Tekst

piątek, 25 marca 2016

3.8 Podejrzana numer jeden

 – No to witaj Paryżu – mruknęłam wychodząc przez rękaw z samolotu do budynku lotniska. Zanim wylądowaliśmy,samolot krążył około piętnastu minut nad pasem. Nigdy nie wiedziałam takiej ulewy we Francji;było szaro,mgliście,a deszcz ciął na skos. Serce zabiło mi radośnie,gdy tylko samolot dotknął kołami ziemi.
Niezła ulewa,co? – Rafael uśmiechnął się do przygaszonej Emeline. – Chyba nieczęsto tutaj takie bywają.
Emeline pokręciła głową i przyspieszyła kroku. Idący przed nami Toni wydał z siebie pomruk sygnalizujący co o niej myśli.
Dziwnie się zachowuje – szepnęłam do Rafaela – Od kiedy wiadomo było,że lecimy na Rolanda straciła zapał do wszystkiego.
A przede wszystkim do złośliwych komentarzy.
Też to zauważyłem – przyznał Rafa – Myślisz,że tęskniła za ojczyzną?
Wątpię. Gdyby tęskniła byłaby teraz szczęśliwa – wskazałam głową na brązową grzywkę znikającą w korytarzu prowadzącego do odbioru bagaży.
Powinniśmy jakoś ją pocieszyć...
Nawet o tym nie myśl! – zaprzeczyłam gwałtowniej niż zamierzałam
Uuu,ktoś tu jest zazdrosny? – Dał mi lekkiego kuksańca w żebro.
Nawet jeśli to co?
Kinga,skarbie powtarzam ci po raz kolejny,że...
Wiem co chcesz mi powiedzieć – przerwałam – Ale ja wciąż jej nie ufam. Niech rozegra swoje sprawy sama ze sobą. Nas to nie dotyczy.
Na lotnisku utknęli także Gisela z Juanem. Nie były to wymarzone okoliczności do spotkania,ale dobrze było ich widzieć.
Ciekawa jestem jak długo to jeszcze potrwa – marudziła znudzona czekaniem Gisela – Mam ochotę na kąpiel. Albo chociaż na prysznic.
Emelinie stała cicho i rozglądała się na boki z niepokojem. Gisela spojrzała na nią z ukosa i rzuciła mi pytające spojrzenie. Wzruszyłam ramionami. Sama chciałabym wiedzieć,a poza tym to nie były odpowiednie okoliczności do takiej rozmowy.
Z nudów rozciągnęłam się na sztywnym krześle w poczekalni i zaczęłam rozgrywać w głowie mecz.
Stanęłam przy linii serwisowej i wygładziłam spódniczkę barwy królewskiego błękitu z pistacjową lamówką. Odbiłam piłkę kilka razy od ziemi uwalniając kłęby rdzawej,kruchej mączki.
Nie wiem,kto stał naprzeciw mnie;mogła to być Woźniacka,Agnieszka czy nawet Serena Williams. Nie miało to najmniejszego znaczenia,należało przede wszystkim dobrze wejść w mecz.
Piłka poszybowała z prędkością około stu sześćdziesięciu kilometrów na godzinę w kierunku beckhendu rywalki,która odbiła z powrotem. Zagrałam w tamtą stronę jeszcze kilka razy aż tamta nie zdążyła do następnej piłki.
Dobrze,po swojemu.
Zdecydowałam dołożyć nieco siły do serwisu. Rywalka odegrała wysoko,a ja mogłam skończyć piłkę szybkim drive-wolejem.
Coraz lepiej.
Chciałam powtórzyć,ale szala serwisu przechyliła się na stronę siły,zamiast być na równi z topspinem i w konsekwencji pierwszy serwis do poprawki. Najbezpieczniej będzie zagrać kick-serwis. Nie spodziewałam się jednak tak głębokiej piłki na samą linię i odebrałam ją spod nóg. Wylądowała w samym środku siatki.
Bańka napięcia związanego z pierwszymi punktami zdążyła prysnąć.
