Tekst

piątek, 9 października 2015

2.11 Wszędzie zmiany

Tej nocy nie spałam prawie w ogóle i dlatego też nad ranem treningowe przyzwyczajenie spało razem ze mną. A właściwie z nami. Rafa też był zbyt wycieńczony,by jego organizm mógł o nim pamiętać. Ja jednak gdy już się obudzę to spać nie mogę. O dziewiątej wstałam starając się nie budzić mojego narzeczonego i narzucając szlafrok na nagie ramiona ruszyłam na dół po śniadanie. Nie przejmowałam się tym,że szlafrok nie jest zbyt odpowiednim strojem. Miałam czasami prawo pogwiazdorzyć. Byle tylko nie za często,bo Toni gotów mnie zabić w każdej chwili.
Wzięłam na tacę kilka rogalików,sok pomarańczowy,kawę i jogurt cytrynowy dla siebie,oraz truskawkowy dla Rafy po czym udałam się ze wszystkim na górę. Zapach kawy i świeżych rogalków działał na mój żołądek jak płachta na byka i dlatego postanowiłam szybko go rozbudzić. No i Rafę przy okazji.
Obrócił się na drugi bok,szczelnie opatulony kołdrą. Zachichotałam i odstawiłam tacę na stolik. Kubełek z szampanem wciąż tam stał,a na podłodze pełno było nieco przywiędłych już płatków róż.
Dzień dobry kochanie – zaświergotałam słodko nachylając się nad śpiącym mężczyzną – Pora już wstawać.
Mruknął coś tylko i strącił moja rękę . Potrząsnęłam więc lekko jego ramieniem.
Rafael skarbie,obudź się – mówiłam.
W końcu odwrócił się w moją stronę i otworzył oczy,chociaż nie całkiem jeszcze kontaktował.
Co się stało? – spytał sennie.
Późno już,czas wstawać na trening.
Co?! – krzyknął przerażony i momentalnie się poderwał.
Zachichotałam na widok jego reakcji. To był dobry pomysł.
Żartowałam. Jesteśmy w Krakowie,pamiętasz?
Ach,tak-mruknął i położył się na wznak – Kinga,po co mnie budzisz tak wcześnie?
Przyniosłam śniadanie – wzięłam tace do ręki i położyłam mu na brzuchu. – Proszę. Smacznego.
Kawa? – skrzywił się – Od kiedy pijemy kawę?
-Dzisiaj się napijemy. Nikt nam nie zabroni.
Wzruszył tylko ramionami i zabrał się do jedzenia. Dziwnie było jeść śniadanie nago w łóżku,dlatego gdy tylko skończyliśmy,wsunęłam się z powrotem pod kołdrę. Uniosłam rękę i popatrzyłam na pierścionek zaręczynowy na moim serdecznym palcu. Uśmiechnęłam się na wspomnienie wczorajszego wieczora i tego,jak bardzo się pomyliłam.
Dobrze,że ci się podoba – napomknął Rafael gdy zobaczył,że podziwiam prezent od niego. – Nie mogłem się zdecydować. Maribel pomagała mi wybierać.
Ma dobry gust – przyznałam – Jest cudowny,nie mogę się doczekać by wszystkim go pokazać!
Rafael zasmucił się lekko i objął mnie ramieniem.
A co z twoimi rodzicami?Jak myślisz,co powiedzą na to,że ich córka wychodzi za mąż?
Zapewne się ucieszą – skłamałam. Na pewno mieliby milion wątpliwości. – Każda matka chce by jej córka wyszła za mąż,prawda?
Ja tam nie wiem – skapitulował – Moja mama jakoś nie naciska na Maribel. Za to na mnie...
Mama kazała ci się ożenić? – uniosłam głowę i zaśmiałam się. To w sumie by pasowało.
Tak wprost to nie,ale wciąż powtarza jak bardzo cię lubi i że chciałaby cię mieć jako synową.
No to będzie miała – skwitowałam – Pytanie tylko kiedy?
