głębiej i mocniej niż bym się spodziewała.
Jeszcze jedno Kinga – odparł odsuwając się lekko.
Popatrzyłam na niego ze zdziwieniem
Nigdy więcej ukrywania się.

I zanim zdążyłam coś odpowiedzieć zamknął mi usta kolejnym cudownym pocałunkiem...

No to the end :D Znów niezbyt długi,ale mam nadzieję,że treść nadrabia. Znowu się zrobiło słodko-cukierkowo,ale wszystko do czasu ;) Karmelku,bardzo się cieszę, że lubisz Marinę i Spencera i w takim wypadku mogę Ci obiecać,że w następnej części będziesz miała co do nich mieszane uczucia :D Ale cicho,to dopiero od następnego tygodnia.
A na razie znikam.
Gatique

3 komentarze:

  1. Ja też lubię Marinę i Spencera - taki team to skarb :)
    No i koniec tej części... Rozumiem, że nowa dopiero za jakiś czas :) Już nie mogę się doczekać, co się w niej wydarzy, skoro się teraz tak ładnie Kinga z Rafą pogodzili :)
    Sorry, że ostatnio nie skomentowałam rozdziału, ale w ten upał nawet nie chce mi się do kompa siadać, a wiadomo, jak to z komentarzami w wersji mobilnej ;D
    I dziękuję Ci bardzo, najwierniejsza obecnie moja czytelniczko, za regularne opinie pod rozdziałami :) I potwierdzam, że odczuwam w pewnych sprawach telepatię między Tobą a mną, a i czasem między mną a Sorciere :D Coś w tym jest!
    Idę jeszcze na chwilę do pogawędek, zajrzeć na mojego bloga ile tam dzisiaj już wejść, i wyłączam, bo mnie tu laptop grzeje :D

    OdpowiedzUsuń
  2. No Rafa, pilnuj Kingi, taka dziewczyna to skarb! Miło się kończy część pierwsza ;] Mam nadzieję, dziewczyny, że trzymacie się jakoś jeszcze w tym upale, bo ja coraz częściej mam ochotę wyemigrować pierwszym lepszym samolotem na Alaskę -,-

    OdpowiedzUsuń
  3. Mieszane uczucia? Nie, nie, nie zmienisz ich. Znaczy chyba. A jeśli będą źli o to, że Kinga jest z Rafą to ja jeszcze bardziej ich polubię. Po prostu jakoś nie lubię ,,majorczyka''.
    Oj Kinga, mam nadzieję, iż Twoja decyzja nie będzie miała złych skutków. Wybacz, że Wam nie kibicuję (co się ze mną dzieje?!), ale tak bardzo mnie denerwuje Twój wybranek. Ja po prostu inaczej nie potrafię. ://
    Jak ta część szybko zleciała..
    Byłam dziś na basenie i spaliłam sobie czoło. Najlepsze jest to, iż mam grzywkę! Mistrz. XD
    Pozdrawiam, karmeeleq.:*

    OdpowiedzUsuń