Tekst

piątek, 26 lutego 2016

3.4 Bez granic

 – Melanie słoneczko,zobacz co dla ciebie mamy – uśmiechnęłam się i wyciągnęłam zapakowane kolorowo pudełko z kokardkami w stronę dziecka siedzącego na kolanach taty.
Jako,że jej urodziny wypadały osiemnastego,gdy będziemy w Australii,prezent postanowiliśmy dać wcześniej. Dla takiego dziecka to bez różnicy.
Spoglądała z zaciekawieniem na kolorowe wstążeczki.
No to jak?Otwieramy? – spytał Spencer i zaczął rozrywać papier. On też właściwie się nie zmienił,może poza tym częściej się uśmiechał. Nie mogłam powstrzymać uśmiechu na widok jego nieodłącznego zarostu,chociaż teraz nieco rzadszego. Dobrze wiedzieć,że niektórzy wciąż są sobą w obliczu pojawiających się intruzów pragnących wkupić się w łaski rodziny.
Pudełko było niewielkie,ale zadbaliśmy o to,żeby przyciągało uwagę dziecka podobnie jak papier. W środku zaś znajdowała się śliczna błękitna sukienka,w której się zakochałam. Gdy tylko ją ujrzałam zapragnęłam zachować dla swojej córeczki,jednak z żalem uświadomiłam sobie,że do tego jeszcze daleko,a na razie mogę nią uszczęśliwić kogoś innego.
Ojej,jaka cudowna – powiedziała Marina biorąc ciuszek do ręki i oglądając na wszystkie strony.
Melanie zaś zdawała się nie podzielać zachwytu mamy i bawiła się wstążeczkami. Dopóki Spencer nie wyjął pluszowego,różowego króliczka,który z kolei był pomysłem mojego męża. Natychmiast wzięła zabawkę w rączkę i uważnie ją badała.
Dzięki za prezent – powiedziała Marina.
Nie ma za co – wzruszyłam ramionami – Dobrze,że jej się podoba.
Nie mogę uwierzyć,że to już rok – westchnął Spencer – Ciągle pamiętam jak trzymałem ją po raz pierwszy.
Marina nieoczekiwanie wzdrygnęła się.
Do końca życie nie zapomnę porodu. Kocham małą nad życie,ale jej narodzin nie będę mogła beztrosko wspominać do końca życia. Bo to wcale nie jest tak jak mówią. Że się zapomina a widok dziecka wszystko wynagradza. Owszem,mnie też ulżyło. Przez dzień. Ale jak na drugi przypomniałam sobie o wszystkim to zrobiło mi się słabo.
Teraz to mnie samej zrobiło się słabo. Zmarszczyłam brwi zaniepokojona. To prawda,że każda kobieta została stworzona do rodzenia dzieci,ale czy wszystkie umieją sobie poradzić z tym bólem?
Poważnie jest tak źle? – spytałam na głos.
Jak usłyszałem jej krzyki,nie wytrzymałem bo miałem wrażenie,że zemdleję – odezwał się Spencer.
Widząc nasze miny obydwoje zachichotali.
Spokojnie – złagodniała Marina – Może trochę podkoloryzowałam. Przy dziecku jest tyle roboty,że nie ma kiedy tego rozpamiętywać.
Ale jednak mnie to przeraża – odparłam z niechęcią.
Nie można przejść przez życie i nie doświadczyć bólu – skwitowała Marina. Melanie zaczęła płakać.
-Zabiorę ją do pokoju. Czas już spać-powiedział Spencer i mrucząc coś do Melanie uspokajająco,wstał.
Może Rafael się tym zajmie? – zaproponowała blondynka – Ostatnio tak dobrze mu to wychodziło...
Wzruszył ramionami.
Czemu nie?
Ostrożnie wziął dziecko na ręce i ruszył w kierunku pokoju.
Pójdę z tobą – zaoferowałam i zerwałam się z kanapy.
W pokoju małej naprawdę było ładnie. Ściany były w kolorze żółci i zieleni,na półkach stały zabawki,a obok okna kołyska z różowym baldachimem. Zadziwiające,że rok temu było tu zupełnie inaczej. Jedynym pozostałym elementem była mała sofa,na której podczas naszego pobytu spali Spencer i Marina.
Rafael pokołysał lekko dziewczynką na ramieniu i włożył ją do kołyski. Była o tyle wygodna,że można było nią bujać. Jak kołyską zresztą,jednak tak naprawdę nigdy takiej nie widziałam.
Rafael boję się – wyrzuciłam z siebie cicho opierając mu głowę na ramieniu.
Czego? – spytał zdziwiony.
Boję się rodzić...
Marina zrobiła ci wodę z mózgu kochanie – wyszeptał całując mnie w czubek głowy.
Ale przecież ona już rodziła i wie co mówi – zaprotestowałam.
Z pewnością wie,ale trochę przesadza. Nie znam się na tym co prawda,ale znam ją. Czasem lubi wyolbrzymiać.
No tak,racja – mruknęłam wpatrując się w zamykające się oczka Melanie. – Myślisz,że to naprawdę takie straszne?
Westchnął i objął mnie ramieniem. Spojrzałam w jego ciemne oczy błyszczące powagą w półmroku.
Jakiekolwiek by nie było pamiętaj,że zawsze będę przy tobie. Na dobre i na złe. Nigdy cię nie zostawię. Przysięgałem,pamiętasz?
Pamiętam – skinęłam z powagą głową. – Pamiętam.
Aż za dobrze by zapomnieć.


