Po
południu wstąpiłam w ciepłe mury tenisowej akademii Spencera w
znakomitym nastroju. Marina uraczyła mnie jakimś rosyjskim
daniem,którego nazwy nie potrafię zapamiętać,ale było tak
dobre,że niemal jak kuchnia Any Marii. Teraz zaś idę wąskim
korytarzem do szatni w dresach Nike,topie na ramiączkach i bluzie z
kapturem obładowana torbami. Spencer oznajmił,że po raz kolejny
nie będzie tego dźwigał.
Jak
dobrze mieć znowu sportowe rzeczy na sobie i przy sobie!
–
Zacznijmy od rozciągania –
polecił mój trener gdy weszliśmy na kort. Był w lepszym nastroju
niż w domu. Można było odnieść wrażenie,że to tutaj jest jego
dom. Trzeba z nim poważnie porozmawiać,ale później. Na razie
skupmy się na tym,co ważne w danej chwili.
Zaczęłam
więc rozciągać mięśnie ud,staw skokowy,ramiona i nadgarstki.
Wszystko to było niezbędne do prawidłowego funkcjonowania na
korcie. Spencer kazał mi dla pewności zrobić też kilka kółek
wokół kortu,żebym naprawdę porządnie się zmęczyła.
Nienawidziłam biegać. To było takie nudne i męczące. Nie żxD
Ty
tenis był komfortowy,ale przynajmniej grając mam zabawę.
–
Ok,starczy rozciągania –
zadecydował Spencer,gdy przebiegłam ostatnie kółko ciężko
dysząc. – Od czego chcesz zacząć?
–
Może od serwisu? –
zasugerowałam łapczywie wciągając w płuca powietrze. Ostatnio,na
Wimbledonie jakoś nieszczególnie mi służył. – Zwłaszcza muszę
popracować nad drugim. Często mnie po nim kończą.
–
Nonsens – pokręcił głową –
Nie jest taki zły. Spójrz na Radwańską. Z całym szacunkiem dla
jej talentu,ale drugi serwis ma katastrofalny. Twój jest całkiem
przyzwoity.
– To
czemu Lisicki robiła z nim co chciała?
– Bo
był zbyt prosty do odczytania. Zastanów się:czy zaserwowałaś
kicka chociaż raz?Albo slajsowany?
Hmm,jakby
się nad tym głębiej zastanowić to...
–
Nie. Czysty topspin –
przyznałam ze zdziwieniem. Naprawdę grałam aż tak mechanicznie?
– A
no właśnie. Popracujemy trochę nad długością drugiego serwisu i
nad rotacjami i będzie w porządku. – stwierdził biorąc rakietę
do ręki.
– No
to zaczynaj. Postaraj się grać w miarę normalnie. Zapomnij,że to
trening. Jestem Sereną Williams,która pacnie piłkę jak
muchę,jeśli drugi serwis będzie zbyt wolny i prosty.
Parsknęłam
śmiechem. Do Sereny trochę mu brakowało,zwłaszcza z przodu z z
tyłu.
Ok,skup
się. Czysty umysł. Tylko piłka i rakieta. Tylko piłka i
rakieta...
Wypuściłam
serwis prosto na środkową linię. Spencer miał mały problem z
returnem i piłka wylądowała w karo serwisowym. Przebiłam ją
zatem dwukrotnie głęboko do jego beckhendu,po czym skończyłam w
przeciwnym kierunku.
–
Dlaczego czekasz? – spytał
Spencer. – Taka piłka jest banalna do skończenia. Stwarzasz
kłopoty sama sobie.
–
Toni twierdzi,że jeśli
poczekasz dwa uderzenia masz większą szansę na skończenie...
–
Tak,ale podczas wymiany –
odparł zniecierpliwiony – Jeśli masz wystawkę to kończysz i
już. Po co się zamęczać?
Wzruszyłam
tylko ramionami i ustawiłam się do kolejnego serwisu. Tym razem
zmieńmy kierunek...
Ajć,za
daleko. Czas na drugi.
–
Skoncentruj się – poradził
Spencer – Niech nie będzie długi,ale trudny do odbioru.
Zmarszczyłam
brwi i zastosowałam się do jego poleceń. Postawiłam na kicka.
Odebrał z niewygodnej pozycji z ręką przyciśniętą do łokcia i
piłka pofrunęła na środek siatki.
–
O to właśnie chodzi. –
pochwalił jakbym była nowicjuszką. Skinęłam więc tylko głową
i ponownie zajęłam pozycję.
