Tekst

czwartek, 22 października 2015

2.13 Z Piekła do Nieba

Po południu wstąpiłam w ciepłe mury tenisowej akademii Spencera w znakomitym nastroju. Marina uraczyła mnie jakimś rosyjskim daniem,którego nazwy nie potrafię zapamiętać,ale było tak dobre,że niemal jak kuchnia Any Marii. Teraz zaś idę wąskim korytarzem do szatni w dresach Nike,topie na ramiączkach i bluzie z kapturem obładowana torbami. Spencer oznajmił,że po raz kolejny nie będzie tego dźwigał.
Jak dobrze mieć znowu sportowe rzeczy na sobie i przy sobie!
Zacznijmy od rozciągania – polecił mój trener gdy weszliśmy na kort. Był w lepszym nastroju niż w domu. Można było odnieść wrażenie,że to tutaj jest jego dom. Trzeba z nim poważnie porozmawiać,ale później. Na razie skupmy się na tym,co ważne w danej chwili.
Zaczęłam więc rozciągać mięśnie ud,staw skokowy,ramiona i nadgarstki. Wszystko to było niezbędne do prawidłowego funkcjonowania na korcie. Spencer kazał mi dla pewności zrobić też kilka kółek wokół kortu,żebym naprawdę porządnie się zmęczyła. Nienawidziłam biegać. To było takie nudne i męczące. Nie żxD
Ty tenis był komfortowy,ale przynajmniej grając mam zabawę.
Ok,starczy rozciągania – zadecydował Spencer,gdy przebiegłam ostatnie kółko ciężko dysząc. – Od czego chcesz zacząć?
Może od serwisu? – zasugerowałam łapczywie wciągając w płuca powietrze. Ostatnio,na Wimbledonie jakoś nieszczególnie mi służył. – Zwłaszcza muszę popracować nad drugim. Często mnie po nim kończą.
Nonsens – pokręcił głową – Nie jest taki zły. Spójrz na Radwańską. Z całym szacunkiem dla jej talentu,ale drugi serwis ma katastrofalny. Twój jest całkiem przyzwoity.
To czemu Lisicki robiła z nim co chciała?
Bo był zbyt prosty do odczytania. Zastanów się:czy zaserwowałaś kicka chociaż raz?Albo slajsowany?
Hmm,jakby się nad tym głębiej zastanowić to...
Nie. Czysty topspin – przyznałam ze zdziwieniem. Naprawdę grałam aż tak mechanicznie?
A no właśnie. Popracujemy trochę nad długością drugiego serwisu i nad rotacjami i będzie w porządku. – stwierdził biorąc rakietę do ręki.
No to zaczynaj. Postaraj się grać w miarę normalnie. Zapomnij,że to trening. Jestem Sereną Williams,która pacnie piłkę jak muchę,jeśli drugi serwis będzie zbyt wolny i prosty.
Parsknęłam śmiechem. Do Sereny trochę mu brakowało,zwłaszcza z przodu z z tyłu.
Ok,skup się. Czysty umysł. Tylko piłka i rakieta. Tylko piłka i rakieta...
Wypuściłam serwis prosto na środkową linię. Spencer miał mały problem z returnem i piłka wylądowała w karo serwisowym. Przebiłam ją zatem dwukrotnie głęboko do jego beckhendu,po czym skończyłam w przeciwnym kierunku.
Dlaczego czekasz? – spytał Spencer. – Taka piłka jest banalna do skończenia. Stwarzasz kłopoty sama sobie.
Toni twierdzi,że jeśli poczekasz dwa uderzenia masz większą szansę na skończenie...
Tak,ale podczas wymiany – odparł zniecierpliwiony – Jeśli masz wystawkę to kończysz i już. Po co się zamęczać?