Oj,proszę cię,nie myślmy o tym jeszcze – machnął ręką zniecierpliwiony – Na razie cieszmy się sobą dobrze?I skupmy się na tenisie.
Pokiwałam potulnie głową. Trochę zaniepokoiło mnie podejście z jakim podchodził do sprawy naszego ślubu,ale na razie się tym nie przejmowałam. Dla mnie samej była to świeża sprawa i musiałam przywyknąć do faktu,że niedługo zostanę mężatką,więc nie dziwiłam się jemu,facetowi z krwi i kości. Oni zawsze podchodzą do małżeństwa dosyć sceptycznie,bynajmniej w Polsce. Z moim byłym chłopakiem byłam związana od przeszło pięciu lat,ale przez cały nasz związek ani razu nie wspomniał o ślubie,czy nawet zaręczynach. A teraz proszę,półtorej roku i trzeba zamawiać u Mariny suknię ślubną.
Hiszpanie to jednak mają tempo.
Będziemy mieli teraz gorący okres – westchnął ciężko Rafael.
Dlaczego?
No bo spójrz:teraz odpoczywamy,ale później Us Open Series:dwa duże turnieje pod rząd i Us Open. W międzyczasie może jeszcze jakiś mniejszy...
Ja mam Stanford – wtrąciłam wzdychając. – To już w przyszłym tygodniu.
No właśnie. Wszystko to te cholerne twarde korty. Dużo pracy przed nami.
Oj tak
Pomyślałam o treningach z Tonim na hardzie i niemal się przeraziłam. Skoro daje mi taki wycisk na mojej ulubionej mączce,to co będzie,gdy przyjdzie czas na beton?Chyba zabije mnie pierwszą lepszą piłeczką...Ale zaraz,przecież miałam sprawdzić oferty innych trenerów.
A właśnie,będę musiała wylecieć wcześniej na treningi do Anglii. Spencer ma więcej twardych kortów w swojej akademii niż my na całej Majorce. – oznajmiłam – Co będziesz robił przez ten czas?
Trenował z Tonim oczywiście – odrzekł poważnie,jakby został zaprogramowany na taką odpowiedź.
A nie chcesz lecieć ze mną? – zasugerowałam delikatnie. Dobrze by mu zrobiło wyrwanie się z żelaznego ucisku Toniego.
Nie kochanie. Ja mam swojego trenera od tylu lat...nie chcę tego zmieniać.
Ja nie mówię,żebyś zmienił. Po prostu może przyda ci się urozmaicenie.
Nie,dziękuję. Dam sobie radę.
Cmoknął mnie w policzek na uspokojenie.
Jak chcesz – mruknęłam tylko nieco zirytowana.
Ale tobie to się przyda jak najbardziej – dodał szybko widząc,że markotnieję. – Ciesz się treningami ze Spencerem póki możesz. Potem będzie ci go brakowało.
Jak cholera. I jego i Mariny. Oboje byli ze mną przez tyle czasu,że są mi bliżsi nawet niż rodzice. Nie przesadzam. Kto stoi za moimi sukcesami? Spencer. A kto zawsze należycie je celebruje?Marina.
Koło się domyka. A niedługo zamknie się na zawsze i zostanę sama pozostawiona na pastwę losu z masochistycznym trenerem i jego bratankiem,który mimo swoich uczuć w tej materii na pewno mi nie pomoże. Chyba,że do tej pory któryś z potencjalnych trenerów wyrazi chęć współpracy.
Zgoda. Będzie jak chcesz – skapitulowałam i wysunęłam się z jego uścisku wstając z łóżka.
Uraziłem cię czymś? – spytał zdezorientowany Rafael.
Nie skarbie. Spójrz na zegarek. Późno już.
Nachyliłam się nad bagażem w poszukiwaniu czegoś do ubrania. Odrobinę się krępowałam,bo wciąż byłam całkiem naga i nawet świadomość,że Rafael zna moje ciało jak własną rakietę nie dodawała mi pewności siebie.