Powtórzyliśmy
ćwiczenie jeszcze kilka razy aż Spencer postanowił,że wystarczy.
Potem musiałam zbijać puszki po piłkach ustawione w różnych
miejscach serwisem. Klasyk.
–
Podkręć bardziej to doleci –
podpowiadał a ja zaczynałam się coraz bardziej irytować.
–
Toni wmawia mi,że najważniejszy
jest topspin. Nie slajs.
–
Toni nie jest twoim trenerem –
odparł spokojnie patrząc na mnie przenikliwie – Więc rób tak
jak zazwyczaj.
Ręka
lekko mi zadrżała. Wiedziałam,że jest to kompletnie sprzeczne z
tym,co mówi Toni i będzie naprawdę bardzo zły,jednak to Spencer
był moim prawdziwym trenerem. Teoretycznie powinnam słuchać
jego,ale praktycznie...
No
cóż,to jest bardziej skomplikowanie niż się wydaje.
Cholera,znowu
drugim. Co tym razem?Postawić na ten cholerny topspin,którego tak
wymaga,czy grać jak nakazał Toni?
Jednak
topspin. Niech się cieszy. Na meczu będę korzystała z obu
opcji,by wyczuć,która jest lepsza i z jaką przeciwniczką. A jak
nie zadziała to trudno. Przecież nie na samym serwisie tenis się
opiera.
–
Wystarczy – oznajmił Spencer
gdy kolejna piłka wylądowała tuż obok puszki. – No to skoro
zaczęliśmy od serwisu to może udoskonalimy grę przy siatce?
Przystałam
na tę propozycję chętnie,bo lubiłam ten element gry. Bardzo łatwo
można było wtedy skończyć,ale też bardzo łatwo się oszukać...
–
Nadgarstek! – krzyknął
zniecierpliwiony Spencer gdy po raz kolejny mój wolej „opadł” w
siatkę. – Kinga do cholery,juniorzy wiedzą,że do woleja trzeba
dobrze ustawić nadgarstek.
–
Przepraszam,nie ćwiczyłam tego
ostatnio – wymamrotałam ocierając pot z czoła.
–
Tego Toni nie kazał ci
robić,co? – rzucił nieco agresywnie. – Wciąż tylko te
topspiny i topspiny. Nie umiesz nic poza tym?
Teraz
to się wkurzyłam. Nie widziałam powodu,żeby w jakikolwiek sposób
usprawiedliwiać Toniego. Był dla mnie arogancki i wredny,wyraźnie
za mną nie przepadał. Ale jakby nie patrzeć,skoro wychował
takiego zawodnika jak Rafael to musiał mieć jakieś pojęcie o
tenisie, prawda?
– Nie
chcę,żeby trenował mnie Toni – wymamrotałam zaciskając pięści.
– Szukam nowego trenera.
– Co
takiego?
– A
tak. On nie jest dla mnie odpowiedni.
Spencer
westchnął ciężko i przeczesał palcami błyszczące od potu
włosy.
–
Czemu nie mówiłaś wcześniej?
Mogłem umówić cię na trening z Jonesem,moim przyjacielem.
Polubiłabyś go. Teraz już za późno,bo został już trenerem.
–
Szkoda – westchnęłam.
Poklepał
mnie po ramieniu,a w oczach rozbłysła troska.
– Nie
martw się. Znajdę ci kogoś innego. Obiecuję.
*
– No
i jak? – Marina wygrzebała się spod koca na sofie i stanęła tuż
przede mną. Wróciłam sama,bo Spencer od razu zabrał się za
poszukiwania.
–
Nijak – wzruszyłam ramionami
i położyłam obojętnie torbę z rakietami na podłodze.
– Tak
źle?
Westchnęłam
i odchyliłam głowę do tyłu.
–
Tragicznie. Bez przerwy kłócił
się o metody treningowe Toniego.
– Są
inne od stylu gry,który ci wprowadził?
–
Totalnie. On chce żebym grała
slajsem,Toni,żeby topspinem. Bądź tu mądra i wybierz kogo masz
słuchać.
– No
to niewesoło – westchnęła i ponownie się położyła nakrywając
kocem. Zauważyłam,że była nieco blada.
–
Dobrze się czujesz? –
spytałam z niepokojem. – Może zrobić ci miętowej herbaty?
Pokręciła
głową i potarła skroń.
–
Nie. To mi nie pomoże. Znowu
trochę wymiotowałam,ale już mi przeszło. Zawsze przechodzi.