*

Nareszcie!
Wydałam z siebie westchnienie ulgi i podeszłam do siatki by podać dłoń Monice Niculescu z Rumunii po zakończonym gładko meczu do jednego i do czterech. W tej chwili poczułam radość i wzruszenie,że wciąż mogę tu być i w dodatku wygrywać. W tym roku miałam na sobie prostą sukienkę tenisową w kolorze granatowym i z pomarańczową wstawką przy dekolcie oraz równie pomarańczową bandanę. Na ten jeden element podobieństwa z Rafą się zgodziłam,gdyż nie lubiłam jak włosy lecą mi do oczu,a daszek przesłania za dużo powierzchni. Fakt,że w Melbourne jest ciepło o tej porze roku nie miał tu nic do rzeczy;tak naprawdę dawał niewiele cienia,a w głowę i tak grzało. Na szczęście treningi w pełnym słońcu na Majorce oduczyły mnie narzekania i teraz przystępowałam do meczu w samo południe z równym spokojem jak do meczu w sesji wieczornej.
Ucieszyłam się,że po południu znów tu wrócę,ale potem zdałam sobie sprawę,że jednak nie. Przecież w tym roku gram tu sama. Nie będę mogła kibicować Rafaelowi z trybun. Skuliłam się na samą myśl o tym,jak ciężko jest mu to znieść. Mimo,że z zewnątrz wydaje się być dużym dzieckiem,które przeraża potęga świata,to w głębi duszy jest stuprocentowym mężczyzną. Świadomość,że ja mogę grać bez przeszkód,podczas gdy on siedzi bezczynnie i patrzy godzi prosto w jego męską dumę. Stara się tego nie pokazywać,ale to po prostu widać.
Ogólnie w naszej drużynie jest teraz bardzo smutno. Bez Mariny,bez Spencera,Titin i Tuts nie są w stanie ich zastąpić,mimo iż widzę jak się starają. Spędzam czas wolny grając z nimi na konsoli. Po godzinie robi się nudno mimo mojego wielkiego przywiązania do gier komputerowych. No i jest jeszcze ona...
Po Emeline w ogóle nie widać zdenerwowania pierwszymi dniami pracy. Z uśmiechem wykonuje swoje obowiązki(którymi jest odbieranie telefonów,w górnych granicach trzy razy dziennie)i bezwstydnie śmieje się ze wszystkimi dookoła. Zaciskam zęby,bo w tej chwili ważniejszy jest dla mnie turniej.
Całe szczęście Rafa nie zwraca na nią zbytniej uwagi. Jest zbyt przybity niemożnością startu w turnieju i wynagradza sobie to różnymi rozrywkami. Wypad do restauracji,czy spacer we dwójkę. Gdyby nie smutne okoliczności sytuacja byłaby idealna.
Mam już dość tego ciągłego grania na konsoli – jęknęłam wtulając twarz w poduszkę niedługo po powrocie z meczu czwartej rundy. Byłam cholernie zmęczona samym meczem jak i masażami,bo trwały w nieskończoność podczas gdy ja marzyłam o powrocie do hotelu i wtuleniu się w ramiona męża.
No proszę – westchnął szturchając lekko moje ramię – Ostatni raz.
Nie – burknęłam zakładając ręce. – Jestem zmęczona. Chyba się położę.
Przystawiłam głowę do poduszki i zamknęłam oczy. Po chwili jednak zdałam sobie sprawę z tego,że on wciąż tu jest. Zerknęłam na jego piękną wyrzeźbioną sylwetkę i ogarnęło mnie nagłe podniecenie. Podniosłam się.
Rafael?
Tak? – podniósł głowę znad ekranu i spojrzał na mnie pytająco.
Może byśmy tak...zajęli się czymś innym?
Od przyjazdu do Melbourne nie robiliśmy tego ani razu. Nie chciałam go zmuszać widząc jak bardzo jest posępny,ale też nie było czasu. No i Emeline nieustannie wpychająca się przed szereg...
Najwyższy czas by na trochę o niej zapomnieć.
Szarpnęłam ustami płatek aż westchnął i rozluźnił napięte mięśnie. Zeszłam niżej,do szyi i nagle pisnęłam,gdy złapał mnie w talii i przetoczył na łóżko,po czym ujął moją głowę i pocałował w usta. Jęknęłam rozkosznie czując na sobie ciężar jego ciała.