Za oknem świeciło słońce,ale wiatr szarpał gałęziami drzew zwiastując nieco chłodniejszy dzień. Zabrałam więc do łazienki luźny niebieski sweterek,białe dżinsy i bieliznę.
Zaczynało mi się powoli tutaj nudzić. Owszem,to mój kraj,mój dom,ale przez te kilka miesięcy przywiązałam się do Majorki jak ekolog do drzewa. Zwyczajnie za nią tęskniłam. Tęskniłam za domem. Za słońcem,plażami,piaskiem,morzem,ale przede wszystkim za tym co tam zostawiłam-wspomnienia,które tam mieszkają są dla mnie bezcenne.
Umyłam zęby i twarz. Skrzywiłam się widząc sztywną masę,jaką zostawił zamiast włosów lakier. Nienawidziłam go używać,ale niekiedy musiałam. Że też Rafael nie zdążył go porządnie rozczesać...
No nic. Trzeba umyć. Westchnęłam i odkręciłam wodę pod prysznicem,po czym weszłam do kabiny. Ustawiłam głowicę na tzw. „deszczówkę” i stałam czując jak ciepła woda spływa mi po plecach,włosach i twarzy. Jak prawdziwy letni,majorkański deszcz.
W międzyczasie myślałam o tym,co się wydarzyło. W ciągu niespełna dwudziestu czterech godzin moje życie obróciło się o trzysta sześćdziesiąt stopni,chociaż wydawało się,że zmierza ku zagładzie. Jakże głupi jest ludzki umysł w porównaniu z przeznaczeniem...
Naprawdę było mi wstyd za moje podejrzenia,ale kiedy zamykałam oczy i im dłużej myślałam,tym bardziej odnosiłam wrażenie,że wstyd spływa razem z mydlinami. Każdy ma przecież prawo do błędu,nieważne jak byłby on duży.
Wzdrygnęłam się lekko,gdy usłyszałam szmer otwieranej kabiny.
No i nici z mycia włosów.

*

Jak się okazało,dwa dni później zostałam w Krakowie sama. No może nie całkiem. Okazało się,że Tomeu wraz z Rafaelem wybierali się na urodziny do jakiegoś przyjaciela i mój kochany musiał wrócić. Zostawił mnie jednak pod opieką Agi. I,jak się okazało to właśnie dlatego tak często ze sobą korespondowali. On jest taki kochany,a mnie jest tak wstyd,że dałam się nabrać na jakieś głupie buziaki w SMS-ie. Ale przynajmniej mogłam się w końcu porządnie wyspać.
Po południu umówiłam się z Agą na kawę w jej ulubionej kawiarni blisko rynku. Jak sama twierdziła była mała i kameralna i podawali w niej pyszne ciasto,więc akurat w sam raz.
Tak mi głupio,że podejrzewałam was o romans – przyznałam się ze wstydem po raz chyba setny.
Aga tylko się zaśmiała i machnęła ręką.
Daj sobie spokój,było minęło. Ale wiesz,że to nawet śmieszne?Ja i on...
Zmarszczyłam gniewnie brwi.
To znaczy jest przystojny i w ogóle... – zreflektowała się szybko – Ale ten związek byłby bez szans. Jak niby mielibyśmy gadać? On ledwo mówi po angielsku,a ja może znam ze dwa słowa po hiszpańsku.
No wiem – westchnęłam obracając filiżankę w dłoniach – Tyle razy sobie obiecywałam,że trochę go podszkolę,ale jakoś nigdy nie ma czasu,albo zapominam.
Musisz coś z tym zrobić – stwierdziła.
Wyobrażasz sobie tłumaczenie innego języka w jeszcze innym?Patologia – skwitowałam upijając łyk bezkofeinowego frappucino.
– Na pewno nie będzie tak źle...
Oby. Bo jeśli tak to chyba się załamię. Dobrze,że przynajmniej z tobą mogę porozmawiać w ojczystym języku. Nawet nie wiem kiedy go ostatnio używałam inaczej niż do zamawiania w restauracjach.