–
Jesteś pewna?Może wezwać
lekarza?
– Nie
trzeba – powtórzyła z naciskiem.
Przysiadłam
obok niej na sofie.
– Ale
może powinnaś?To trzeci miesiąc a wciąż masz objawy jak w
trzecim tygodniu co najmniej. To chyba nie jest do końca normalne?
– Jak
najbardziej normalne. Lekarz mówi,że po trzecim miesiącu powinno
minąć.
– A
robiłaś ostatnio badania?
–
Nie. Zamierzam iść w przyszłym
tygodniu.
–
Czemu tyle czekasz?
– Nie
ma wolnych terminów.
– Nie
idziesz do chirurga tylko do ginekologa – zdziwiłam się –
Trzeba się umawiać aż z takim wyprzedzeniem?
– W
przypadku mojego to tak. Ale warto. Ma taki nowoczesny sprzęt,że w
głowie się nie mieści. Miałaś kiedyś USG w 3D?
– To
takie coś istnieje? – zdziwiłam się po raz kolejny. –
Wiesz,miałam może dwa razy w życiu
– Też
nie wiedziałam – zaśmiała się krótko. – Jak będziesz w
ciąży to zobaczysz.
– Aha
fajnie. Tylko ja na razie nie planuję dzieci – skwitowałam.
Potrząsnęła
blond lokami i naciągnęła mocniej zielony polarowy koc.
– Nie
wierzę.
–
Naprawdę – odparłam,ale bez
przekonania. Momentalnie to wyczuła.
–
Wiem,że od zawsze chciałaś
mieć rodzinę. To było dla ciebie ważniejsze nawet od tenisa. Czy
coś się zmieniło?
–
Nie,wciąż tego
pragnę,ale...moja kariera poszła tak gwałtownie naprzód...nie
zamierzam jej teraz burzyć.
– Kto
mówi,że od razu burzyć?Może przerwać? – podsunęła.
–
Nie! – zaprotestowałam
stanowczo.
Owszem,założenie
rodziny i posiadanie wspaniałego i kochanego męża od dziecka było
pierwszym punktem na liście moich marzeń. Marina znała mnie zbyt
dobrze,żeby o tym nie wiedzieć. Jednak to musiało trochę
poczekać. Miałam przed sobą jeszcze kilka sezonów.
I
ślub...
– Na
razie wystarczy mi bycie ciocią – dodałam po chwili,żeby
złagodzić poprzedni ton.
–
Ok,jak wolisz – Marina
odpuściła. – Twoje ciało,twoja sprawa.
–
Gadasz jak feministka –
zaśmiałam się.
Wzruszyła
ramionami.
–
Akurat w tym się z nimi
zgadzam.
Pokręciłam
głową i spuściłam wzrok. Ta luźna pogawędka nie do końca
pozwoliła mi zapomnieć o tym pomylonym treningu.
–
Wiesz,chcę zatrudnić innego
trenera.
Marina
zmarszczyła brwi i zastanowiła się chwilę.
–
Dobrze robisz. Powiem ci
jedno:Olej Toniego. Gdzie się podziała ta dawna Kinga o ciętym
języku i temperamencie groźniejszym od bomby?
–
Zakochała się i niedługo
wychodzi za mąż – westchnęłam. Nie to,że nie lubiłam mojego
nowego życia. Zwyczajnie brakowało mi dawnej niezależności i siły
charakteru. Teraz,gdy zaczęło mi na czymś zależeć,trochę się
stępił. Nie byłam już tą samą Kinga co kiedyś. Tą rozbrykaną
i pyskatą.
Teraz
dojrzałam.
Stałam
się...kobietą.
Milczałam
przez chwilę zaskoczona nagłym spostrzeżeniem. Przez tyle czasu
wydawało mi się,że jestem już dojrzała i w pełni
ukształtowana,ale tak nie było. To niesamowite,ile człowiek może
sam w sobie odkryć. Wystarczy jedynie umieć patrzeć.
– No
gdzie się podziała? – ponaglała Marina nieco zniecierpliwiona
moim milczeniem.
–
Umarła. Teraz jest nowa.
Lepsza.
– Czy
ja wiem?Zawsze cię podziwiałam za twój charakter...
–
Koniec z nim – ucięłam –
Teraz jest epoka nowej,lepszej Kingi.
–
Czemu? Czemu tak bardzo się nie
lubisz?