Nasze ręce niecierpliwie sięgały do krawędzi ubrań chcąc jak najszybciej się z nich uwolnić. Uśmiechnęłam się z szaleńczą satysfakcją,gdy moja bluzka wylądowała na podłodze a on jednym płynnym ruchem zdjął koszulkę. Wróciliśmy do pocałunków;subtelniejszych niż poprzednio chociaż było w nich więcej pożądania i miłości niż na to wyglądało. Rafael poruszył się w dół,ostrożnie dotknął mojego dekoltu aż poderwałam się czując zimno na swoim rozpalającym się ciele. Wsunął rękę za moje plecy,jego palce szarpnęły zapięcie stanika i...
Drzwi otworzyły się gwałtownie i zupełnie niespodziewanie. Odskoczyliśmy od siebie jak oparzeni i spojrzeliśmy na intruza.
Wiesz do czego służą drzwi? – warknęłam w stronę osłupiałej Emeline – Do tego,żeby je zamknąć i nikogo nie wpuszczać. A jeśli już to trzeba zapukać.
Rafael patrzył na nią jakby zawstydzony. Jego policzki się zaróżowiły. Spuścił wzrok i rozglądał się za koszulką,po czym wsunął ją przez głowę.
P-przepraszam...ja... – wyjąkała Emeline. Na jej twarzy widać było dezorientację i zaskoczenie,ale kompletny brak wstydu. Tak jakby nie domyślała się,że będąc małżeństwem uprawiamy seks.
Spokojnie,nic się nie stało – uśmiechnął się nieśmiało w jej stronę Rafa i dotknął lekko mojego ramienia dając mi znak,żebym odpuściła. Otworzyłam usta w niemym proteście. Co ona sobie wyobrażała wpadając jak do siebie?
W końcu odzyskała mowę.
Trzeba było zamknąć drzwi na klucz – stwierdziła unosząc podbródek,po czym zwróciła się do Rafaela – Przyszłam powiedzieć,że umówiłam was na jutro na wywiad. Oboje – dodała obojętnie,chociaż słychać było,że nie jest tym faktem zachwycona.
Gdzie? – spytałam poprawiając rozczochrane fale na głowie. Nie przejmowałam się tym,że nie mam na sobie koszulki.
Dla Eurosportu,niedaleko Melbourne Park.
I jest to na tyle niezwykłe,że musiałaś nam przerwać by przekazać to natychmiast - odparłam krzyżując ręce na piersi.
Rafael cmoknął mnie w skroń.
Kochanie spokojnie. To dobrze,że Emeline porządnie wykonuje swoje obowiązki,prawda?
Nie rozumiałam go. Za każdym razem,gdy budził się w nim instynkt prawdziwego mężczyzny,zwierzęce pożądanie zapominał o wszystkim. Jeśli jednak ktoś nam przeszkadzał,momentalnie wracał do rzeczywistości. Myślałam,że jak facet jest napalony to myśli tylko o tym,żeby jak najszybciej przelecieć kobietę,ale jak widać nie. Dlaczego?
Prawda – przyznałam niechętnie. – Ale myślałam,że ustaliliśmy,że taki wywiad nie jest niczym szczególnym...
W tym wypadku chyba jest – wzruszyła przepraszająco ramionami – Otóż chcą zapytać o kontuzję Rafaela i czy... – spuściła wzrok – Czy jeszcze zagra.
Och.
Rafa wstał z łóżka i spojrzał w okno. Jego ramiona zadrżały. Miałam ochotę zdzielić ją w tę smarowaną francuskimi kremami twarzyczkę.
I ty zgodziłaś się od razu widząc jak zareaguje mój mąż – powiedziałam z wyrzutem. – Pełen profesjonalizm.
Nie zgodziłam się. – pokręciła głową wprawiając grzywkę w ruch – Odrzuciłam ofertę,ale oni nalegali. Więc wynegocjowałam wyrzucenie tej kwestii i zamiast tego zaproponowałam,że Rafa będzie u nich codziennie po kilka minut,żeby przeanalizować mecze. Wydaje mi się zatem,że znalazłam wam odpowiednie zajęcie,oui?
Wspaniale-Rafael odwrócił się od okna z westchnieniem ulgi. – Dzięki.
Drobiazg – odwzajemniła uśmiech błyskając zębami. – W porządku. Nie będę już wam...przeszkadzać.
Zacisnęłam usta i syknęłam gniewnie gdy wyszła.