Ale poza tym to chyba ci tam dobrze co?-spytała odkrawając kawałek ze swojego makowego tortu.
Jest świetnie naprawdę. Ale brakuje mi własnego języka.
A rodziców nie? – zdziwiła się
Westchnęłam.
Szczerze mówiąc to cieszę się,że już tam nie mieszkam. Ciągle się kłócą.
A że właśnie przeze mnie to już nie ważne...
Wiem o czym mówisz – spuściła smętnie wzrok – Teraz w Paryżu przegrałam między innymi przez ojca i tę jego nową wywłokę.
Skrzywiła się ostentacyjnie.
Koszmar – stwierdziła i ponownie zatopiła widelczyk w torcie.
Poczułam ukłucie w sercu. Mam nadzieję,że mój ojciec czegoś takiego się nie dopuści. Chybabym go zabiła. Za siebie i za mamę.
Odchrząknęłam tylko i poruszyłam się na krześle. Aga nagle uśmiechnęła się szeroko.
Ej,właściwie to nie widziałam twojego pierścionka. Dawaj go tu!
Podsunęłam jej lewą dłoń. Aga dotknęła go lekko.
Śliczny – powiedziała w końcu – Naprawdę. Musi mu na tobie bardzo zależeć.
Mam nadzieję – zaśmiałam się krótko. – W końcu będziemy mogli zacząć żyć jak normalna para. Razem,bez rodziców,bez ograniczeń....bez Caroline.
Agnieszka machnęła ręką,ale uśmiechnęła się porozumiewawczo.
O nią bym się nie martwiła.
Jak to? – spytałam swobodnie popijając kawę.
Ma chłopaka. Nie słyszałaś?
Mało brakowało,a media miałyby na okładkach moje zdjęcie z kawą na spodniach. Że co?!
Przepraszam,powtórz-wymamrotałam
No,nasza Karolina ma nowego chłopaka. Rory McIlroy .Kojarzysz?
Potrząsnęłam głową.
Uff,czyli nie jestem jedyna – westchnęła – No w każdym razie to właśnie on. Golfista. Chodzą ze sobą już dwa miesiące.
Skąd ona go wytrzasnęła?
Isia wzruszyła ramionami.
A bo ja wiem? Za nią nie nadążysz.
Uniosłam brwi. Czyżby koniec wielkiej przyjaźni?
Pokłóciłyście się?
Nie,ale trochę zaczyna mnie denerwować – przyznała.
Witaj w moim świecie – mruknęłam.
No bo zachowuje się jak nie wiadomo kto. Robi z siebie idiotkę prawie za każdym razem. Słyszałaś bajeczkę o kangurze?
Pokiwałam głową.
Otóż w Australii,podczas AO,Caroline opowiedziała złaknionym sensacji dziennikarzom,że kiedy była w zoo ugryzł ją kangur. Oczywiście wszyscy od razu zaczęli o tym pisać,a ona nieświadoma wydźwięku swojego "dobrego żartu" musiała robić sprostowanie. No. I tak skończyła się błyskotliwa kariera kabaretowa Woźniackiej.
No właśnie – westchnęła – A teraz jest tylko gorzej...
A było lepiej? – nie mogłam się powstrzymać.
Przestań – zganiła mnie – Nie zawsze taka była.
Dla ciebie może nie – zgodziłam się – Ale uwierz mi,że wiem co mówię.
No w sumie to nieźle dała ci w kość z tym donosem do mediów – przyznała Aga dopijając swoją kawę.
I to jeszcze jak. Przez nią niemalże straciłam Rafaela...ale było minęło,teraz jest dwa razy lepiej niż było.
Co masz na myśli? – uśmiechnęła się dwuznacznie.
Lekko się zarumieniłam,ale trzymałam pozory niewzruszonej.
Naprawdę mam wdawać się w szczegóły?
Niech pomyślę...tak!
O masz...tutaj?-rozejrzałam się dookoła. Zdawało mi się,że ludzi wokoło tylko czyhają na jakąś pikantną ploteczkę.