Wprowadziłam piłkę do gry. Niezbyt kąśliwie,akurat tak by stworzyć sobie sytuację w punkcie. Odegrała na linię boczną. Pobiegałam trochę rozrzucając piłkę na prawo i lewo,a na koniec znów na lewo. Nie wytrzymała i strzeliła rozpaczliwie w poszukiwaniu linii,przez wysoką siatkę,ale piłka poszybowała na korytarz deblowy.
Może mała zmiana kierunku?
Tym razem dobry serwis na linię,return na środek i łatwo skończony punkt w beckhendowy róg dający mi gem otwarcia.
Po pierwszym gemie wiadomo o rywalce właściwie wszystko,nawet jeśli wcześniej się z nią nie grało. Czy uderza mocno,czy też nie. Czy biega szybko,a może wolno?Czy broni się skutecznie,czy nie,bo jest wolna?Oraz,najważniejsze-jakie ma nastawienie do dzisiejszego meczu.
Czułam smak wody i napojów energetycznych pitych podczas pierwszej przerwy i w ciągu całego meczu. Otarłam dłonie z potu i wstałam,by ustawić się do returnu w kolejnym gemie...
Hej,jesteś tutaj?
Zamrugałam kilka razy gdy Juan pomachał mi przed oczami dłonią. Ach tak. Jestem w Paryżu. Ale jeszcze nie tam gdzie być powinnam.
Gdy dotarliśmy w końcu do hotelu,miałam dość wszystkiego. Od razu zeszłam do baru i zamówiłam sobie drinka. Nie umknęło mojej uwadze,że Emeline zniknęła gdzieś wśród całego zgiełku.
Zamieszałam kostkami lodu w kubku. Wyraźnie się mnie ostatnio przestraszyła,kiedy powiedziałam że ją zwolnię. Od tego czasu trzyma się na dystans i pilnuje się nawet w stosunku do Rafaela. A teraz znika gdzieś od razu po wylądowaniu...
Potrzebowałam Giseli i jej teorii spiskowych.
Mogłaś mieć rację – syknęłam pociągając ją za ramię. W tym roku oboje z Pico zaszaleli i wynajęli apartament w tym samym hotelu co my.
Ale z czym? – Blondynka zmarszczyła brwi i upiła ze słomki łyk czerwonego drinka.
Z nią – szepnęłam i zamówiłam sobie kolejnego, po czym zaprowadziłam ją do wolnego stolika.
Co dokładnie masz na myśli?
Pamiętasz nasze zakupy w Palmie? – Kiedy skinęła głową dodałam: – Powiedziałaś wtedy,że Emeline może być zbiegłą kryminalistką i tak dalej...
Ach tak,owszem – Delikatne zmarszczki na jej czole się wygładziły rozjaśniając jej twarz – Podtrzymuję.
I ja też.
Że jak?! – Spojrzała na mnie wstrząśnięta.
Tak. Na lotnisku zachowywała się dziwnie,ale teraz kiedy jesteśmy w samym sercu Paryża to się robi podejrzane. Tak jakby dopiero do niej dotarło,że wróciła do swojego kraju.
Hm... – Gisela zamieszała słomką,po czym pociągnęła wolno łyk – Może i miałam rację. Jeśli ma jakiejś problemy z tutejszym prawem,to ma przed czym się kryć.
Właśnie – przytaknęłam – Zaczynam się niepokoić,kogo przyjęliśmy pod swój dach.
Do pracy,a nie pod dach – zauważyła
Jeśli do pracy to i do rodziny. Prosta logika Nadalów.
Upiłam potężny łyk drinka. Zaczynałam czuć krążącą szybciej w żyłach krew. Jeśli wypiję jeszcze parę takich,może uda mi się coś wymyślić.
Co Rafa na to? – spytała Gi
Jeszcze z nim nie rozmawiałam.
Zrób to jak najszybciej. Na pewno weźmie twoje spostrzeżenia pod uwagę.
A jeśli nie? On twierdzi,że jestem po prostu zazdrosna.
Przewróciła oczami.
Zazdrość swoją drogą. Ale gołym okiem widać,że coś z nią jest nie tak.
Westchnęłam. Dlaczego musiałam mieć na głowie tyle problemów?Zaczęło się od nieudanych prób zajścia w ciążę,a skończyło na rzeczniczce prasowej o podważalnej reputacji.
Nie ma to jak mieć ciekawe życie.