Wzruszyłam tylko ramionami i ustawiłam się do kolejnego serwisu. Tym razem zmieńmy kierunek...
Ajć,za daleko. Czas na drugi.
Skoncentruj się – poradził Spencer – Niech nie będzie długi,ale trudny do odbioru.
Zmarszczyłam brwi i zastosowałam się do jego poleceń. Postawiłam na kicka. Odebrał z niewygodnej pozycji z ręką przyciśniętą do łokcia i piłka pofrunęła na środek siatki.
O to właśnie chodzi. – pochwalił jakbym była nowicjuszką. Skinęłam więc tylko głową i ponownie zajęłam pozycję.
Powtórzyliśmy ćwiczenie jeszcze kilka razy aż Spencer postanowił,że wystarczy. Potem musiałam zbijać puszki po piłkach ustawione w różnych miejscach serwisem. Klasyk.
Podkręć bardziej to doleci – podpowiadał a ja zaczynałam się coraz bardziej irytować.
Toni wmawia mi,że najważniejszy jest topspin. Nie slajs.
Toni nie jest twoim trenerem – odparł spokojnie patrząc na mnie przenikliwie – Więc rób tak jak zazwyczaj.
Ręka lekko mi zadrżała. Wiedziałam,że jest to kompletnie sprzeczne z tym,co mówi Toni i będzie naprawdę bardzo zły,jednak to Spencer był moim prawdziwym trenerem. Teoretycznie powinnam słuchać jego,ale praktycznie...
No cóż,to jest bardziej skomplikowanie niż się wydaje.
Cholera,znowu drugim. Co tym razem?Postawić na ten cholerny topspin,którego tak wymaga,czy grać jak nakazał Toni?
Jednak topspin. Niech się cieszy. Na meczu będę korzystała z obu opcji,by wyczuć,która jest lepsza i z jaką przeciwniczką. A jak nie zadziała to trudno. Przecież nie na samym serwisie tenis się opiera.
Wystarczy – oznajmił Spencer gdy kolejna piłka wylądowała tuż obok puszki. – No to skoro zaczęliśmy od serwisu to może udoskonalimy grę przy siatce?
Przystałam na tę propozycję chętnie,bo lubiłam ten element gry. Bardzo łatwo można było wtedy skończyć,ale też bardzo łatwo się oszukać...
Nadgarstek! – krzyknął zniecierpliwiony Spencer gdy po raz kolejny mój wolej „opadł” w siatkę. – Kinga do cholery,juniorzy wiedzą,że do woleja trzeba dobrze ustawić nadgarstek.
Przepraszam,nie ćwiczyłam tego ostatnio – wymamrotałam ocierając pot z czoła.
Tego Toni nie kazał ci robić,co? – rzucił nieco agresywnie. – Wciąż tylko te topspiny i topspiny. Nie umiesz nic poza tym?
Teraz to się wkurzyłam. Nie widziałam powodu,żeby w jakikolwiek sposób usprawiedliwiać Toniego. Był dla mnie arogancki i wredny,wyraźnie za mną nie przepadał. Ale jakby nie patrzeć,skoro wychował takiego zawodnika jak Rafael to musiał mieć jakieś pojęcie o tenisie, prawda?
Nie chcę,żeby trenował mnie Toni – wymamrotałam zaciskając pięści. – Szukam nowego trenera.
Co takiego?
A tak. On nie jest dla mnie odpowiedni.
Spencer westchnął ciężko i przeczesał palcami błyszczące od potu włosy.
Czemu nie mówiłaś wcześniej? Mogłem umówić cię na trening z Jonesem,moim przyjacielem. Polubiłabyś go. Teraz już za późno,bo został już trenerem.
Szkoda – westchnęłam.
Poklepał mnie po ramieniu,a w oczach rozbłysła troska.
Nie martw się. Znajdę ci kogoś innego. Obiecuję.