-A czemu nie?-wzruszyła ramionami.-Zdradź mi jakiś szczegół z tego twojego niebiańskiego życia erotycznego.
Po chwili Agnieszka ryknęła śmiechem.
Chodźmy już,co?Robi się zimno.
Ach tak,racja. Zupełnie zapomniałam,że mam trening wieczorem. – pacnęła się w czoło
Czemu wieczorem? – zdziwiłam się. Spencer zawsze robił treningi po południu albo rano. Toni zreszą też. Ale wieczór?Wieczorem trzeba się bawić,albo odpoczywać.
Próbuję dzisiaj z Tomkiem – wyjaśniła narzucając płaszcz na ramiona.
Co takiego? – uniosłam brew prowokująco
Szesnaście stron kamasutry – odparła zgryźliwie. Tym razem to ja się roześmiałam. – Zastanawiam się,czy nie lepiej będzie odpocząć trochę od ojca. W sensie tenisa.
Dobry pomysł – pochwaliłam – Nie chcesz chyba być jak Karolinka?
A idź mi z nią – wzdrygnęła się.
Moja dziewczyna – poklepałam ją po ramieniu uśmiechem.
Odprowadziła mnie pod sam hotel akurat jak zaczęło się ściemniać,bo zrobiłyśmy sobie jeszcze krótki spacer po rynku. Oczywiście Tomek na pewno nie będzie zadowolony ze spóźnienia Agi,ale co tam. Nie mój problem.
W recepcji zaproponowano mi kolację,ale zrezygnowałam. Nie byłam głodna,a kawa i ciastko skutecznie uśpiły mój żołądek. Miałam więc trochę czasu dla siebie.
A jako,że nie miałam nic do roboty w ten wieczór,postanowiłam się wybrać na hotelowe jacuzzi i saunę. Nie wzięłam tylko stroju kąpielowego,ale to nic. Przyzwyczaiłam się już do nagości. Pech chciał,że akurat gdy wychodziłam zadzwonił telefon.
Halo? – rzuciłam nie zerkając na wyświetlacz będąc zajętą szukaniem balsamu do ciała.
Hej kochanie – usłyszałam przytłumiony głos Rafaela – Jak tam?
W porządku. Byłam z Agą w mieście,a teraz idę do sauny. Powiedz lepiej jak tam impreza?
Eee,impreza jak impreza – odparł nieco znudzony – W sumie to wolałbym zostać z tobą.
Nie możesz zaniedbywać kolegów przeze mnie – skarciłam go. W sumie to była prawda,ale potrzebowałam też nieco spokoju.
Wiem,ale tu naprawdę jest nudno. A Juan to nie mój kolega,tylko kolega Tomeu.
Przeżyjesz. Wypij coś mocniejszego to ci przejdzie – poradziłam.
Mocniejszego?
No tak. Nie mają wódki,albo chociażby piwa?
Nie – westchnął – Tylko wino.
-Łeee. Do wesela musisz nauczyć się porządnie pić. – zarządziłam – Nie chcę,żebyś mi się wyłożył po dwóch kieliszkach czystej.
Powiedziała kobieta,która prawie leży po trzech kieliszkach szampana – odgryzł się.
Nie przesadzaj. Jestem Polką,mam picie we krwi. Wy Iberyjczycy pić nie umiecie.
Się okaże – odparł pewnie – Udowodnię ci to dzisiaj.
Taa?A niby jak,skoro jesteśmy w dwóch różnych krajach?
Tomeu świadkiem. Muszę kończyć. Na razie.
-Pa.
Jak on umie pić to ja jestem matka Teresa z Kalkuty. Trochę się boję,że jednak przesadzi,ale w końcu jest dużym chłopcem. Nie mogę go trzymać za rączkę całe życie.
No nic. Spakowałam ręczniki i udałam się na zamówione zabiegi. W jacuzzi myślałam o Adze i jej próbie zmiany trenera. Wszyscy dookoła stosują jakieś zmiany. Lepsze,gorsze,wszystko jedno. Próbują coś zmieniać i się nie boją. Czemu ja miałabym się bać?No,poza tym,że mój przyszły trener jest kortowym masochistą a przyszłego męża na turniej pakuje mama.