*

Nazajutrz po treningu w samym sercu upału(Co za paradoks!Wczoraj na lot lało jak z cebra,a dzisiaj na trening słońce grzeje niemiłosiernie)złapałam Rafę w szatni. Popatrzył na mnie zdziwiony,gdy znalazłam się tuż przy jego szafce.
Kinga – powiedział. – Co tutaj robisz?
Musimy pogadać – stwierdziłam bez ogródek.
Komuś coś się stało? – Jego oczy błysnęły niepokojem – Nabawiłaś się jakiejś kontuzji? – Jego rysy twarzy nagle złagodniały-Jesteś...?
Nie – przerwałam zaciskając dłonie w pięści – Nie o to chodzi do cholery!
W takim razie o co? – Oparł się o szafkę.
O Emeline.
Przewrócił oczami z jękiem.
Znowu?Co tym razem?
Nie podobał mi się ton jakim to powiedział. Zdążył chyba ją polubić i teraz z pewnością będzie jej bronił.
Odetchnęłam głęboko i skrzyżowałam ręce na piersi.
Od pewnego czasu...kilku dni przed wylotem...zachowuje się bardzo podejrzanie. Sam to zauważyłeś – dodałam z naciskiem.
Owszem – skinął głową. – Ty jednak stwierdziłaś,że mamy się nie mieszać do jej spraw.
O ile nie będą rzutować na jej pracę...
Rzucił mi pytające spojrzenie a ja oddaliłam się na kilka kroków.
Miałam dzisiaj konferencję,nic ważnego jak się okazało. Tyle,że dowiedziałam się o tym zaledwie pół godziny wcześniej po telefonie od organizatorów.
Emeline o tym wiedziała?
Tak. Powiedzieli,że to z nią kontaktowali się w tej sprawie. Miała przekazać mi wiadomość osobiście.
Rafael westchnął i przeczesał palcami włosy.
Zgodzisz się chyba ze mną,że tak być nie powinno? – zmrużyłam oczy nastawiona na dyskusję o mojej rzekomej,bądź też nie,zazdrości.
Zdecydowanie nie powinno – oznajmił stanowczo. – Będzie musiała nam wyjaśnić kilka spraw.
No. Może wreszcie przejrzał na oczy.
Rafael?
Hm?
Zaczynam trochę się bać – powiedziałam wstydliwie spuszczając wzrok.
Czego kochanie? – spytał z troska w głosie i dotknął mojego nagiego ramienia.
Jej. Nic o niej nie wiemy. Skąd się wzięła?Dla kogo pracowała?Wiesz takie rzeczy?
Nie – przyznał ze zdziwieniem – Benito za nią ręczył...dlaczego miałbym nie wierzyć komuś,kto nigdy mnie nie zawiódł?
Dlatego,że on też niewiele wiedział – zasugerowałam – Inaczej na pewno by nas uprzedził.
Milczał przez chwilę. W końcu ruszył z powrotem do szafki,wziął wszystkie rzeczy i zagarnął mnie ramieniem.
Dokąd idziemy?

Zjedzmy coś. A potem trzeba uporządkować pewne sprawy.


1 komentarz:

  1. Rzucasz nowe światło na sprawę z Emeline... Ja już naprawdę nie mam pojęcia, o co tu może chodzić. A jak ja nie wiem, to jest źle :D
    Ech, do pracy, rodacy. Samo się nie posprząta. Pa! ;*

    OdpowiedzUsuń