*

No i jak? – Marina wygrzebała się spod koca na sofie i stanęła tuż przede mną. Wróciłam sama,bo Spencer od razu zabrał się za poszukiwania.
Nijak – wzruszyłam ramionami i położyłam obojętnie torbę z rakietami na podłodze.
Tak źle?
Westchnęłam i odchyliłam głowę do tyłu.
Tragicznie. Bez przerwy kłócił się o metody treningowe Toniego.
Są inne od stylu gry,który ci wprowadził?
Totalnie. On chce żebym grała slajsem,Toni,żeby topspinem. Bądź tu mądra i wybierz kogo masz słuchać.
No to niewesoło – westchnęła i ponownie się położyła nakrywając kocem. Zauważyłam,że była nieco blada.
Dobrze się czujesz? – spytałam z niepokojem. – Może zrobić ci miętowej herbaty?
Pokręciła głową i potarła skroń.
Nie. To mi nie pomoże. Znowu trochę wymiotowałam,ale już mi przeszło. Zawsze przechodzi.
Jesteś pewna?Może wezwać lekarza?
Nie trzeba – powtórzyła z naciskiem.
Przysiadłam obok niej na sofie.
Ale może powinnaś?To trzeci miesiąc a wciąż masz objawy jak w trzecim tygodniu co najmniej. To chyba nie jest do końca normalne?
Jak najbardziej normalne. Lekarz mówi,że po trzecim miesiącu powinno minąć.
A robiłaś ostatnio badania?
Nie. Zamierzam iść w przyszłym tygodniu.
Czemu tyle czekasz?
Nie ma wolnych terminów.
Nie idziesz do chirurga tylko do ginekologa – zdziwiłam się – Trzeba się umawiać aż z takim wyprzedzeniem?
W przypadku mojego to tak. Ale warto. Ma taki nowoczesny sprzęt,że w głowie się nie mieści. Miałaś kiedyś USG w 3D?
To takie coś istnieje? – zdziwiłam się po raz kolejny. – Wiesz,miałam może dwa razy w życiu
Też nie wiedziałam – zaśmiała się krótko. – Jak będziesz w ciąży to zobaczysz.
Aha fajnie. Tylko ja na razie nie planuję dzieci – skwitowałam.
Potrząsnęła blond lokami i naciągnęła mocniej zielony polarowy koc.
Nie wierzę.
Naprawdę – odparłam,ale bez przekonania. Momentalnie to wyczuła.
Wiem,że od zawsze chciałaś mieć rodzinę. To było dla ciebie ważniejsze nawet od tenisa. Czy coś się zmieniło?
Nie,wciąż tego pragnę,ale...moja kariera poszła tak gwałtownie naprzód...nie zamierzam jej teraz burzyć.
Kto mówi,że od razu burzyć?Może przerwać? – podsunęła.
Nie! – zaprotestowałam stanowczo.
Owszem,założenie rodziny i posiadanie wspaniałego i kochanego męża od dziecka było pierwszym punktem na liście moich marzeń. Marina znała mnie zbyt dobrze,żeby o tym nie wiedzieć. Jednak to musiało trochę poczekać. Miałam przed sobą jeszcze kilka sezonów.
I ślub...
Na razie wystarczy mi bycie ciocią – dodałam po chwili,żeby złagodzić poprzedni ton.
Ok,jak wolisz – Marina odpuściła. – Twoje ciało,twoja sprawa.
Gadasz jak feministka – zaśmiałam się.
Wzruszyła ramionami.
Akurat w tym się z nimi zgadzam.
Pokręciłam głową i spuściłam wzrok. Ta luźna pogawędka nie do końca pozwoliła mi zapomnieć o tym pomylonym treningu.
Wiesz,chcę zatrudnić innego trenera.
Marina zmarszczyła brwi i zastanowiła się chwilę.
Dobrze robisz. Powiem ci jedno:Olej Toniego. Gdzie się podziała ta dawna Kinga o ciętym języku i temperamencie groźniejszym od bomby?
Zakochała się i niedługo wychodzi za mąż – westchnęłam. Nie to,że nie lubiłam mojego nowego życia. Zwyczajnie brakowało mi dawnej niezależności i siły charakteru. Teraz,gdy zaczęło mi na czymś zależeć,trochę się stępił. Nie byłam już tą samą Kinga co kiedyś. Tą rozbrykaną i pyskatą.
Teraz dojrzałam.
Stałam się...kobietą.
Milczałam przez chwilę zaskoczona nagłym spostrzeżeniem. Przez tyle czasu wydawało mi się,że jestem już dojrzała i w pełni ukształtowana,ale tak nie było. To niesamowite,ile człowiek może sam w sobie odkryć. Wystarczy jedynie umieć patrzeć.
No gdzie się podziała? – ponaglała Marina nieco zniecierpliwiona moim milczeniem.
Umarła. Teraz jest nowa. Lepsza.
Czy ja wiem?Zawsze cię podziwiałam za twój charakter...
Koniec z nim – ucięłam – Teraz jest epoka nowej,lepszej Kingi.
Czemu? Czemu tak bardzo się nie lubisz?
Nie to,że się nie lubię. Lubię siebie,ale...tą nową. Ta poprzednia ja była taka niedojrzała.
Kochałam ją za to – nie ustępowała Marina.
Więc dla ciebie byłam lepsza,gdy byłam opryskliwą gówniarą? – wyrzuciłam z goryczą.
Nie – odparła po chwili zastanowienia – Ale byłaś wtedy naprawdę sobą. Teraz udajesz.
Zabolało mnie to. Czy ona nie widziała,jak bardzo się zmieniłam przez ten rok?A może nie?Może właśnie udaję,żeby dostosować się do środowiska?
Dzięki – rzuciłam tylko – Naprawdę bardzo mi pomogłaś. A teraz wybacz,idę pod prysznic.
Kinga,ja nie...
W porządku – przerwałam – Wiem co chciałaś powiedzieć. Naprawdę,dziękuję.
Gdy tylko odkręciłam wodę w kabinie poczułam się lepiej,ale wciąż nie byłam w stanie zapanować nad uciążliwymi myślami.
Kim ja w końcu jestem?
Czy faktycznie przez cały ten czas udawałam chcąc dostosować się do otoczenia?Czy po prostu doznałam nawrócenia?
Woda spływała mi po głowie.
Udaję.
Pętla zaciska się coraz mocniej wokół mojej szyi i dopiero teraz to dostrzegam.
Duszę się.
Wcale nie odpowiada mi mieszkanie z całą rodziną Rafy. To cios w moją niezależność.
Nie podoba mi się łączenie teamów. Strzał w samodzielność.
Nie lubię nawyków Rafy. Zamach na cierpliwość.
Jak ja to w ogóle znoszę?Muszę udawać. Muszę być...elastyczna.
Tak,to słowo najlepiej mnie oddaje. Elastyczna. Gotowa na zmiany. Wytrzymała.
A czemu właściwie nie jestem sobą?Bo nie podoba mi się parę rzeczy?To o niczym nie świadczy,a wręcz przeciwnie. Dawniej piekliłabym się z tego powodu. Teraz nabrałam dystansu.
Bad girl gone good.