Pełen luz.
Gdy dostatecznie już się napociłam i wymoczyłam,wróciłam do apartamentu i wzięłam prysznic. Krótki,bo przecież moczyłam się w jacuzzi,ale wystarczający by zmyć z siebie chlor.
I już kiedy miałam się kłaść do łóżka,telefon ponownie się rozdzwonił. Jeśli to dzwonił mój mocno wstawiony narzeczony...
Kinga?Blin,czemu nie odbierasz telefonu?Dzwoniłam chyba z pięćdziesiąt razy!
Izvinite Marino,szykowałam się na saunę i jacuzzi. Mów natychmiast co u was? Jak się czujesz?
Dzisiaj całkiem dobrze,nareszcie. Wczoraj wymiotowałam przez pół dnia,a potem Spencer nie nadążał z kupowaniem lodów i czekolady...mówię ci,bycie w ciąży jest strasznie dziwaczne.
Wyobraziłam sobie mojego poważnego trenera latającego szaleńczo do sklepu po lody i czekoladę.
Kabaret roku.
Biedny Spencer. Jak to znosi?
Cóż,nie ma wyjścia. Rano wychodzi do szkoły,a jak wraca to ma mnie na głowie. Nie wiem w sumie co dla niego gorsze. No ale mów jak tam podróż przedślubna?
Wspaniale,tylko,że Rafa aktualnie baw się na imprezie,a ja siedzę sama w Krakowie. Ale luz. Pozwalam mu na to. Szczerze mówiąc to miałam go trochę dość.
No to wróżę ci udane pożycie małżeńskie – skwitowała.
Nie jest tak źle,tylko jestem troszkę...obolała,jeśli wiesz o co mi chodzi.
Zaśmiała się podobnie jak i Agnieszka. Dorosłe kobiety,a na seks reagują jak dzieci. No,Marinie to jeszcze można wybaczyć ze względu na jej stan,ale Aga?
Tak wiem. No to faktycznie odpocznij.
Mnie nic nie będzie. Ty musisz być zdrowa,żeby z nami jeździć. Brakuje mi ciebie.
Wiem,mnie ciebie też – westchnęła – Ale widzimy się niedługo,nie?
Pewnie. Przyjadę trenować.
No to super. Muszę lecieć,bo po raz kolejny chce mi się sikać. Gorzej niż po piwie. Ta ciąża mnie wykończy... No,na razie!
Biedna Marina. Biedny Spencer,że ma ją na głowie. No ale sam sobie jest winien jakby nie patrzeć. Przynajmniej ode mnie ma urlop.
Nie zdążyłam nawet odłożyć telefonu na miejsce,gdy znów zadzwonił.
Cholera,co to jest?Dzień telefonu do przyjaciela? – mruknęłam odbierając.
Ciebie porwali w tym Krakowie czy co?Dlaczego się nie odzywasz? – obruszyła się natychmiast Gisela gdy tylko odebrałam.
Przewróciłam oczami powtarzając tą samą gadkę o usługach SPA,co Marinie.
No,wszystko jedno-stwierdziła,gdy skończyłam. – Mogłaś zadzwonić wcześniej.
Uwierz mi,że nie było kiedy...
Czyżbyś była zajęta śledzeniem swojego niewiernego faceta? – spytała z przekąsem.
A nie – odparłam dumnie – Wręcz przeciwnie. My...
Oświadczył ci się – przerwała mi.
Skąd wiedziałaś? – zdziwiłam się.
Wiedziałam od początku – przyznała – I dlatego tak skutecznie chciałam ci wybić z głowy ten pomysł,ale byłaś nieugięta.
Dziwisz się?
Nie,ale przyznasz,że to śmieszne.
Dobra,dobra wiem – zniecierpliwiłam się – Teraz. Ale wtedy tak niewinnie to nie wyglądało.