Ma szczęście – mruknęłam podchodząc do męża. – Wszystko dobrze?
Objęłam go i położyłam głowę na jego ramieniu. Wyglądało to pewnie dość komicznie,bo był dużo szerszy w ramionach niż ja,ale nie dbałam o to. Kochałam go i nie chciałam by jakaś Francuzka go zraniła. Zresztą,nie chciałam,żeby ktokolwiek go zranił.
Tak – mruknął przygarniając mnie do siebie.
Nie wierz jej. Niedługo znowu wyjdziesz na kort i zaczniesz wygrywać. Zobaczysz.
Zaśmiał się cicho.
A co jeśli nie?
Zaufaj mi. Zaufaj lekarzom – powiedziałam stanowczo – Znam cię. Wiem,że się nie poddasz. Nie z takimi problemami dawaliśmy sobie radę. Musisz po prostu uwierzyć,że cię na to stać. Dlaczego pozwalasz by strach cię paraliżował?
Rafael ujął mój podbródek i spojrzał mi prosto w oczy. Jego spojrzenie wyrażało troskę i uwielbienie.
Ja też cię znam i wiem,że niekiedy masz wątpliwości dlaczego się z tobą ożeniłem. – położył mi palec na usta,kiedy chciałam zaprotestować. – I jeśli jeszcze kiedyś cię dopadną,przypomnij sobie co mi przed chwilą powiedziałaś. Właśnie za to cię kocham. Wiem,że starasz się podnieść mnie na duchu... – spuścił wzrok i zaczął bawić się skręconym kosmykiem moich włosów. – Ale ja wciąż liczę się z tym,ze mogę zakończyć karierę w każdej chwili.
Co ty wygadujesz? – wyrwałam się z jego objęć i zmierzyłam go gniewnym spojrzeniem – Przecież wszystko jest na dobrej drodze. Wkrótce wrócisz do gry i...
Ryzyko istnieje mimo to – przerwał mi – Nawet jeśli wrócę teraz,to uraz może zacząć się odnawiać.
Otworzyłam usta ze zdziwienia.
Dlaczego mi nie powiedziałeś?
Kinga kochanie... – złapał mnie za dłoń i zaczął ją lekko gładzić. – Nie chciałem cię denerwować. Przeze mnie masz problem z zajściem w ciążę,więc pomyślałem,że jeśli uwierzysz,że wszystko jest dobrze to będzie o to łatwiej.
Sapnęłam i pokręciłam gwałtownie głową. O co mu chodziło?
Że co? – wykrztusiłam – Myślisz,że byłoby dobrze oczekiwać dziecka w takiej sytuacji?Chcę by to było dla nas radosne wydarzenie,ale na razie ty jesteś dla mnie najważniejszy. Ty i twoje zdrowie. Dziecko może zaczekać.
Uśmiechnął się wstydliwie i dotykał moich palców.
Tak bardzo chciałaś więc nie chciałem sprawiać ci zawodu.
Rafael skarbie,jak możesz tak mówić? – spytałam łagodnie i pogłaskałam go po policzku. – Nie mogę być szczęśliwa,jeśli ty cierpisz. – przełknęłam ślinę i pozwoliłam wypłynąć trudnym słowom: – Chyba,że...ty nie chcesz mieć ze mną dziecka.
Bardzo chcę – odparł natychmiast – Chcę tego najbardziej na świecie. Chcę założyć z tobą rodzinę. Chcę mieć kim się cieszyć,jeśli...jeśli się nie wyleczę.
Wyleczysz się! – wyrzuciłam – Nie waż się protestować.
Uniósł ręce w geście poddania się.
Odetchnęłam z ulgą.

Dobrze. A teraz chodź do mnie...


Aż mnie nostalgia ogarnęła sprawdzając ten rozdział. Sama sobie zadałam pytanie czy Rafa jeszcze kiedyś wróci,bo chyba na razie na jakieś spektakularne rezultaty to marne szanse :(

1 komentarz:

  1. No właśnie. Trudno ostatecznie wyrokować, ale ten jego dołek się przedłuża. Radwańska, do której go porównywałyśmy w tamtym roku, jakoś się pozbierała, a u niego szału nie widać :( Nadzieja umiera ostatnia, może coś się ruszy... Ja właśnie zaczęłam śledzić tenis w opisywanym przez Ciebie momencie, a gdy potem wrócił Rafa, no to miałam spory dylemat, komu kibicować w meczach na szczycie - Nadalowi czy Djokovicowi? :D A teraz takiego meczu to strach się bać, nie ma się co na taki cieszyć :(

    OdpowiedzUsuń