Z diabełka zostały rogi. Teraz prym wiedzie aniołek.


Taaak,to jest ten moment,gdzie Gatique zaczyna bawić się formą i pozwala sobie na behavioralne filozofie. No cóż,czasem mnie najdzie na takie rozważania. Macie też trochę zapomnianego ostatnio tenisa dla równowagi :)
Ledwo nadążam z publikowaniem rozdziałów i poprawkami,ale jakoś daję radę :) Studia męczą xD
Tymczasem lecę do domu złapać trochę oddechu :)
Gatique

3 komentarze:

  1. Nadszedł moment, kiedy i Kinga ma wątpliwości w życiu. Chyba pierwsze, co powinna zrobić, to znaleźć nowego trenera i uniezależnić się od Toniego. Takie burze mijają.Mam nadzieję, że i Kinga sobie poradzi :]

    OdpowiedzUsuń
  2. Czasem każdy pozwala sobie na takie refleksje życiowe ;) Kinga jest silna babka i da sobie radę, musi się tylko zdecydować, czy dalej chce się męczyć i coś udawać. Naprawdę powinna odsunąć Toniego od swoich treningów i znaleźć kogoś z zewnątrz. I dobrze, że Marina zauważyła, że Kinga się zmieniła. Ale czy dobrze się zmieniła? Zależy, jak na to spojrzeć.
    Pozdrawiam :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Rafa, idź sobie! Znaczy teraz Cię nie ma, ale idź. Tak strasznie mnie wkurzasz..
    Marina i jej porady! No kocham tę babkę! Jest taka pogodna i kochana, że się inaczej nie da. ;D Mam nadzieję, że z jej ciążą wszystko w porządku i te wymioty o niczym złym nie świadczą. :c
    Spencer, słuchaj Spencera! Chłopak zawsze ma racje, prawie. Znaczy jeśli chodzi o tenis to wydaje mi się bardziej odpowiedni niż Tony. A, właśnie! Miałam przed chwilą myśl i o niej zapomniałam. Już wiem! Dlaczego mi się wydaje, że on wydarł się na Kindze tylko dlatego, że Marina daje mu w kość? Jest jakiś taki przewrażliwiony i po prostu mam taką myśl. Nie wiem, pewnie się mylę.
    Okej, ja zmykam.
    Do kolejnego!:D

    OdpowiedzUsuń