Jasne...Jesteś przewrażliwiona i tyle.
A ty byś nie była,gdyby na przykład Zaira chciała wrócić do Juana?! – wybuchnęłam.
Byłabym – odparła spokojnie. – Ale mu ufam.
Jesteście ze sobą trzy miesiące...
A wy niecały rok. Też niewiele więcej.
Jak widać nie byłam dziś w nastroju do kłótni,toteż szybko odpuściłam.
Spokój – ucięłam – Powiedz mi lepiej jak tam Pico?
W porządku – odparła zachowując spokój,ale w jej głosie było słychać lekkie rozmarzenie. – Jest cudowny. I wiesz,jedziemy na wakacje na Lazurowe Wybrzeże! Nie mogę się doczekać!
Kiedy?
Już jutro.
O! – szczerze się zdziwiłam. Mogłam jednak częściej do nie dzwonić – No to szczęśliwej podróży. Pozdrów Pico od nas.
Przekażę. Do zobaczenia w Stanach!
No w końcu trochę spokoju. Usiadłam na łóżku i odetchnęłam.
Co to ja miałam?
Ach tak. Lepiej pójdę do tej sauny,bo jeszcze wyrzucą mnie z hotelu pod pretekstem gwiazdorzenia. A tego raczej nikt z nas by nie chciał.


Pożyczyłam sobie Agę od szalonej,a co ! :D
No dobra,troszkę narzekania na Karolinkę było,ale to nic.
Mam do Was pytanie,bo wiem,że pisanie komentarzy sprawia problem. Włączyłam moderację i w związku z tym chcę zapytać,czy wciąż macie jakąś weryfikację przy wpisywaniu lub cokolwiek co sprawiało problem. Oczywiście poproszę też o opinię nt.rozdziału xD
Pozdrowienia!
Gatique.
P.S Już ponad 4000 wyświetleń,baaardzo dziękuję <3

2 komentarze:

  1. A pożyczaj se Agę do woli ;D Jak się tak rozejrzeć, to można sporo ciekawych rzeczy o Aguni wyczytać i przemycić do opowiadania, co zamierzam czynić... także mieszcząc tam jakoś Wiktorowskiego ;)
    Już od jakiegoś czasu po skomentowaniu nie trzeba udowadniać bycia homo sapiens, zaznaczając jakieś torty i inne żarcie, tylko wystarczy kliknąć i leci. Nie wiem, jak z wersją mobilną, ale mój Szajsung jeszcze ma system Bada, więc trochę zacofany i może nie działać tak, jak powinno, ale już się przyzwyczaiłam do komentowania u Ciebie na kompie ;)
    No dobra, znowu zaszalałaś z długością rozdziału! Wszystko pięknie, ładnie, państwo narzeczeństwo i tak dalej... Marina, jej zachcianki i biegi Spencera do sklepu... :D No i trzeba Rafę nauczyć pić, obowiązkowo :D A Kinga niech się rozgląda za trenerem, żeby nie dostała szału z Tonim. "Jakże głupi jest ludzki umysł w porównaniu z przeznaczeniem..." - cóż za złota myśl, Gatique, szalejesz! ;)
    Zapraszam jeszcze na nowy rozdział i ściskam :*

    OdpowiedzUsuń
  2. U mnie był problem z komentowaniem mobilnym, a przy ostatnim rozdziale gdy chciałam dodać komnentarz z komputera, po kliknięciu "opublikuj" strona wczytywała się ponownie, a komentarz nie publikował się. Mam nadzieję, że teraz będzie już dobrze ;]]
    Co do rozdziału: rozbawiłaś mnie rozmową z Mariną ;D Rzeczywiście Spencer nie ma łatwo. Agnieszka poznała się na Karolince? W rzeczywistości w sumie jest mi obojętna, ale tutaj udało ci się nastawić mnie przeciwko niej ;] I mam nadzieję, że Kinga znajdzie innego trenera niż Toni, on jest straszny!

    OdpowiedzUsuń