– Nie
to,że się nie lubię. Lubię siebie,ale...tą nową. Ta poprzednia
ja była taka niedojrzała.
–
Kochałam ją za to – nie
ustępowała Marina.
–
Więc dla ciebie byłam
lepsza,gdy byłam opryskliwą gówniarą? – wyrzuciłam z goryczą.
– Nie
– odparła po chwili zastanowienia – Ale byłaś wtedy naprawdę
sobą. Teraz udajesz.
Zabolało
mnie to. Czy ona nie widziała,jak bardzo się zmieniłam przez ten
rok?A może nie?Może właśnie udaję,żeby dostosować się do
środowiska?
–
Dzięki – rzuciłam tylko –
Naprawdę bardzo mi pomogłaś. A teraz wybacz,idę pod prysznic.
–
Kinga,ja nie...
– W
porządku – przerwałam – Wiem co chciałaś powiedzieć.
Naprawdę,dziękuję.
Gdy
tylko odkręciłam wodę w kabinie poczułam się lepiej,ale wciąż
nie byłam w stanie zapanować nad uciążliwymi myślami.
Kim
ja w końcu jestem?
Czy
faktycznie przez cały ten czas udawałam chcąc dostosować się do
otoczenia?Czy po prostu doznałam nawrócenia?
Woda
spływała mi po głowie.
Udaję.
Pętla
zaciska się coraz mocniej wokół mojej szyi i dopiero teraz to
dostrzegam.
Duszę
się.
Wcale
nie odpowiada mi mieszkanie z całą rodziną Rafy. To cios w moją
niezależność.
Nie
podoba mi się łączenie teamów. Strzał w samodzielność.
Nie
lubię nawyków Rafy. Zamach na cierpliwość.
Jak
ja to w ogóle znoszę?Muszę udawać. Muszę być...elastyczna.
Tak,to
słowo najlepiej mnie oddaje. Elastyczna. Gotowa na zmiany.
Wytrzymała.
A
czemu właściwie nie jestem sobą?Bo nie podoba mi się parę
rzeczy?To o niczym nie świadczy,a wręcz przeciwnie. Dawniej
piekliłabym się z tego powodu. Teraz nabrałam dystansu.
Bad
girl gone good.
Z
diabełka zostały rogi. Teraz prym wiedzie aniołek.
Taaak,to jest ten moment,gdzie Gatique zaczyna bawić się formą i pozwala sobie na behavioralne filozofie. No cóż,czasem mnie najdzie na takie rozważania. Macie też trochę zapomnianego ostatnio tenisa dla równowagi :)
Ledwo nadążam z publikowaniem rozdziałów i poprawkami,ale jakoś daję radę :) Studia męczą xD
Tymczasem lecę do domu złapać trochę oddechu :)
Gatique
Nadszedł moment, kiedy i Kinga ma wątpliwości w życiu. Chyba pierwsze, co powinna zrobić, to znaleźć nowego trenera i uniezależnić się od Toniego. Takie burze mijają.Mam nadzieję, że i Kinga sobie poradzi :]
OdpowiedzUsuńCzasem każdy pozwala sobie na takie refleksje życiowe ;) Kinga jest silna babka i da sobie radę, musi się tylko zdecydować, czy dalej chce się męczyć i coś udawać. Naprawdę powinna odsunąć Toniego od swoich treningów i znaleźć kogoś z zewnątrz. I dobrze, że Marina zauważyła, że Kinga się zmieniła. Ale czy dobrze się zmieniła? Zależy, jak na to spojrzeć.
OdpowiedzUsuńPozdrawiam :*
Rafa, idź sobie! Znaczy teraz Cię nie ma, ale idź. Tak strasznie mnie wkurzasz..
OdpowiedzUsuńMarina i jej porady! No kocham tę babkę! Jest taka pogodna i kochana, że się inaczej nie da. ;D Mam nadzieję, że z jej ciążą wszystko w porządku i te wymioty o niczym złym nie świadczą. :c
Spencer, słuchaj Spencera! Chłopak zawsze ma racje, prawie. Znaczy jeśli chodzi o tenis to wydaje mi się bardziej odpowiedni niż Tony. A, właśnie! Miałam przed chwilą myśl i o niej zapomniałam. Już wiem! Dlaczego mi się wydaje, że on wydarł się na Kindze tylko dlatego, że Marina daje mu w kość? Jest jakiś taki przewrażliwiony i po prostu mam taką myśl. Nie wiem, pewnie się mylę.
Okej, ja zmykam.
Do kolejnego!:D